Było ostrzejsze.
Jakby nie pozwalało już niczego ukrywać.
Anna nie obudziła się przy dźwięku ciężkiego oddechu potężnego mężczyzny. Zobaczyła Damiana siedzącego przy oknie w jedwabnym szlafroku. Przeglądał dokumenty na tablecie.
„Miliarder-świnia” zniknął.
Na jego miejscu siedział mężczyzna tak atrakcyjny, że dla Anny jego uroda wydawała się wręcz kolejną formą okrucieństwa.
— Patrzysz na mnie — powiedział Damian, nie odwracając głowy.
Anna usiadła na łóżku i przyciągnęła kołdrę bliżej siebie.
— Nie wiem, kim jesteś.
Damian spojrzał na nią.
— Jestem twoim mężem.
— Mężczyzna, którym się opiekowałam, był drażliwy, ciężki i pachniał maścią leczniczą. Potrzebował mnie do najprostszych rzeczy. A ty… wyglądasz jak ktoś, kogo nigdy wcześniej nie spotkałam.
Damian odłożył tablet.
Podszedł do łóżka. Każdy ruch miał teraz swobodny, silny i pewny. Uklęknął przed żoną tak samo jak poprzedniej nocy.
— Moje wnętrze się nie zmieniło, Aniu. Zniknęło tylko przebranie. To ja rzuciłem talerzem, żeby zobaczyć, czy odpowiesz krzykiem. To ja leżałem z zamkniętymi oczami, słuchając twoich słów, kiedy masowałaś mi stopy i sądziłaś, że śpię.
Dla Anny sprawa nie była jednak tak prosta.
Pokochała człowieka, którego uważała za słabego, poranionego i zależnego od innych.
Teraz odkryła, że od początku to właśnie on kontrolował niemal każdy element ich historii.
SĘPY NADLATUJĄ
Przemiana Damiana wstrząsnęła nie tylko jego żoną.
Wieść o niej zadziałała na wielu ludzi jak zaproszenie.
Nie minęły dwie doby, gdy przed bramą rezydencji zaczęły pojawiać się samochody.
Pierwszy przyjechał Andrzej, ojciec Anny.
Nie zamierzał przepraszać córki za to, że potraktował ją jak przedmiot, którym można spłacić zobowiązanie.
Przyszedł z szerokim uśmiechem.
— Drogi zięciu! — wołał do domofonu. — Zawsze wiedziałem, że jesteś wyjątkowym człowiekiem! Teraz, kiedy sprawa długu jest już zamknięta, chyba możemy porozmawiać o interesach. Kilka milionów na nową firmę teścia nie zrobi ci przecież różnicy!
Damian obserwował go na monitorze w pokoju ochrony.
Mięśnie jego szczęki napięły się.
Odwrócił się do Anny.
— Mam go wpuścić?
Anna długo patrzyła na ekran.
Widziała człowieka, który kiedyś zaproponował ją wierzycielowi tak, jakby przekazywał samochód albo działkę.
W końcu pokręciła głową.
— Nie.
Damian nic nie powiedział.
— Ojciec nie oddawał mnie przystojnemu miliarderowi — dodała Anna. — Zgodził się przekazać mnie człowiekowi, którego uważał za potwora. Nie zasługuje teraz na spotkanie z mężczyzną, który krył się pod kostiumem.
Następna pojawiła się Katarzyna.
Jej nie chodziło przede wszystkim o pieniądze.
Chciała odzyskać nagrodę, którą — jak nagle uznała — kiedyś nierozważnie odrzuciła.
Tydzień później spotkali się na eleganckim przyjęciu.
Katarzyna miała na sobie odważną suknię i szła w stronę Damiana powoli, z pewnością kobiety przekonanej, że wystarczy jedno spojrzenie, by odzyskać dawną władzę.
— Damian, kochanie — powiedziała słodkim głosem, całkowicie ignorując Annę. — Muszę przyznać, że to było genialne.
Damian patrzył na nią bez emocji.
— Zawsze wiedzieliśmy, że jesteś trochę ekscentryczny, ale taki spektakl? Kostium, wózek, cała legenda? Szaleństwo, ale imponujące.
Uśmiechnęła się.
— Teraz jednak przedstawienie się skończyło. Możesz przestać udawać i zakończyć tę historię z… tą małą służącą. Potrzebujesz kobiety pasującej do twojej prawdziwej twarzy.
Rozmowy wokół ucichły.
Damian nie zrobił nawet kroku w tył.
Na jego ustach pojawił się spokojny, lodowaty uśmiech.
— Masz rację, Katarzyno. Przedstawienie się skończyło.
Kobieta uniosła podbródek z triumfem.
— Tylko że nadal nie rozumiesz, po co się zaczęło — dodał Damian. — Nie zakładałem tego kostiumu, żeby znaleźć kobietę godną mojej urody. Założyłem go, żeby znaleźć kobietę, dla której moja uroda nie będzie miała znaczenia.
Odwrócił się w stronę Anny i pocałował jej dłoń.
— Moja żona jest jedną z nielicznych osób w tym pomieszczeniu, których piękno nie kończy się na skórze. Wielu z was również nosi silikon. Po prostu waszych masek nie da się zdjąć palcami.
Katarzyna nie odpowiedziała.
PĘKNIĘCIA W LUSTRZE
Prawdziwe problemy nie zawsze przychodzą jednak razem z wrogami.
Czasem zaczynają się od własnego odbicia.
Mijały tygodnie.
Anna stawała się coraz cichsza.
Obok Damiana zaczęła czuć się jak dekoracja.
Kiedy był człowiekiem na wózku, potrzebował jej rąk, pomocy i obecności. Anna przygotowywała mu posiłki, pomagała się poruszać, pielęgnowała go i była przekonana, że bez niej nie radzi sobie z codziennością.
Teraz Damian radził sobie ze wszystkim.
Był silny.
Sprawny.
Pewny siebie.
Gdy wchodzili razem do pomieszczenia, ludzie najpierw patrzyli na niego.
Anna miała wrażenie, że Damian stał się słońcem, a jej przypadła rola księżyca, który jedynie odbija cudzy blask.
Pewnego wieczoru znalazła męża w prywatnej siłowni.
Ćwiczył z taką intensywnością, jakby nie próbował wzmacniać ciała, lecz je ukarać.
— Dlaczego nadal robisz sobie coś takiego? — zapytała Anna.
Damian odłożył ciężar.
— Co masz na myśli?