Na plastikowych panelach zaschły rozbryzgi tynku, fronty szafek pokrywały tłuste odciski dłoni, a odpływ w zlewie zapchały kawałki budowlanego gruzu.
Joanna podwinęła rękawy.
Najpierw musiała udrożnić zlew, bo bez tego nie dało się nawet nabrać wody.
Pod szafką znalazła stare gąbki, kilka szmatek i butelki z różnymi detergentami.
Zaschnięty tynk prawie nie chciał schodzić. Zwykła gąbka była bezużyteczna, dlatego najtrudniejsze plamy Joanna zdrapywała paznokciami.
Antoś siedział w kojcu, ale co kilka minut zaczynał niezadowolony popiskiwać.
Joanna nieustannie zaglądała do przedpokoju, sprawdzając, czy się nie przewrócił albo nie włożył do ust zbyt małego elementu zabawki.
— Pani Krystyno, może przestawimy kojec do pokoju? Tutaj jest naprawdę dużo pyłu.
Teściowa spojrzała na nią z wyraźnym niezadowoleniem.
— A ja gdzie mam wtedy siedzieć? Pokój jest mały, meble nadal nie stoją na swoich miejscach. Przecież Antoś grzecznie się bawi. Nic mu się nie stanie.
Joanna wróciła do szorowania.
Plamy znikały powoli, a każda wymagała coraz większego wysiłku. Po kilku godzinach palce bolały ją od ciągłego tarcia, zaś skóra na dłoniach zrobiła się czerwona od silnego środka czyszczącego.
Do południa udało jej się doprowadzić do porządku zaledwie połowę kuchni.
— Może zjadłabyś coś? — zapytała pani Krystyna, pojawiając się w drzwiach.
— Dziękuję, nie jestem głodna. Wolę pracować dalej, dopóki Antoś jest w miarę spokojny.
— I słusznie. Zostało jeszcze mnóstwo roboty. Jak skończysz kuchnię, od razu zabierz się za okna. Później trzeba wyszorować łazienkę.
Joanna otarła mokre czoło wierzchem dłoni.
Koszulka kleiła się jej do pleców, choć dzień dopiero przekroczył połowę.
Pani Krystyna przyglądała się sprzątaniu i bez przerwy wskazywała niedociągnięcia.
— Tutaj zostały smugi.
— W rogu za słabo przetarłaś.
— A tej plamy chyba w ogóle nie zauważyłaś.
W końcu cierpliwość Joanny się wyczerpała.
— Dlaczego nie zamówiła pani firmy sprzątającej? Po remoncie zwykle wynajmuje się ekipę do takiego czyszczenia.
Teściowa uniosła brwi, jakby usłyszała coś zupełnie absurdalnego.
— Po co wyrzucać pieniądze? Przecież nie ma tu aż tak dużo pracy. Poza tym ty jesteś teraz wolna, siedzisz na macierzyńskim w domu.
W tej samej chwili Antoś znów zaczął płakać.
Nadeszła pora karmienia.
Joanna dokładnie umyła ręce i podeszła do synka.
— Muszę go nakarmić.
— Oczywiście, nakarm. Tylko postaraj się szybko, bo w takim tempie minie cały dzień, a my niczego nie skończymy.
Joanna wyjęła butelkę, nakarmiła Antosia i zmieniła mu pieluchę.
Malec tarł oczy piąstkami, wyraźnie potrzebował snu, ale w zakurzonym przedpokoju, wśród ostrego zapachu detergentów i odgłosów szorowania, nie potrafił się wyciszyć.
Joanna wzięła go na ręce, kołysała powoli i nuciła pod nosem znajomą kołysankę.
— Już się zmęczył? — rzuciła z uśmieszkiem teściowa. — Myślałam, że dzisiejsze dzieci są bardziej wytrzymałe. Młode matki też podobno mają teraz więcej siły.
Joanna nie odpowiedziała.
Kiedy Antoś trochę się uspokoił, odłożyła go do kojca i wróciła do kuchni.
Pozostałe panele czyściła nieco szybciej, bo ręka przywykła już do jednostajnych ruchów.
Nadal jednak czekały na nią okna, łazienka, korytarz i podłogi w całym mieszkaniu.
Szyby wyglądały tak, jakby nikt nie mył ich od kilku lat.
Zaschły na nich ślady gruntu, przy krawędziach trzymała się taśma malarska, a ramy były nakrapiane farbą.
Joanna przyniosła z komórki rozkładaną drabinkę, ustawiła ją pod oknem i wspięła się z gąbką w dłoni.
— Uważaj na siebie — powiedziała pani Krystyna, rozsiadając się wygodnie w fotelu z filiżanką herbaty. — Jeszcze tylko tego brakuje, żebyś spadła i trafiła do szpitala.
Po kilku minutach ramiona Joanny zaczęły drętwieć od ciągłego trzymania ich w górze.
Plecy bolały przez niewygodną pozycję.
Antoś znów się rozpłakał.
Joanna zeszła z drabinki i podeszła do kojca.
Chłopiec wyciągał do niej rączki, pokazując całym sobą, że nie chce już dłużej siedzieć sam.
— Wytrzymaj jeszcze troszeczkę, Antosiu. Mama niedługo skończy.
Doskonale wiedziała, że go okłamuje.
Do zakończenia sprzątania pozostawało bardzo dużo.
Tymczasem pani Krystyna układała już następną listę zadań.
— Po oknach od razu przejdź do łazienki. Robotnicy pobrudzili wszystkie płytki. Trzeba wyczyścić toaletę, wannę i fugi. Potem zostaną podłogi i listwy.
Joanna w milczeniu skinęła głową.
Miała sucho w ustach, marzyła o szklance wody i choćby kilku minutach siedzenia w ciszy.
Teściowa obserwowała ją jednak takim wzrokiem, jakby każda przerwa stanowiła dowód lenistwa.
Łazienka okazała się najgorszą próbą tego dnia.
Płytki pokrywał szary nalot z cementowego pyłu, a między fugami zastygły drobne grudki zaprawy.
Joanna uklękła i zaczęła czyścić kafel po kaflu.
Antoś przestał już marudzić. Teraz płakał głośno i rozpaczliwie.
Joanna podniosła się z podłogi, ponownie umyła ręce i ruszyła do syna.
Przytuliła go mocno, a dziecko niemal od razu ucichło, chowając twarz w jej ramieniu.
— Dlaczego przerwałaś? — zapytała niezadowolona pani Krystyna. — Trochę popłacze i sam się uspokoi.