Anna tylko się uśmiechnęła. Prawie miesiąc szukała miejsca, które pasowałoby na ten wieczór: las, jezioro, grill i pełna prywatność.
Wieczór zaczął się od wspólnego gotowania. Sałatki, pieczone mięso, ziemniaki z piekarnika. Ewa, zwykle najgłośniejsza z całego towarzystwa, tym razem była dziwnie cicha i co chwilę zerkała w telefon.
– Coś się stało? – zapytała Anna półgłosem, kiedy reszta wyszła na taras.
– Nie, po prostu jestem zmęczona – odpowiedziała Ewa. – W pracy zamieszanie, dziecko marudzi, wszystko naraz.
– Gdybyś chciała pogadać, jestem obok – Anna ścisnęła jej dłoń i dostała w odpowiedzi słaby, wymuszony uśmiech.
Przy kolacji rozmowa znów nabrała tempa. Wróciły stare historie ze studiów, wspomnienia z akademika i wspólne wpadki.
– Pamiętacie, jak się poznałyśmy? – zapytała Marta, śmiejąc się na wspomnienie Anki z gitarą i Kasi z ogromnym pluszowym misiem pod pachą.
– A ja przyjechałam z trzema walizkami ubrań! – zaśmiała się Ewa. – Byłyście pewne, że jestem rozpieszczoną księżniczką.
– A wyszło na to, że jesteś po prostu zakupoholiczką – podchwyciła Anna.
– Dzięki Ewie zawsze chodziłyśmy w innych ciuchach – dodała Kasia. – Nasz słynny system wymiany garderoby.
Wieczór płynął dalej. Była muzyka, karty, trochę karaoke i gra w „prawda czy wyzwanie”.
– Zagrajmy w „nigdy przenigdy” – zaproponowała Marta.
Zaczęło się niewinnie i wesoło: „Nigdy nie całowałam się z dziewczyną”, „Nigdy niczego nie ukradłam w sklepie”, „Nigdy nie wyobrażałam sobie własnego ślubu”. Nawet Anna, która zwykle podchodziła do takich zabaw z dystansem, kilka razy upiła łyk wina.
Pytania stawały się jednak coraz bardziej osobiste. Przy jednym z nich Ewa nagle rozpłakała się tak gwałtownie, że wszystkie zamilkły.
– Ewka, co ci jest? – Marta natychmiast pochyliła się w jej stronę.
– Przepraszam – wychlipała Ewa. – Ja już dłużej nie mogę…
– Może wystarczy tego picia? – zaproponowała Wiktoria ostrożnie.
– Nie! – Ewa odsunęła jej rękę. – Muszę to powiedzieć. Nie dam rady dłużej trzymać tego w sobie!
W pokoju zapadła cisza. Taka, która aż bolała.
– Marta – Ewa podniosła mokrą od łez twarz. – Ja… ja jestem w ciąży z Piotrem. Z twoim narzeczonym.
Wszystko jakby stanęło.
– Co ty wygadujesz? – wydusiła Marta. – Jesteś pijana czy straciłaś rozum?
– To prawda – Ewa otarła policzki. – To stało się półtora miesiąca temu, kiedy pojechałaś do cioci do Lublina. Przyszłam oddać mu dokumenty do wizy, a Piotr był sam…
– Zamknij się! – krzyknęła Marta i potrąciła kieliszek. Czerwone wino rozlało się po dywanie jak ciemna plama krwi. – Nie waż się ciągnąć tej ohydnej bajki!
– Nie kłamię – powiedziała Ewa, drżącą ręką wyciągając telefon. – Mam test ciążowy. Mam wiadomości.
Marta cofnęła się, jakby urządzenie mogło ją oparzyć, ale po chwili jednak spojrzała na ekran.
– Tu nic nie ma – powiedziała po kilku sekundach. – Zwykłe wiadomości. „Cześć, co słychać?”, „Kiedy wpadniesz?”. Nic więcej.
– On dzwonił – szepnęła Ewa. – Nie chciał pisać takich rzeczy.
– Bardzo wygodne – zauważyła chłodno Kasia.
Marta przewijała ekran dalej, aż nagle znieruchomiała. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Ewy. Półnagiej, leżącej w łóżku. Marta od razu rozpoznała pościel i układ ściany. To miała być ich sypialnia. Jej i Piotra.
– Kiedy to było? – zapytała Anna, czując, jak ściska jej gardło.
– Tego dnia, kiedy wyjechałaś do Lublina – odpowiedziała Ewa. – Piętnastego kwietnia.
– Nie byłam wtedy w Lublinie – powiedziała Marta powoli. – Odwołałam wyjazd, bo ciocia trafiła do szpitala. Zostaliśmy z Piotrem w domu.
Ewa zaczęła nerwowo tłumaczyć, pokazując zdjęcie jeszcze raz, jakby samo miało za nią złożyć zeznanie.
Marta przyjrzała się fotografii uważniej. Nagle parsknęła krótkim, gorzkim śmiechem.
– Boże… To wcale nie jest nasza sypialnia. To twoje mieszkanie! Na ścianie wisi obraz z łabędziami. Sama mówiłaś, że przywiozłaś go od rodziców.
– I data zdjęcia to piętnasty lutego, nie piętnasty kwietnia – dodała po chwili.
Ciężka, duszna cisza osiadła w pokoju jak kurz po zawaleniu ściany.
– Czyli co? – zapytała Anna. – Okłamałaś nas wszystkie?
– Ja… – Ewa zasłoniła twarz dłońmi. – Nie kłamię co do ciąży. Test naprawdę jest pozytywny.
– Ale ojcem nie jest Piotr, prawda? – spytała Marta bardzo cicho.
Ewa milczała długo. W końcu jej głos ledwie przebił się przez płacz.
– Nie wiem, kto jest ojcem. Po rozwodzie spotykałam się z kilkoma mężczyznami. Kiedy zobaczyłam wynik testu, spanikowałam. Nikt z nich nie chciał niczego poważnego. A ja widziałam, jak Piotr cię kocha, jak się tobą opiekuje… Pomyślałam, że byłby dobrym ojcem.
– Więc uznałaś, że po prostu go sobie wybierzesz i skłamiesz – dokończyła Wiktoria z niedowierzaniem. – Żeby rozwalić ich związek.
– Jesteś zdrajczynią – wyszeptała Marta. W jej głosie nie było już gniewu, tylko czysty ból. – Uważałam cię za jedną z najbliższych osób.
– Byłam zdesperowana – Ewa spuściła głowę. – Po rozwodzie zostałam sama z dzieckiem, teraz znowu jestem w ciąży… Nie wiedziałam, co robić.
Anna ciężko westchnęła.
– Mogłaś po prostu poprosić nas o pomoc. Pomogłybyśmy ci.
