— Kiedy potrzebowałaś pieniędzy na leczenie, opłaciłam część rachunku. Kiedy Karolinie zabrakło na samochód, przelałam pieniądze do salonu, a później miesiącami czekałam na ich zwrot. Większość rodzinnych uroczystości odbywała się tutaj. Robiłam zakupy, gotowałam, przyjmowałam wszystkich, a potem sprzątałam.
Karolina odstawiła kieliszek.
— Ale przecież wszystko ci oddałam.
— Dopiero po kilku przypomnieniach. Poza tym nie chodzi już tylko o pieniądze.
— To o co?
— O to, że bez przerwy korzystacie z mojej pomocy, a równocześnie nie uważacie, że należy mi się choć odrobina szacunku.
Teresa podniosła głos.
— Nie prosiliśmy o nic dla przyjemności! Wszystko było robione dla rodziny!
Weronika spokojnie wytrzymała jej spojrzenie.
— Pomaganie rodzinie ma sens, kiedy samemu jest się traktowanym jak jej część. Nie można przez lata nazywać człowieka obcym, a jednocześnie swobodnie dysponować jego pieniędzmi, czasem i własnością.
— Wszystko zapisujesz, wszystko pamiętasz — rzuciła ze złością Teresa. — Normalni ludzie nie prowadzą rachunku swoich dobrych uczynków.
— Normalni ludzie przynajmniej dziękują. I nie urządzają krewnemu pokoju w cudzym domu bez zgody właścicielki.
Michał pochylił się nad stołem.
— Nie prosiłem, żebyś kupowała mi mieszkanie. Pomieszkałbym kilka miesięcy i później bym się wyprowadził.
— Nie zapytałeś mnie.
— Nie sądziłem, że odmówisz.
— Właśnie dlatego odmawiam.
— Dariusz, ty to słyszysz? Powiedz jej, że przesadza — zażądała Karolina.
Wszyscy spojrzeli na Dariusza. Przez lata jego rodzina traktowała go jak gospodarza domu tylko dlatego, że był mężczyzną i należał do nich.
Dariusz długo milczał.
Przed nim leżała teczka z dokumentami. Wokół stały potrawy, które jego żona przygotowywała od rana. Przy drzwiach znajdowała się torba przyniesiona przez Teresę — jedno pudełko ciastek dla sześciu osób.
Przypomniał sobie leczenie matki, pieniądze na samochód siostry i niezliczone rodzinne przyjęcia. Wróciło do niego wspomnienie wieczoru, kiedy po jednej z uroczystości Weronika do późnej nocy szorowała kuchnię, a on prosił ją, żeby nie przejmowała się słowami matki.
Wtedy wydawało mu się, że w ten sposób chroni rodzinny spokój.
Teraz zrozumiał, że ten spokój istniał wyłącznie dlatego, że Weronika wciąż ustępowała.
— Mamo, Weronika ma rację — powiedział w końcu.
Teresa gwałtownie odwróciła się w jego stronę.
— Co powiedziałeś?
— Michał tutaj nie zamieszka.
— Odmawiasz własnemu bratu?
— Nie mam prawa rozporządzać domem, który do mnie nie należy. Tym bardziej nie będę namawiał żony po tym, jak wszystko ustaliliście bez niej.
Karolina prychnęła z niedowierzaniem.
— Ale szybko zmieniłeś stronę.
— Nie. Po prostu zbyt długo nie chciałem zauważyć czegoś oczywistego.
Dariusz spojrzał na matkę.
— Od lat nazywałaś Weronikę obcą. Za każdym razem prosiłem ją, żeby nie zwracała na to uwagi, bo łatwiej było uspokoić żonę niż postawić ci granicę.
Teresa poczerwieniała.
— Mówiłam tylko prawdę.
— W takim razie teraz Weronika również mówi prawdę.
— Czyli od dziś nie jesteśmy wam do niczego potrzebni?
— Nie przekręcaj tego. Jesteście moją rodziną i nadal jesteście dla mnie ważni. Ale to nie oznacza, że wolno wam wykorzystywać moją żonę.
Teściowa odchyliła się, jakby słowa syna fizycznie ją odsunęły.
— Wykorzystywać? Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?
— Wychowałaś mnie i jestem ci za to wdzięczny. Ale Weronika nie ma nic wspólnego z moim dzieciństwem. Nie jest ci winna zapłaty za to, że mnie wychowałaś.
Michał podniósł się z krzesła.
— Dobrze. Znajdę sobie inne miejsce.
— Tak powinieneś zrobić od początku — odpowiedziała Weronika.
— Mogłaś po prostu powiedzieć, zamiast wyciągać dokumenty i robić wykład.
— Powiedziałam. Dokumenty były potrzebne, bo zaczęliście omawiać mój dom tak, jakby był wspólną własnością całej rodziny.
Michał zabrał telefon ze stołu.
— Chodźmy, mamo.
Teresa nadal siedziała.
— Chcę wiedzieć, co teraz będzie.
— Co masz na myśli? — zapytała Weronika.
— Powiedziałaś, żebyśmy nie liczyli na twoje pieniądze i dom. To ma być szantaż?
— Nie. Ustalam nowe zasady.
Weronika schowała dokumenty do teczki.
— Od jutra nie opłacam cudzych rachunków, nie pożyczam pieniędzy krewnym i nie organizuję sama wszystkich rodzinnych uroczystości. Spotykamy się kolejno u różnych osób. Kto zaprasza, ten robi zakupy, gotuje i sprząta po gościach.
Karolina natychmiast zaprotestowała:
— Mam małe mieszkanie.
— W takim razie zapraszaj mniej osób.
— Michał wynajmuje tylko pokój.
— Możecie spotkać się w restauracji i każdy zapłaci za siebie.
— Mamie trudno gotować dla tylu osób.
— Mnie również było trudno. Do dziś nikogo to jednak nie obchodziło.
Teresa wstała. Poruszała się teraz szybko i nerwowo. Zamknęła torebkę, sprawdziła telefon i poprawiła rękawy.
— Po takiej rozmowie nie jestem już w stanie jeść.
— Przecież kolację już zjadłaś — zauważyła Weronika.
Dariusz lekko pokręcił głową, lecz nic nie powiedział. Nawet on miał dość tego, że matka każdą nieprzyjemną rozmowę zamieniała w dowód własnej krzywdy.
Teresa ruszyła do wyjścia.