W garderobie bez chwili wahania sięgnęła po sukienkę, którą miała na sobie tylko raz, podczas firmowej gali. Była w głębokim, nasyconym odcieniu butelkowej zieleni. Elegancka, prosta, bez przesadnej śmiałości, a jednocześnie skrojona tak, że leżała na niej idealnie. Kosztowała prawie tyle, co połowa miesięcznej pensji Piotra.
Joanna założyła sukienkę, potem otworzyła szkatułkę i wybrała niewielkie, klasyczne kolczyki. Usiadła przed lustrem. Dłonie miała spokojne, ruchy dokładne. Nałożyła lekki podkład, podkreśliła oczy, a po krótkim namyśle sięgnęła po czerwoną szminkę. Zwykle używała jej tylko przy wyjątkowych okazjach. Ten wieczór właśnie stał się wyjątkowy. Dziś Joanna żegnała swoje małżeństwo.
Po kilkunastu minutach z sypialni wyszła zupełnie inna kobieta. Nie zmęczona gospodyni z nożem do krojenia wędliny. Nie winna żona, której kazano w ostatniej chwili ratować cudzą kompromitację. Była spokojna, elegancka i pewna siebie. Doskonale wiedziała, ile jest warta.
Wzięła telefon i otworzyła aplikację eleganckiej restauracji „Bursztynowa”. Jej firma od czasu do czasu zamawiała tam kolacje biznesowe. Kilkoma ruchami zamówiła tatar wołowy, sandacza z dodatkami, polędwicę wołową, kilka dopracowanych sałatek i desery. Płatność przeszła natychmiast. Z ich wspólnego konta, do którego przypisana była karta Piotra. Rachunek wyszedł imponujący.
Schowała telefon, wzięła głęboki oddech, wyprostowała plecy i poszła do salonu.
Rozmowa zdążyła już nabrać tempa. Piotr właśnie z zapałem opowiadał Markowi, jak zamierza przebudować pracę działu.
— …dlatego uważam, że koszty logistyki trzeba zdecydowanie lepiej kontrolować — mówił pewnym tonem. — Mam już nawet wstępny schemat…
Kroki Joanny były prawie bezgłośne, ale kiedy stanęła w przejściu do salonu, efekt był natychmiastowy. Oparła jedną dłoń o framugę i przez moment po prostu patrzyła na zebranych.
— Dobry wieczór — powiedziała spokojnie.
Rozmowa urwała się w pół zdania. Marek, dojrzały mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze, uniósł brwi. Agnieszka, efektowna brunetka, zmrużyła oczy i szybko przesunęła spojrzeniem po zielonej sukience Joanny.
Najbardziej wymowna była jednak twarz Piotra. Zaniemówił. Najwyraźniej spodziewał się zobaczyć zmęczoną, skruszoną żonę, która zjawi się z półmiskiem kanapek i natychmiast zacznie obsługiwać towarzystwo. Zamiast niej stała przed nim kobieta wyglądająca tak, jakby była gospodynią nie tylko mieszkania, ale całej sytuacji.
— O… to moja… Joanna — wydusił w końcu.
— Miło mi państwa poznać. Joanna — przedstawiła się, podchodząc do Marka i wyciągając rękę tak, jak robiła to na spotkaniach biznesowych. Nie zostawiła miejsca na przesadne uprzejmości. Od pierwszej chwili ustaliła inny ton rozmowy.
— Panie Marku, sporo o panu słyszałam.
Marek uścisnął jej dłoń z wyraźnym uznaniem.
— Mnie również miło. Piotr opowiadał, że jest pani prawdziwą opiekunką domowego ogniska.
Joanna spojrzała na męża. W jej oczach przez ułamek sekundy pojawił się błysk, który sprawił, że Piotr odruchowo usiadł prościej.
— Piotr lubi czasem bardzo malownicze określenia — odpowiedziała z łagodnym uśmiechem, po czym zajęła fotel naprzeciwko Agnieszki. — Mój udział w domowym cieple zwykle polega na tym, że zdążę zamówić sprzątanie między zamknięciem kwartału a rozpoczęciem kolejnego audytu.
Piotr pobladł. Agnieszka zamrugała.
— Audytu? — dopytał Marek. — Myślałem, że pani…
— Jestem starszą audytorką w grupie konsultingowej — wyjaśniła Joanna, zakładając nogę na nogę. — Zajmuję się między innymi fuzjami spółek. Wie pan, panie Marku, dokumenty dużych firm potrafią być fascynujące. Ludzie bardzo często próbują przedstawić życzenia jako fakty. Przypisują sobie cudzą pracę, ukrywają prawdziwe koszty, upiększają wyniki. Tyle że liczby są mniej uprzejme od ludzi. Prędzej czy później pokazują, jak było naprawdę.
Mówiła o pracy, przynajmniej formalnie. Piotr jednak zrozumiał każde słowo. Siedział sztywno, jakby przygwożdżony do fotela, i zbyt mocno zaciskał palce na kieliszku.
— Ciekawe — wtrąciła Agnieszka, próbując odzyskać kontrolę nad rozmową. — Chociaż chyba umarłabym z nudów, gdybym cały dzień siedziała w liczbach. Zero twórczości.
— Twórczość, Agnieszko, zaczyna się tam, gdzie kończy się niekompetencja — odparła Joanna z tak spokojnym uśmiechem, że kobieta dopiero po chwili zorientowała się, jak precyzyjnie została skarcona. — Kiedy uda się uchronić klienta przed wielomilionową karą spowodowaną czyjąś beztroską w dziale sprzedaży, człowiek przez moment naprawdę czuje się jak artysta.
Marek roześmiał się głośno. Wyraźnie spodobała mu się ta opanowana, inteligentna kobieta o ostrym języku.
— Piotr był zdecydowanie zbyt skromny! — powiedział. — Opowiadał, że zajmuje się pani papierami, a tu proszę, prawdziwy rekin finansów pod jednym dachem.
— Mój mąż jest człowiekiem niezwykle skromnym — Joanna przeniosła wzrok na Piotra. — I bardzo oszczędnym w szczegółach. Chociażby ten remont, który tak się państwu spodobał. Piotr nie wspomniał, że prowadziłam go od początku do końca. Ale miał swój wkład. Wybrał wycieraczkę do przedpokoju.