Antoni nerwowo spojrzał na zegarek, gdy wysiadł z taksówki przed terminalem lotniska. Do końca odprawy zostało niespełna czterdzieści minut, a każdy moment miał znaczenie. W jednej dłoni trzymał torbę podróżną, drugą sprawdzał telefon, czekając na wiadomość od współpracowników, którzy byli już w Warszawie. Ten wyjazd służbowy miał ogromne znaczenie, a spóźnienie mogło przekreślić miesiące przygotowań.
Szybkim krokiem ruszył w stronę wejścia do terminala. Nie zwracał uwagi na hałas samochodów, rozmowy ludzi ani tłum przemieszczający się wokół niego. Wtedy nagle zauważył kobietę przechodzącą po drugiej stronie ulicy.
Zatrzymał się jak wryty.
Kobieta wyglądała dokładnie jak jego żona, Anna.
Przez kilka sekund Antoni nie był w stanie uwierzyć własnym oczom.
Jeszcze tego samego ranka Anna dzwoniła do niego z małej miejscowości pod Lublinem. Mówiła, że stan jej matki, Marii, bardzo się pogorszył i dlatego musi zostać przy niej przez kilka dni. Zapewniała go, że wszystko będzie dobrze i że wróci do domu, gdy tylko sytuacja się uspokoi.
Tymczasem teraz stała niedaleko lotniska.
Co więcej, zupełnie nie przypominała kobiety, która od kilku dni opiekowała się ciężko chorą osobą. Miała na sobie elegancki jasny płaszcz, starannie ułożone włosy i trzymała niewielką kosztowną torebkę. Wyglądała spokojnie, pewnie i zdecydowanie nie tak, jak ktoś pogrążony w trosce o chorego członka rodziny.
Antoni już chciał zawołać żonę, ale nagle się zatrzymał.
Coś podpowiadało mu, żeby tego nie robił.
Schował się za szerokim filarem przy wejściu i obserwował ją z ukrycia.
W jego głowie pojawiło się tysiące myśli. Może się pomylił? W końcu w dużym mieście mogła znaleźć się kobieta bardzo podobna do Anny.
Jednak chwilę później kobieta odwróciła głowę i Antoni stracił wszelkie wątpliwości.
To była jego żona.
Anna spojrzała kilka razy na zegarek, potem rozejrzała się uważnie dookoła, jakby na kogoś czekała.
Niepokój Antoniego rósł z każdą sekundą.
Przypomniał sobie ich poranną rozmowę. Głos Anny wydawał mu się wtedy zmęczony i pełen strachu. Mówiła, że jej matka prawie nie wstaje z łóżka i że boi się zostawić ją nawet na chwilę samą.
Teraz każde jej słowo brzmiało jak starannie przygotowane kłamstwo.
Antoni wiedział, że powinien wejść do środka i zdążyć na samolot. Nie mógł przecież odwołać ważnego spotkania w ostatniej chwili.
Ale nie potrafił odejść.
Nie mógł przestać patrzeć na żonę.
Dlaczego go okłamała?
Po co przyjechała tutaj?
Na kogo czekała?
Po kilku minutach pod chodnik podjechał czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Wyglądał drogo i Antoni był pewien, że nigdy wcześniej go nie widział.
Anna bez wahania podeszła do tylnej części auta. Kierowca lekko opuścił szybę i powiedział do niej kilka słów. Kobieta odpowiedziała spokojnie, jakby znała tego człowieka od dawna.
Po chwili otworzyła drzwi i wsiadła do środka.
Antoni poczuł ścisk w klatce piersiowej.
Wyciągnął telefon i szybko zrobił zdjęcie samochodu. Spróbował zobaczyć twarz kierowcy, ale szyba natychmiast się zamknęła.
Czarny samochód ruszył.
W tej chwili lot, odprawa i służbowe spotkanie przestały mieć dla Antoniego znaczenie.
Patrzył za oddalającym się autem i czuł, że jeśli teraz pozwoli żonie odjechać, już nigdy nie pozna prawdy.
Mocniej ścisnął uchwyt torby i pobiegł w stronę postoju taksówek.
Musiał za nią pojechać.
Nawet jeśli oznaczało to utratę lotu.
Zatrzymał pierwszą wolną taksówkę i wskazał kierowcy czarny samochód, który jeszcze było widać przed nimi.
Kierowca spojrzał na niego zdziwiony, ale nie zadawał pytań. Ruszył za autem i po chwili włączył się do ruchu.
Antoni cały czas obserwował pojazd żony. Każde skrzyżowanie było dla niego ogromnym stresem. Gdy zapalało się czerwone światło, serce biło mu coraz szybciej.
Bał się, że samochód zniknie za zakrętem, a wszystkie odpowiedzi przepadną.
Po około dwudziestu minutach auto skręciło w starszą część miasta.
Była to okolica pełna opuszczonych magazynów, starych ceglastych budynków i pustych placów. Miejsce wyglądało tak, jakby ludzie dawno przestali tutaj bywać.
Taksówka zatrzymała się w bezpiecznej odległości.
Antoni zapłacił kierowcy i wysiadł.
Powoli ruszył za samochodem, starając się pozostać niezauważonym.
Anna wysiadła z auta. Kierowcą okazał się wysoki mężczyzna około pięćdziesiątki, ubrany w długi ciemny płaszcz.
Ruszył w stronę starego dwupiętrowego budynku.
Anna poszła za nim.
Oboje weszli do środka przez ciężkie metalowe drzwi.
Antoni rozejrzał się i zauważył rozbite okno z boku budynku. Ostrożnie podszedł bliżej i zajrzał do wnętrza.
Pomieszczenie przypominało opuszczone biuro. Na podłodze leżały śmieci, przy ścianach stały stare meble, a z sąsiedniego pokoju dochodziły przyciszone głosy.
Nagle usłyszał głos żony.
Mężczyzna mówił spokojnie, ale w jego tonie było coś groźnego.
Przypominał Annie, że czas się kończy i że dokumenty muszą zostać przekazane jeszcze tego dnia.
Kobieta odpowiedziała cicho, że nie może tego zrobić teraz, ponieważ ktoś może ich obserwować.