— Miło mi — Tomasz uścisnął dłoń Marka i skinął Annie głową. — Dziękuję za zaproszenie.
— To u nas tradycja — odparła Anna. — Rodzinna kolacja raz w miesiącu.
— Bardzo dobra tradycja — powiedział z uznaniem Tomasz. — Rodzina jest najważniejsza.
Barbara aż promieniała, patrząc na córkę i jej towarzysza.
— Widzisz, Marku, Kasieńka jest młodsza, a już znalazła porządnego mężczyznę. Tomasz kieruje oddziałem neurochirurgii.
— Mamo — Kasia przewróciła oczami — my się po prostu spotykamy. Nie zawstydzaj Tomasza.
— Oj tam, oj tam — Barbara poklepała córkę po dłoni. — Ja widzę, jak na siebie patrzycie. A Anna i Marek dwa lata po ślubie, a tu ani własnego gniazdka z dzieckiem, ani kołyski.
— Mamo! — przerwał jej Marek. — Już o tym rozmawialiśmy.
— A cóż ja takiego powiedziałam? — Barbara przybrała niewinną minę. — Stwierdzam tylko fakt.
Przy stole rozmowa płynęła od wiadomości, przez politykę, po rodzinne sprawy. Kaczka z jabłkami wyszła znakomicie, nawet Barbara pochwaliła danie. Anna pozwoliła sobie odrobinę odetchnąć, ale spokój okazał się tylko krótką przerwą przed czymś znacznie gorszym.
Kiedy na stole pojawił się domowy sernik, Kasia nagle złapała się za palec.
— Co się stało? — zaniepokoił się Tomasz.
— Pierścionek mnie uwiera — poskarżyła się, zdejmując cienką złotą obrączkę z drobnym kamykiem. — Chyba palec spuchł od ciepła.
— Pokaż — Barbara natychmiast wzięła ozdobę i obróciła ją w palcach. — Przecież to tania błyskotka! Kasiu, zasługujesz na coś lepszego.
— Mamo, to prezent — Kasia próbowała odebrać pierścionek, lecz teściowa nie zamierzała odpuścić.
— Od kogo? — zapytała ostro.
— Od kolegi — odpowiedziała niechętnie Kasia. — Na urodziny.
— Od Pawła? — Barbara zmrużyła oczy. — Wiedziałam! Nadal utrzymujesz kontakt z tym chłopakiem?
— Mamo! — oburzyła się Kasia. — On nie jest żadnym podejrzanym chłystkiem, tylko dobrym przyjacielem.
Teściowa prychnęła i zwróciła się do Tomasza:
— Proszę się nie przejmować, Tomaszu. Kasia miała kiedyś niezbyt udaną znajomość, ale szybko zrozumiała, że to nie jest ktoś dla niej.
Anna zauważyła, jak Tomasz zesztywniał, jakby wcześniej nie słyszał o żadnym „dobrym przyjacielu”. Barbara też to dostrzegła i najwyraźniej postanowiła naprawić sytuację po swojemu.
— Anna przynajmniej nie nosi byle czego — stwierdziła, wskazując na rękę synowej. — Ma porządną obrączkę, taką, jaka przystoi mężatce.
Anna odruchowo przykryła prawą dłoń lewą, jakby chciała ochronić pierścionek. Nie podobało jej się, dokąd zmierza ta rozmowa.
— Marek tak się starał, kiedy ją wybierał — ciągnęła Barbara z nostalgicznym westchnieniem. — Pamiętam, jak radził się nas, oglądał katalogi…
— Właściwie to prezent od moich rodziców — poprawiła cicho Anna. — Rodzinna pamiątka.
W salonie zapadła niezręczna cisza. Usta Barbary zacisnęły się w wąską linię.
— Naprawdę? — odezwała się w końcu. — Byłam pewna, że kupił ją Marek.
— Anna ma rację, mamo — wtrącił Marek. — To prezent od jej rodziców. Chcieli, żeby nosiła właśnie tę obrączkę.
— Cóż, uroczo — odparła Barbara tonem, który wcale nie brzmiał uroczo. — W naszej rodzinie też są tradycje. Ja na przykład nosiłam obrączkę po mojej teściowej i zamierzałam przekazać ją żonie Marka.
— Pierwsze słyszę — mruknął Stanisław, ale żona udała, że go nie usłyszała.
— A Kasi bardzo przydałaby się teraz ładna obrączka — kontynuowała Barbara, przenosząc wzrok z córki na Annę. — Zwłaszcza kiedy jest w tak „poważnej” relacji.
Anna znieruchomiała, bo w jednej chwili zrozumiała, do czego teściowa zmierza.
— Chce pani, żebym oddała Kasi swoją obrączkę? — zapytała prosto.
— Od razu oddała? — Barbara udała urażenie. — Po prostu pożyczyła na jakiś czas. W końcu może dojść do zaręczyn, a ona powinna wyglądać godnie. Ty już jesteś mężatką, nie musisz codziennie nosić tak drogiej rzeczy.
Nad stołem zawisło ciężkie milczenie. Anna spojrzała na Marka, czekając, że choć tym razem stanie po jej stronie. On jednak siedział ze wzrokiem wbitym w kieliszek, jakby bał się poruszyć.
— Mamo, wystarczy — odezwała się w końcu Kasia. — Nie potrzebuję cudzego pierścionka.
— Nie cudzego, tylko rodzinnego — ucięła Barbara. — Zdejmij obrączkę, mojej córce bardziej się przyda. Widzisz przecież, jakiego ma narzeczonego!
Wszyscy poczerwienieli: Anna z gniewu, Kasia ze wstydu, Tomasz z zażenowania. Barbara pozostała niewzruszona, jakby nie rozumiała, że właśnie przekroczyła granicę, której nie wolno było dotykać.
Anna powoli wstała.
— Przepraszam, muszę sprawdzić deser — powiedziała drżącym głosem i wyszła do kuchni.
Oparła się o lodówkę, próbując uspokoić drżenie dłoni. Przez sześć lat związku z Markiem zdążyła przywyknąć do zachowania jego matki, ale ten wieczór przebił wszystko. Żądać rodzinnej pamiątki, prezentu od rodziców, dla dziewczyny, która być może wcale nie planowała wiązać życia z Tomaszem? To było już poza wszelkimi granicami.
Drzwi kuchni uchyliły się i wszedł Stanisław.
— Przepraszam za nią, Aniu — powiedział cicho. — Barbara zawsze była… trudna. Szczególnie gdy chodzi o córkę.
