Łukasz bez słowa skinął głową. Czuł, że stoi na progu sensacji zdolnej wstrząsnąć nie tylko Polską, lecz także całym światem. Razem z profesorem zaczął przeglądać fotografie i notatki. Wśród dokumentów natrafili na strony dziennika nieznanego oficera SS, który opisywał tajemnicze wyprawy do odległych zakątków kraju. Pisał o „zamkniętych komorach” i „artefaktach mogących odmienić los ludzkości”.
— To niemożliwe… — wyszeptał Łukasz. — Oni próbowali nawiązać kontakt z czymś nadprzyrodzonym?
Wiśniewski nie odpowiedział. Jedynie powoli skinął głową i ostrożnie przewrócił kolejną kartkę.
Wkrótce profesor zdecydował się zorganizować wyprawę do jednego z miejsc zaznaczonych na planie. Zabrał ze sobą wyłącznie najbardziej zaufanych pracowników oraz ochroniarzy. Wieś, do której prowadziły współrzędne z dokumentów, wyglądała zwyczajnie i spokojnie. Im bliżej jednak byli punktu wskazanego na mapie, tym dziwniejsza stawała się atmosfera. Otaczający ich las gęstniał, a między drzewami wisiała ciężka mgła, jakby coś żywego ukrywało się tuż poza zasięgiem wzroku.
Kiedy zapadła noc i grupa rozbiła obóz, z ciemności zaczęły dochodzić niezrozumiałe odgłosy. Słyszeli szelesty, przeciągłe skrzypienie oraz ciche głosy, których źródła nie dało się ustalić. Nikt nie potrafił wyjaśnić, czy dźwięki niosły się z lasu, spod ziemi, czy rodziły się wyłącznie w ich umysłach. Profesor coraz mocniej podejrzewał, że dziennik oficera nie opisywał zwykłych magazynów wojskowych, lecz miejsca, w których prowadzono niebezpieczne doświadczenia na ludziach.
Następnego ranka odnaleźli pierwszy ukryty dostęp do podziemi. Był to stary tunel, starannie zamaskowany wśród korzeni drzew i zwałów ziemi. Badacze zeszli w dół z latarkami. Po kilkudziesięciu metrach zobaczyli ogromne drzwi pokryte znakami podobnymi do tych, które widniały na odnalezionym sejfie. Metal był zardzewiały, lecz kiedy dotykali jego powierzchni, czuli jednocześnie przenikliwe zimno i trudny do wyjaśnienia lęk.
Zespół użył specjalistycznych narzędzi, by otworzyć wrota. Za nimi rozciągała się sieć korytarzy biegnących w różnych kierunkach i prowadzących do licznych pomieszczeń. W środku znajdowały się archiwa, stare maszyny, niezrozumiałe metalowe konstrukcje oraz dokumenty, o których nie wspominało żadne znane źródło historyczne.
W jednej z teczek leżał dziennik opisujący eksperyment nad „szczególnym urządzeniem” zdolnym oddziaływać na ludzki umysł. Z zapisków wynikało, że oficerowie próbowali ingerować w wolę, pamięć i sposób postrzegania rzeczywistości. Ich celem miało być stworzenie narzędzia pozwalającego kontrolować nie pojedynczego człowieka, lecz całe grupy ludzi.
— Odkryliśmy coś, co miało na zawsze pozostać zapomniane — powiedział Wiśniewski drżącym głosem. — Jeżeli te informacje trafią do opinii publicznej, skutków nie da się przewidzieć.
Właśnie wtedy poczucie czyjejś obecności stało się niemal nie do zniesienia. Gdzieś w głębi tuneli ktoś albo coś zdawało się ich obserwować. Cienie przesuwały się, choć nikt nie przechodził obok lamp. Odgłosy kroków i szeptów stawały się coraz wyraźniejsze, a podziemny kompleks sprawiał wrażenie, jakby prowadził własne, niezależne życie.
Profesor pojął, że zwykły odwrót może już nie być możliwy. Każdy kolejny metr odsłaniał tajemnice, które według wszelkiej logiki nie powinny istnieć. Każdy przedmiot i każdy dokument stawały się częścią ogromnej układanki, zdolnej ujawnić prawdę o tym, co wydarzyło się podczas wojny. Jednocześnie ta sama prawda stanowiła zagrożenie dla wszystkich, którzy odważyli się do niej zbliżyć.
W jednej z mniejszych komór znaleźli drewnianą szkatułkę. Na wieku wyryto słowa: „Dla tego, kto odważy się poznać prawdę”. W środku leżały stare listy, fotografie oraz niewielki metalowy przedmiot wydzielający dziwne ciepło. Nikt z obecnych nie potrafił określić, do czego służył ani dlaczego mimo chłodu panującego pod ziemią pozostawał ciepły.
Wiśniewski poczuł, że przekroczyli granicę, za którą nie ma już odwrotu. Przed nimi mogły czekać kolejne odkrycia, lecz poruszające się cienie, szepty i nieznana siła obecna w tunelach zdawały się ostrzegać, że następny krok może być ostatnim.
Korytarze ciągnęły się tak daleko, że przestały przypominać dzieło człowieka. Każdy ruch odbijał się głuchym echem, a ściany sprawiały wrażenie, jakby szeptały w obcym języku. Metalowy przedmiot ze szkatułki zaczął emitować słabą poświatę. Jej kolor zmieniał się od lodowatego błękitu do pomarańczowej czerwieni, jakby urządzenie reagowało na bliskość ludzi.
— Musimy zachować najwyższą ostrożność — powiedział profesor. — To nie jest zwykły artefakt. Może wpływać na sposób, w jaki widzimy i rozumiemy otoczenie.
Grupa ruszyła dalej. W kolejnych salach znajdowali mechanizmy o nieznanym przeznaczeniu, stosy planów i zamknięte szafy pełne akt. Każdy przeczytany dokument potwierdzał przerażającą prawdę o doświadczeniach na ludziach: próbach usuwania wspomnień, łamania woli i budowania broni, która mogłaby zmieniać zachowanie całych społeczności.