— Nie zamierzam być darmową sprzątaczką dla twojej matki. Ma przecież rodzoną córkę — niech to ona doprowadza mieszkanie do porządku! — powiedziała Joanna po ośmiu godzinach harówki z rocznym synkiem u boku

— Jest zmęczony. Potrzebuje bliskości i normalnego snu.

— Czym niby się zmęczył? Cały dzień siedzi w kojcu. Kiedyś dzieci ciasno się zawijało, odkładało do łóżeczka i spokojnie leżały. A dziś wszyscy biegają wokół każdego malucha, jakby był zrobiony ze szkła.

Joanna wróciła do łazienki, nie wypuszczając synka z ramion.

Praca jedną ręką była niemal niemożliwa.

Antoś ściskał kołnierzyk jej koszulki i od czasu do czasu cicho, żałośnie pochlipywał.

Dopiero około czwartej łazienka była gotowa.

Płytki lśniły, wanna i umywalka odzyskały biel, a fugi zostały oczyszczone z resztek zaprawy.

— No, teraz od razu lepiej — pochwaliła pani Krystyna. — Możesz zaczynać podłogi. I uważaj, żeby nie ominąć listew.

Joanna spojrzała na zegarek.

Marcin powinien niedługo wrócić z pracy.

Antoś ciążył jej na rękach, wyczerpany i senny.

Joannę paliły palce, kręgosłup bolał ją przy każdym ruchu.

— Pani Krystyno, czy Agnieszka przyjdzie wieczorem?

— Oczywiście, że nie. Po pracy idzie na siłownię. Dba o sylwetkę i nie zaniedbuje się jak niektórzy.

Joanna powoli odwróciła wzrok.

Po porodzie zostało jej kilka dodatkowych kilogramów i nie zdążyła jeszcze wrócić do dawnej figury.

Teściowa przypominała jej o tym regularnie, jakby nadprogramowa waga synowej była wymierzonym w nią osobistym afrontem.

Mycie podłóg ciągnęło się bez końca.

Zaschniętą farbę należało najpierw zeskrobać, a później każdy fragment podłogi kilkakrotnie przemyć.

Antoś ponownie zrobił się głodny.

Joanna usiadła wprost na podłodze w przedpokoju, obok wiadra pełnego mętnej wody, i zaczęła karmić dziecko.

Pani Krystyna pokręciła głową.

— Dziwne, że tak często domaga się butelki. Za moich czasów dzieci jadły ściśle według godzin i jakoś wszystkie wyrosły.

Słońce zaczynało opadać, gdy Joanna dotarła do ostatniego pokoju.

Antoś zasnął jej na rękach, zupełnie bez sił po trudnym dniu.

Pani Krystyna tymczasem z całkowitym spokojem planowała już pracę na następny dzień.

— Jutro weźmiemy się za balkon. Potem trzeba uporządkować komórkę. Po ekipie wszystko jest tam wrzucone na jedną stertę.

Joanna podniosła się bardzo powoli.

Plecy bolały ją tak mocno, że miała ochotę już nigdy więcej się nie schylać.

Ręce drżały z przemęczenia.

— Muszę wracać do domu. Antoś potrzebuje spokojnego snu.

— Jak to wracać? — zdziwiła się teściowa. — Nie skończyłaś przecież listew. Okno w sypialni też nadal jest zamazane.

Joanna ułożyła śpiącego synka w wózku i zaczęła pakować rzeczy.

Włosy miała rozczochrane, ubranie było poplamione wodą i detergentami, a na twarzy odbijało się skrajne zmęczenie.

— No dobrze — powiedziała pani Krystyna z ciężkim, niezadowolonym westchnieniem. — Jutro wszystko dokończymy. Oczywiście dziękuję. Dobrze, że jesteś na macierzyńskim i możesz pomagać rodzinie.

Joanna wyszła bez słowa.

Nie pożegnała się, ponieważ bała się, że gdy tylko otworzy usta, przestanie nad sobą panować.

Prowadząc wózek w stronę schodów, nadal czuła drżenie rąk.

Antoś spał pod cienkim kocykiem. Jego policzki były czerwone od upału i zaduchu.

Niemal cały dzień spędził w zakurzonym przedpokoju, oddychając zapachem materiałów budowlanych i chemicznych środków czystości.

Po powrocie do domu Joanna najpierw wykąpała syna i przebrała go w świeże ubranko.

Potem długo stała pod prysznicem, próbując zmyć ze skóry budowlany pył i drażniący zapach detergentów.

Na dłoniach pojawiły się czerwone plamy, palce szczypały, a pod paznokciami tkwił brud, którego nie potrafiła usunąć.

Marcin wrócił około siódmej wieczorem.

Był pogodny i pełen energii. Wyjął z lodówki butelkę piwa, usiadł przed telewizorem i wygodnie rozłożył się na kanapie.

— I jak? Pomogłaś mamie?

Joanna siedziała w fotelu i karmiła Antosia.

Chłopiec pił łapczywie, jakby również rozumiał, jak wyczerpujący był ten dzień.

— Marcin, czy ty w ogóle masz pojęcie, w jakim stanie jest jej mieszkanie? To nie było zwykłe sprzątanie, tylko usuwanie skutków remontu. Przez osiem godzin skrobałam tynk, farbę i budowlany pył.

— No i co z tego? Mama nie jest już młoda, sama nie da rady. Naprawdę tak trudno było jej pomóc?

Joanna przełożyła synka na drugą rękę i uważnie spojrzała na męża.

— A gdzie była Agnieszka? Twoja matka ma rodzoną córkę, która mieszka niedaleko.

— Agnieszka pracuje. Ma wystarczająco dużo własnych spraw.

— Ja też pracowałam przed urlopem i zamierzam wrócić do salonu. Dlaczego opieka nad twoją matką z góry stała się moim obowiązkiem?

Marcin upił łyk piwa i zmienił kanał.

— Bo teraz jesteś wolna. I tak całymi dniami siedzisz w domu.

— Wolna? Mówisz poważnie?

Joanna pilnowała, by nie podnieść głosu i nie przestraszyć dziecka.

— Antoś przez cały dzień siedział w pyle, płakał, nie mógł zasnąć i wdychał zapach środków czystości. Nie miałam nawet czasu normalnie zjeść.

— To tylko jeden dzień. Nic mu się nie stało.

— Twoja mama oczekuje, że jutro przyjdę znowu. Został balkon, komórka i reszta okien.

Marcin popatrzył na żonę ze szczerym zdumieniem.

— I co w tym takiego? Rodzina powinna sobie pomagać.