W drodze na samolot Antoni zobaczył żonę, która miała być przy chorej matce na wsi — poszedł za nią i odkrył prawdę, której nigdy się nie spodziewał…

A potem wypowiedziała słowa, które zmroziły Antoniego:

— Mój mąż niczego nie wie. I za wszelką cenę nie może poznać prawdy.

Mężczyzna oparł się o zimną ceglaną ścianę.

To nie była zwykła tajemnica.

Nie chodziło tylko o zdradę.

Anna była uwikłana w coś znacznie poważniejszego.

Pierwszym odruchem Antoniego było wejść do środka i zażądać wyjaśnień.

Jednak powstrzymał się.

Wiedział, że jeśli pojawi się teraz, Anna może zacząć kłamać albo ukrywać jeszcze więcej.

Musiał dowiedzieć się prawdy.

Ponownie zbliżył się do okna.

— Nie mogę przekazać dokumentów dzisiaj — powiedziała Anna. — On wrócił wcześniej, niż planował. Jeśli zniknę na kilka godzin, Antoni zacznie mnie szukać. Nie możemy zwrócić na siebie uwagi. Potrzebuję jeszcze dwóch dni.

— Nie mamy dwóch dni — odpowiedział chłodno mężczyzna. — Jeśli materiały nie zostaną zabrane do piątku, wszystko przepadnie. Twój mąż nie jest teraz największym problemem. Ludzie, którzy szukają tych danych, są już bardzo blisko.

Antoni zmarszczył brwi.

Jakie dane?

O jakie materiały chodziło?

Nagle przypomniał sobie ostatnie miesiące.

Anna stała się cicha, zamknięta w sobie. Często zostawała dłużej w pracy i kilka razy wracała późno w nocy, tłumacząc się pilnymi obowiązkami.

Pracowała jako archiwistka w miejskiej bibliotece.

Antoni zawsze uważał tę pracę za spokojną i bezpieczną.

Nigdy nie podejrzewał, że może kryć się za nią coś więcej.

— Zrobię to, co obiecałam — powiedziała Anna. — Ale jutro spotkamy się gdzie indziej. Przyjdę sama i przekażę pendrive. Potem wszystko się skończy. Tylko obiecajcie, że moja rodzina będzie bezpieczna.

— Obiecuję — odpowiedział mężczyzna. — Jutro w południe. Stary park nad rzeką, przy fontannie. Jeśli się spóźnisz albo ktoś będzie za tobą podążał, wszystko zostaje odwołane.

Antoni odsunął się od ściany.

Jego myśli były kompletnie chaotyczne.

Pendrive.

Dokumenty.

Niebezpieczeństwo.

Ochrona rodziny.

Jedno było pewne — Anna nie ukrywała przed nim zwykłej sprawy.

Była w sytuacji, która mogła zagrozić im obojgu.

Mężczyzna oddalił się od budynku i ukrył za dużym kontenerem.

Kilka minut później Anna wyszła sama.

Nie pobiegł za nią.

Teraz musiał działać rozsądnie.

Wyciągnął telefon i zadzwonił do swojego wieloletniego znajomego, Pawła, który pracował w policji.

— Antoni? Przecież miałeś lecieć do Warszawy. Co się stało?

— Paweł, potrzebuję twojej pomocy. Nieoficjalnie i całkowicie dyskretnie. Możesz sprawdzić samochód po numerze rejestracyjnym?

Podał mu dane auta ze zdjęcia.

— I jeszcze jedno. Sprawdź, czy prowadzicie jakieś sprawy związane z miejskimi archiwami, dokumentami albo informacjami dotyczącymi nieruchomości. Anna coś ukrywa. Mam wrażenie, że grozi jej niebezpieczeństwo.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

W końcu Paweł odezwał się ciężkim głosem.

— Antoni, lepiej usiądź. To, co powiem, może ci się nie spodobać.

Około pół roku wcześniej wykryto wyciek informacji z zamkniętej części miejskiego archiwum. Chodziło o stare dokumenty dotyczące gruntów, plany zabudowy, mapy instalacji oraz papiery własnościowe.

Śledczy podejrzewali, że ktoś wykorzystuje te informacje w dużym oszustwie związanym z nielegalnym obrotem nieruchomościami.

— Próbowaliśmy ustalić, kto miał dostęp do tych materiałów — kontynuował Paweł. — Takich osób było tylko pięć. Twoja żona jest jedną z nich.

Antoni zamilkł.

— Anna nie zrobiłaby tego dobrowolnie — powiedział cicho. — Ona nie jest przestępcą.

— Tego nie wiemy — odpowiedział Paweł. — Może ktoś ją szantażuje. Może grożą jej bliskim. Ale jeśli jutro naprawdę ma przekazać pendrive przy fontannie, nie możesz działać sam.

Policjant ostrzegł go, aby nie próbował przeszkadzać.

— Jeśli ci ludzie są powiązani z przestępcami, jedna nierozważna decyzja może wszystko zniszczyć. Przekaż mi adres budynku i wracaj do domu. Zachowuj się tak, jakbyś niczego nie widział.

Antoni przełknął ślinę.

Miał wrócić do domu i patrzeć żonie w oczy, udając, że nic się nie stało?

Było to niemal niemożliwe.

Ale wiedział, że otwarta konfrontacja mogłaby narazić Annę na jeszcze większe niebezpieczeństwo.

— Dobrze — odpowiedział w końcu. — Zrobię tak, jak mówisz.

Wieczorem Anna wróciła do domu.

Wyglądała na zmęczoną.

Pocałowała Antoniego w policzek i zapytała, jak minął mu dzień.

— Wszystko dobrze — odpowiedział spokojnie. — Spotkanie zostało przełożone. Zostanę jeszcze kilka dni.

Anna na moment zamarła.

To trwało tylko chwilę, ale Antoni zauważył.

Uśmiechnęła się szybko.

— To dobrze. Cieszę się, że nie wyjechałeś.

Tej nocy Antoni prawie nie spał.

Słyszał, jak Anna zamknęła się w łazience i rozmawiała przez telefon. Nie słyszał słów, ale jej głos był pełen napięcia i strachu.

Rano powiedziała, że musi wcześniej pojechać do pracy.

Antoni tylko skinął głową.

Gdy drzwi się zamknęły, natychmiast zadzwonił do Pawła.

— Wyszła. Chyba jedzie do parku.

— Jesteśmy już na miejscu — odpowiedział przyjaciel. — Zostań w domu.

Ale Antoni nie potrafił tego zrobić.

Pojechał taksówką w okolice parku i zatrzymał się kilka ulic dalej.

Z daleka zobaczył Annę siedzącą przy starej fontannie.