Nie szukała Pawła i nie próbowała dowiedzieć się, jak potoczyło się jego życie.
Los i tak przyprowadził go do niej.
Teraz stał w drzwiach restauracji i patrzył wyłącznie na Katarzynę.
Na jej ogoloną głowę.
Na łzy.
Na włosy rozsypane po podłodze.
Adrian, który jeszcze przed chwilą triumfalnie ściskał maszynkę, powoli opuścił rękę.
Jego twarz zrobiła się kredowobiała.
Doskonale znał Pawła.
Dwa lata wcześniej próbował zawrzeć z jego firmą niezwykle korzystny kontrakt, lecz negocjacje zakończyły się fiaskiem. Paweł powiedział mu wtedy wprost, że nie współpracuje z ludźmi, którzy poniżają podwładnych i traktują innych jak swoją własność.
Adrian zapamiętał tamtą rozmowę aż nazbyt dobrze.
Paweł powoli ruszył przez salę.
Ludzie rozstępowali się przed nim, tworząc wolne przejście.
Nie patrzył ani na gości, ani na kierownika.
Wzroku nie odrywał od Katarzyny.
Kiedy do niej podszedł, zatrzymał się tuż przed nią.
W restauracji było tak cicho, że słychać było tylko jej urywany oddech.
— Katarzyno — powiedział cicho Paweł. — Nie zadzwoniłaś do mnie.
Nie potrafiła odpowiedzieć.
Patrzyła tylko na mężczyznę, który niegdyś był ubogim, zakochanym studentem, a teraz samą obecnością uciszył cały lokal.
— Kto to zrobił? — zapytał.
Mówił spokojnie.
W jego opanowaniu było jednak tyle siły, że Adrian odruchowo cofnął się o krok.
Paweł wolno odwrócił głowę.
Jego spojrzenie zatrzymało się na maszynce trzymanej przez Adriana.
— To był żart — wydusił mężczyzna, usiłując się uśmiechnąć. — Zwykły wygłup, panie Pawle. Nie wiedzieliśmy przecież, że ona…
— Nie wiedzieliście, że Katarzyna jest moją żoną? — przerwał mu Paweł. — Czy nie wiedzieliście, że poniżanie człowieka nie jest rozrywką?
Adrian zamilkł.
Paweł pochylił się ostrożnie nad Katarzyną, pomógł jej wstać i delikatnie strzepnął z jej ramion resztki włosów.
— Byłaś bardzo dzielna — powiedział cicho. — Wybacz mi, że odnalazłem cię tak późno.
Potem zwrócił się do kierownika, który nie potrafił już ukryć drżenia rąk.
— Pozwolił pan zaatakować pracownicę we własnym lokalu. Stał pan obok i patrzył, jak ją upokarzano.
— Panie Pawle, mogę wszystko wyjaśnić…
— Nie może pan. Restauracja zostaje zamknięta jeszcze dzisiaj. Jutro właściciele otrzymają oficjalne wypowiedzenie wszystkich umów inwestycyjnych. Osobno zostanie rozpatrzona pańska odpowiedzialność za zaniechanie.
Kierownik pobladł jeszcze bardziej.
Następnie Paweł spojrzał na Adriana.
— A pan rano otrzyma dokumenty od moich prawników. Napaść, bezprawne przetrzymywanie człowieka, publiczne upokorzenie i wyrządzenie krzywdy psychicznej. Konsekwencje tego „żartu” będą pana kosztować znacznie więcej niż jakikolwiek wieczór w tej restauracji.
Adrian otworzył usta, ale Paweł uciszył go jednym gestem.
— Proszę nawet nie próbować się tłumaczyć. Do wyjaśnień będzie pan miał adwokata i sąd.
Potem omiótł wzrokiem pozostałych gości.
— Ci, którzy nagrywali, mają zachować wszystkie materiały i przekazać je śledczym. Jeżeli ktokolwiek opublikuje film dla rozrywki albo spróbuje zarobić na upokorzeniu Katarzyny, moi prawnicy znajdą każdą taką osobę. Proszę mi wierzyć, mamy ku temu wystarczające możliwości.
Paweł ujął Katarzynę za rękę i poprowadził ją do wyjścia.
Ona jednak nagle się zatrzymała.
— Poczekaj — szepnęła. — Jedną rzecz chcę zrobić sama.
Wróciła do stolika mężczyzn.
Stał tam wciąż niedopity kieliszek szampana.
Katarzyna wzięła go do ręki i spojrzała Adrianowi prosto w oczy.
Następnie powoli wylała napój na jego spodnie.
— To za to, że uznał mnie pan za rzecz — powiedziała. — Myli się pan, jeśli sądzi, że pieniądze dają prawo do znęcania się nad ludźmi. Ma pan majątek i wpływowych znajomych. Ja mam męża. Ale najważniejsze jest to, że mam samą siebie.
Odstawiła pusty kieliszek i wróciła do Pawła.
Patrzył na nią z dumą i z tą samą miłością, którą pamiętała sprzed lat.
Kiedy wyszli na zewnątrz, Katarzyna po raz pierwszy tej nocy zdołała swobodnie nabrać powietrza.
— A jednak mnie odnalazłeś — powiedziała cicho.
— Nigdy nie przestałem cię szukać.
— Nie chciałam stać się dla ciebie ciężarem.
Paweł roześmiał się smutno.
— Ciężarem? Katarzyno, byłaś jedyną osobą, przy której pamiętałem, po co w ogóle to wszystko buduję. Pieniądze, firmy, kontrakty — bez ciebie nie miały żadnego znaczenia.
Zatrzymała się.
— A mama?

— Czeka na nas — odpowiedział. — Rozmawiałem już z lekarzami. Ma przygotowane miejsce w dobrej klinice. Kupiłem też dom niedaleko, żebyś mogła odwiedzać ją każdego dnia.
Katarzyna spojrzała na niego oszołomiona.
— Skąd wiedziałeś, gdzie jestem?
— Wiedziałem od dawna — przyznał Paweł. — Rozumiałem jednak, że znikniesz ponownie, jeśli spróbuję wedrzeć się do twojego życia siłą. Dlatego czekałem, aż sama będziesz gotowa przyjąć pomoc.
Delikatnie dotknął jej głowy.
— To tylko włosy. Odrosną.
— A to, co wydarzyło się dzisiaj?
— Nie zniknie od razu — odpowiedział szczerze. — Ale już nigdy nie będziesz musiała przechodzić przez coś takiego samotnie.

Katarzyna przytuliła się do niego.
— Obiecałam, że jeśli spotkamy się jeszcze raz, więcej cię nie puszczę.
— Ja też złożyłem taką obietnicę.
Wsiedli do samochodu.
Gdy restauracja zniknęła w lusterku, Katarzyna po raz pierwszy od początku tego koszmarnego wieczoru się uśmiechnęła.
Zrozumiała wtedy coś bardzo ważnego: czasem człowiek naprawdę nie powinien czekać, aż ktoś przyjdzie i go uratuje.
Powinien jednak pozwolić zostać obok temu, kto nigdy nie przestał go kochać.