— Co wy robicie?! Puśćcie mnie! — krzyknęła przerażona, próbując się wyrwać.
Trzymali ją jednak bardzo mocno.
Katarzyna spojrzała w stronę kierownika. Była pewna, że natychmiast wezwie ochronę albo przynajmniej każe im przestać.
Mężczyzna stał przy barze i nerwowo zaciskał palce.
Na jego twarzy widać było strach.
Nie bał się jednak o pracownicę.
Bał się, że straci bogatych klientów.
— Naprawdę nic pan nie zrobi? — spytała cicho Ewa, druga kelnerka, stojąca obok niego.
Kierownik odwrócił wzrok.
— Nie wtrącaj się.
Adrian uśmiechnął się z satysfakcją i otworzył ozdobne pudełko leżące przy jego krześle.
Wyjął z niego elektryczną maszynkę do strzyżenia.
— Spokojnie, ślicznotko — powiedział. — To tylko niewinny żart. Włosy kiedyś odrosną, a takiego wspomnienia nie zapomnisz do końca życia.
Przy stole znów rozległ się wybuch śmiechu.
Serce Katarzyny waliło tak mocno, jakby miało wyrwać się z piersi.
Szarpnęła się rozpaczliwie, lecz mężczyźni tylko mocniej zacisnęli dłonie na jej ramionach.
— Proszę, przestańcie! — krzyknęła.
Głośne brzęczenie maszynki przecięło ciszę, która nagle zapadła w lokalu.
Goście zaczęli podchodzić bliżej.
Jedni patrzyli z przerażeniem.
Inni unosili telefony i nagrywali.
Niektórzy nawet się uśmiechali, traktując całą scenę jak niezwykły występ.
Nikt nie podszedł na tyle blisko, by naprawdę pomóc.
Katarzyna zacisnęła powieki, kiedy zimne ostrze dotknęło jej głowy.
Pierwsze długie pasmo kasztanowych włosów opadło na podłogę.
Po nim drugie.
Potem trzecie.
Nie wiedziała jeszcze, że ta noc odmieni życie nie tylko jej, lecz także wszystkich ludzi, którzy w tej chwili milczeli i patrzyli.
Gdy brzęczenie wreszcie ucichło, włosy Katarzyny leżały rozsypane wokół krzesła.
Siedziała nieruchomo, jakby przestała czuć własne ciało.
Łzy płynęły po jej policzkach, ale nie podniosła dłoni, by je otrzeć.
W lustrzanej ścianie zobaczyła obcą kobietę w stroju kelnerki — z całkowicie ogoloną głową i pustym, zgaszonym spojrzeniem.
Miała wrażenie, że razem z włosami zabrano jej godność, poczucie bezpieczeństwa i ostatnią resztkę wiary w ludzi.
Po sali przetoczyły się oklaski.
Ktoś głośno zagwizdał.
Kilku mężczyzn śmiało się tak mocno, że z trudem utrzymywali równowagę.
Adrian z dumą obracał maszynkę w dłoni, jakby właśnie zdobył najważniejsze trofeum.
— No, to dopiero był najlepszy numer roku! — oznajmił.
Koledzy odpowiedzieli mu pełnymi zachwytu okrzykami.
Niektórzy goście nadal nagrywali i już zastanawiali się, ile wyświetleń zdobędzie film, gdy trafi do internetu.
Katarzyna powoli podniosła oczy.
Szukała wśród obecnych choć jednej osoby, która spojrzałaby na nią nie jak na przedmiot służący rozrywce.
Jedni odwracali twarze.
Inni patrzyli z litością, lecz pozostawali na swoich miejscach.
Lęk przed bogatymi i wpływowymi gośćmi okazał się silniejszy niż zwykłe ludzkie współczucie.
Ewa podeszła ostrożnie i spróbowała pomóc Katarzynie wstać.
— Dajcie jej chociaż wody — powiedziała.
Kierownik natychmiast ją powstrzymał.
— Nie mieszaj się — syknął. — Przecież już po wszystkim.
Ewa spojrzała na niego z takim rozczarowaniem, że znów odwrócił wzrok.
Właśnie wtedy ciężkie drzwi wejściowe otworzyły się szeroko.
Do środka wszedł wysoki mężczyzna w idealnie skrojonym czarnym garniturze.
Poruszał się spokojnie i pewnie. Nie okazywał wyniosłości, nie domagał się uwagi.
A jednak wystarczyło, że przekroczył próg, by atmosfera w restauracji zmieniła się natychmiast.
Portier wyprostował się jak struna.
Ochroniarze wymienili niespokojne spojrzenia.
Kilku długoletnich pracowników rozpoznało przybysza i wyraźnie pobladło.
Katarzyna uniosła głowę — i przez moment miała wrażenie, że serce przestało jej bić.
To był Paweł.
Jej mąż.
Nie ten cichy, troskliwy Paweł, którego pamiętała ze wspólnego życia. Przed nią stał człowiek, którego znała jeszcze z czasu, zanim postanowiła zniknąć.
Wpływowy.
Bogaty.
Pewny siebie.
Za jego plecami szło kilku mężczyzn w ciemnych garniturach — asystenci oraz pracownicy ochrony.
Prawie każdy w mieście wiedział, kim stał się Paweł. Był jednym z największych inwestorów w regionie i mógł bez wahania kupić tę restaurację razem z całym budynkiem.
Katarzyna wyszła za niego, gdy oboje byli studentami.
Paweł studiował inżynierię, ona historię sztuki. Nie mieli prawie nic, za to kochali się z pewnością, której nie potrafiły zachwiać żadne trudności.
Potem ciężko zachorowała matka Katarzyny.
Paweł dopiero rozkręcał własną firmę. Pracował całymi dniami i nocami, ryzykując wszystkim, co zdołał zgromadzić.
Katarzyna uznała, że nie ma prawa zamieniać jego życia w niekończącą się walkę z jej problemami. Odeszła, wierząc, że bez niej będzie mógł zbudować karierę i spełnić swoje marzenia.
Ich rozstaniu nie towarzyszyły krzyki ani głośne oskarżenia.
Obiecali sobie tylko jedno: jeśli los kiedykolwiek ponownie postawi ich na tej samej drodze, żadne z nich już nie odejdzie.
Katarzyna wyjechała do innego miasta, znalazła pracę jako kelnerka i całkowicie poświęciła się opiece nad matką.