Pamięć natychmiast zaczęła podsuwać jej drobne sceny z ostatnich miesięcy. Paweł coraz częściej wychodził z telefonem na balkon i zamykał za sobą drzwi. Mama zaś zaskakująco często stawała po jego stronie podczas domowych sporów.
— Aniu, po co się go czepiasz? Jest zmęczony, daj mu chwilę spokoju.
Albo:
— Paweł ma rację, teraz nie ma sensu zmieniać samochodu.
I jeszcze:
— Nie złość się na niego. Przecież naprawdę stara się dla was.
Anna chwyciła telefon i zadzwoniła do matki. Każdy kolejny sygnał ciągnął się w nieskończoność.
— Halo, córeczko! Właśnie miałam do ciebie dzwonić! Nie uwierzysz, jakie tu są zachody słońca!
— Mamo, jak się czujesz? Nie nudzisz się sama?
— Skąd! Tu jest tyle rzeczy do zobaczenia. Wczoraj byłam na wycieczce.
— Sama? Może kogoś poznałaś?
Elżbieta zaśmiała się, ale Annie ten śmiech wydał się odrobinę wymuszony.
— Co ty, dziecko? Jakie poznawanie ludzi? Po prostu odpoczywam.
— A kolacje? Z kim jesz? Sama przy stoliku?
— Aniu, co to za przesłuchanie? Rozmawiam z różnymi ludźmi. Wczoraj na przykład poznałam parę z Wrocławia, bardzo sympatyczni.
— A jacyś mężczyźni się do ciebie nie przystawiają? Przecież jesteś piękną kobietą.
— Co ty sobie wymyślasz? — w głosie matki pojawiło się rozdrażnienie. — Jacy mężczyźni? Opalam się, pływam, chodzę na zabiegi.
— Po prostu się o ciebie martwię.
— Nie ma o co. Wszystko jest w porządku. Ojej, przepraszam, muszę kończyć, mam zaraz masaż. Porozmawiamy wieczorem.
Połączenie się urwało. Anna opuściła telefon na kolana. Im bardziej mama omijała proste odpowiedzi, tym mocniej zaciskała się pętla podejrzeń. Dlaczego nie mogła powiedzieć zwyczajnie: „Tak, jestem sama”? Dlaczego od razu się denerwowała?
W jej głowie powstawał obraz tak okrutny, że jeszcze kilka godzin wcześniej uznałaby go za absurd. Jej matka i jej mąż. Razem. Za jej plecami. Jak długo? Czy wszystkie delegacje były tylko wymówką? A może spotykali się nawet w jej własnym mieszkaniu, kiedy ona była w pracy?
Na samą myśl zakręciło jej się w głowie. Zacisnęła dłonie na skroniach, próbując się uspokoić, ale przed oczami wciąż miała ten sam kadr: granatowe kąpielówki z białymi paskami, tatuaż smoka, opalone plecy Pawła kilka metrów od jej mamy.
Wybrała numer męża na wideorozmowę. Sygnały brzmiały niemal szyderczo. W końcu połączenie zostało odrzucone. Dwie minuty później przyszła wiadomość:
„Jestem bardzo zajęty. Zadzwonię później”.
Sucho. Krótko. Bez zwykłej emotikony, którą niemal zawsze dodawał.
Anna ponownie zadzwoniła do mamy.
— Mamo, przepraszam, że znowu przeszkadzam. Po prostu mam jakieś dziwne przeczucie.
— Aniu, co się dzieje? — Elżbieta od razu spoważniała.
— Nic konkretnego. Opowiedz mi o hotelu. Jest dużo ludzi?
— Sporo, ale nie ma tłoku.
— Dużo Polaków?
— Trochę jest. Ale nie powiedziałabym, że całe tłumy. — Mama wyraźnie się spięła. — Aniu, na pewno dobrze się czujesz?
— Mamo… naprawdę jesteś tam sama? Powiedz mi tylko prawdę.
Zapadła cisza.
— Nie rozumiem, o co ci chodzi. Oczywiście, że jestem sama. Aniu, co się z tobą dzieje?
— Nic, mamo. Przepraszam. Odpoczywaj.
Ale to właśnie tę krótką pauzę, napięcie w głosie i zawahanie przed odpowiedzią Anna uznała za potwierdzenie wszystkiego, czego najbardziej się bała.
Przez trzy dni niemal nie spała. Jadła tylko tyle, by nie opaść z sił. Chodziła do pracy jak automat, odpowiadała ludziom, wykonywała obowiązki, a w środku bez końca przeżywała ten sam koszmar. Czwartego dnia nie wytrzymała. Kupiła bilet na najbliższy lot na Kretę.
— Monika, wyjeżdżam na kilka dni. Mogłabyś zaglądać do mieszkania? — poprosiła przyjaciółkę.
— Dokąd jedziesz?
— Do mamy. Chcę zrobić jej niespodziankę.
W samolocie Anna odtwarzała w myślach dziesiątki możliwych scen. Co im powie? Czy zobaczy ich razem przy kolacji? Czy spotka ich pod drzwiami pokoju? Na samą myśl o tej ostatniej możliwości robiło jej się fizycznie niedobrze.
Hotel był ogromny. Anna celowo zameldowała się w sąsiednim budynku, żeby nie wpaść na nich zbyt wcześnie. Recepcjonistka uśmiechała się uprzejmie, proponowała wycieczki i atrakcje, lecz Anna tylko kiwała głową, niewiele słysząc.
Pierwszy wieczór spędziła przy basenie, obserwując ludzi. Nigdzie nie dostrzegła matki. Następnego ranka zeszła na śniadanie wcześniej i usiadła w odległym rogu restauracji, skąd miała widok na całą salę.
Wtedy zobaczyła jego.
Paweł wszedł do restauracji opalony i wypoczęty. Miał na sobie tę samą białą koszulę, którą Anna prasowała przed jego rzekomą „delegacją”. Wcisnęła się głębiej w fotel i odruchowo schowała za kolumną.
Tyle że za Pawłem nie szła Elżbieta.
Przy jego ramieniu pojawiła się młoda blondynka, najwyżej dwudziestopięcioletnia, w krótkiej letniej sukience. Paweł nachylił się do niej, coś szepnął, a dziewczyna roześmiała się, odchylając głowę. Usiedli przy stoliku pod oknem. Paweł odsunął jej krzesło, pocałował ją w czubek głowy i poszedł po jedzenie.
Anna patrzyła na nich bez ruchu.
W jej głowie nagle zrobiło się pusto, jakby ktoś uderzył w ogromny dzwon i pozostawił po sobie tylko ogłuszający pogłos. Przez cały ten czas podejrzewała niewłaściwą osobę. Jej mama nie miała z tym nic wspólnego.