— Świetnie. W takim razie jutro pojedziesz ty. Zabierzesz Antosia, posadzisz go w kojcu i przez cały dzień będziesz szorował mieszkanie własnej matki.
— Przecież pracuję.
— W weekend również?
Marcin umilkł.
Po kilku sekundach machnął ręką z irytacją.
— Dobrze, przestań na mnie napadać. Porozmawiam z mamą i poproszę, żeby cię tak nie obciążała.
Joanna odłożyła synka do łóżeczka, po czym usiadła obok męża.
— Rozumiesz różnicę między pomocą a wykonaniem za kogoś całej pracy? Sprzątałam osiem godzin z małym dzieckiem. To nie była prośba o wsparcie. To było zwyczajne wykorzystywanie.
— Przesadzasz. Mama nie miała złych intencji.
— Być może. Ale ma córkę, Agnieszkę, która pracuje w sklepie, a weekendy spędza w kawiarni albo na siłowni. Dlaczego nie może pomóc własnej matce?
— Boli ją kręgosłup.
— A mój, twoim zdaniem, jest zrobiony ze stali? Po dzisiejszym sprzątaniu ledwo się ruszam.
Rozmowa nie doprowadziła do niczego.
Marcin wpatrywał się w telefon, a Joanna poszła przygotować kolację.
Była rozdrażniona i przygnębiona. Dłonie wciąż ją piekły, a przy każdym pochyleniu ból przeszywał dolną część pleców.
Następnego ranka, mniej więcej o dziesiątej, zadzwoniła pani Krystyna.
— Joasiu, kiedy będziesz? Korytarz nadal jest niedomyty, a w kuchni trzeba jeszcze przetrzeć sufit.
Joanna nabrała powietrza.
Tym razem postanowiła się nie tłumaczyć.
— Dzisiaj nie przyjdę.
— Jak to nie przyjdziesz? To kto wszystko dokończy?
— Nie wiem. Proszę poprosić Agnieszkę, żeby przyjechała w weekend.
— Agnieszkę boli kręgosłup. Poza tym bardzo dużo pracuje i jest zmęczona.
— Ja również jestem zmęczona. Mam małe dziecko, które stale potrzebuje mamy.
— Ale przecież jesteś na macierzyńskim. To znaczy, że masz wolny czas.
— Urlop macierzyński nie jest wypoczynkiem. Opiekuję się dzieckiem przez całą dobę, bez wolnych weekendów i bez zwolnienia lekarskiego.
Po drugiej stronie zapadła urażona cisza.
— No dobrze. Będę musiała sama to skończyć.
— Może pani zamówić profesjonalne sprzątanie. Takie firmy właśnie zajmują się mieszkaniami po remoncie.
— Skąd emerytka ma wziąć pieniądze na ekipę?
— W takim razie proszę poprosić Agnieszkę, żeby zapłaciła. Pracuje i może pomóc własnej matce finansowo.
Rozmowa zakończyła się chłodnym pożegnaniem.
Joanna odłożyła telefon i ku własnemu zaskoczeniu poczuła ulgę.
Po raz pierwszy od wielu lat po prostu powiedziała teściowej „nie” i nie wymyślała żadnych usprawiedliwień.
Kilka dni później pani Krystyna przesłała jej długą wiadomość głosową.
Mówiła tonem pełnym żalu i wyraźnej pretensji.
— Joasiu, rozumiem, że masz teraz własne sprawy. Ale liczyłam właśnie na ciebie. Agnieszka twierdzi, że przez kręgosłup nie może się schylać. A ty jesteś dla mnie prawie jak córka. Myślałam, że mnie nie zostawisz. Bardzo nieładnie postępujesz.
Joanna odsłuchała nagranie dwa razy.
Potem nacisnęła przycisk odpowiedzi.
— Pani Krystyno, nie jestem pani córką, tylko żoną pani syna. Pomoc rodzicom powinna być dzielona między wszystkie ich dzieci, a nie zrzucana na jedną wygodną osobę. Jeżeli Agnieszkę naprawdę boli kręgosłup, może wynająć kogoś do sprzątania. Nie mam obowiązku wykonywać cudzej pracy za darmo.
Odpowiedź była ostra, ale szczera.
Przez kilka minut Joanna patrzyła na przycisk wysyłania.
W końcu nacisnęła go zdecydowanie.
Dość bycia osobą wygodną dla wszystkich.
Tego wieczoru Marcin wrócił do domu w kiepskim nastroju.
— Mama dzwoniła. Powiedziała, że byłaś wobec niej bezczelna.
— Nie byłam bezczelna. Po prostu jasno przedstawiłam swoje stanowisko.
— Normalna kobieta pomogłaby i nie robiła awantury.
Joanna odłożyła książkę, którą czytała przed snem, i odwróciła się do męża.
— Widziałeś mieszkanie po remoncie?
— Nie. A jakie to ma znaczenie?
— Wyobrażasz sobie, ile było tam pracy?
— Zwykłe sprzątanie.
— Osiem godzin usuwania farby, cementu, tynku i pyłu. W tym samym czasie uspokajanie rocznego dziecka, karmienie go i noszenie na rękach. To dla ciebie zwykłe sprzątanie?
Marcin zamyślił się i podrapał po głowie.
— Możliwe, że rzeczywiście było tego sporo.
— Twoja matka ma dorosłą córkę. Agnieszka jest zdrowa, mieszka blisko i dostaje pensję. Dlaczego wszystkie prośby trafiają do mnie?
— Nie wiem. Mama zawsze przywykła dzwonić do ciebie.
— Bo wcześniej milczałam i się zgadzałam. Agnieszka od razu nauczyła się odmawiać.
Marcin zmarszczył brwi.
— Może naprawdę łatwiej byłoby wynająć kogoś do sprzątania? Mama ma niewiele pieniędzy, ale moglibyśmy jej dołożyć.
— Możemy. Tylko nie powinniśmy płacić za wszystko sami. Agnieszka zarabia znacznie więcej niż ja dostaję teraz świadczenia.
Mąż powoli skinął głową.
— Dobrze. Porozmawiam z mamą. Chyba rzeczywiście nie miałem racji.
Od tamtej chwili pani Krystyna przestała prosić Joannę o sprzątanie.
Przez kilka dni w ogóle się nie odzywała.
Później, podczas rozmowy z Marcinem, wspomniała mimochodem, że Agnieszka jednak przyszła i umyła okna w sypialni.
— Tylko okna? — zdziwił się Marcin.
— Jeszcze trochę przetarła podłogę. Potem powiedziała, że rozbolał ją kręgosłup i nic więcej nie zrobi.