— Marcin, powiedz, że ona żartuje.
— Dom rzeczywiście jest zapisany na Magdalenę — przyznał niechętnie.
— Ale mówiłeś, że sam go zbudowałeś.
— Włożyłem tu bardzo dużo.
Magdalena spojrzała na męża.
— To może wyliczymy?
— Nie teraz.
— Dlaczego? Przecież Karolinie powiedziałeś, że dom należy do ciebie.
Kobieta odsunęła się od niego.
— Twierdziłeś, że twoja żona w ogóle nie uczestniczyła w budowie i mieszka tu tylko dlatego, że nie chce się wyprowadzić po waszym rozstaniu.
— My nawet nie jesteśmy jeszcze po rozwodzie — spokojnie sprostowała Magdalena.
Karolina odwróciła się do niej.
— Nie wiedziałam.
— Wierzę.
— Mówił, że od dawna mieszkacie osobno.
Magdalena rozejrzała się po salonie.
Na oparciu fotela wisiał jej domowy kardigan. Na stole leżał służbowy laptop. Na półce stało wspólne zdjęcie z zeszłorocznego wyjazdu.
Trudno było znaleźć bardziej absurdalny obraz „osobnego życia”.
— Jak pani widzi, to nieprawda.
Marcin podniósł głos.
— Skończcie z tym przesłuchaniem.
— Żadne przesłuchanie nie jest już potrzebne. Sami pokazaliście wszystko wystarczająco wyraźnie.
— To sprawa między mną a Karoliną.
— Tyle że rozgrywa się w moim domu.
Karolina chwyciła torebkę.
— Obiecywałeś, że po rozwodzie dom na pewno zostanie tobie.
— Moglibyśmy się dogadać.
— Z kim? — zapytała Magdalena. — Ze mną?
Nie odpowiedział.
— Mówiłeś, że będę mogła przeprowadzić się tu z synem — ciągnęła Karolina. — Pokazałeś mi nawet pokój na piętrze.
O dziecku tej kobiety Magdalena usłyszała po raz pierwszy. Najwyraźniej Karolina była po rozwodzie i wychowywała chłopca.
Marcin zdążył więc rozdzielić pomieszczenia w cudzym domu.
— Który pokój miał dostać pani syn? — spytała Magdalena.
Karolina wskazała schody.
— Ten po lewej, z dużym oknem.
Magdalena skinęła głową.
To był jej gabinet. Trzymała tam dokumenty służbowe, prywatną bibliotekę i pełne archiwum budowy domu.
— Rozumiem.
— Naprawdę nie znałam prawdy — powtórzyła Karolina. — Marcin twierdził, że dom należał do jego rodziny jeszcze zanim się pobraliście.
— Wyobraźni nigdy mu nie brakowało.
Marcin zrobił kilka kroków w ich stronę.
— Karolina, porozmawiamy później.
— Nie.
Cofnęła się.
— Wyjaśnisz teraz, w czym jeszcze mnie okłamałeś.
— Nie tutaj.
— Bo boisz się, że twoja żona potwierdzi kolejne kłamstwo?
Magdalena nie zamierzała przyglądać się ich kłótni ani brać w niej udziału.
Podeszła do drzwi wejściowych i otworzyła je szeroko.
— Sądzę, że dalszą rozmowę powinniście przeprowadzić gdzie indziej.
Karolina wyszła pierwsza. Przy progu zatrzymała się obok Magdaleny.
— Przepraszam.
— Nie ma pani za co.
— Naprawdę nic nie wiedziałam.
— Teraz już pani wie.
Karolina wyszła na zewnątrz.
Marcin ruszył za nią, ale przed przekroczeniem progu odwrócił się.
— My jeszcze poważnie porozmawiamy.
— Oczywiście.
Drzwi zamknęły się za nim.
Magdalena została sama.
Na stoliku nadal leżały katalogi. Zebrała je, zaniosła do holu i postawiła obok butów Marcina. Potem otworzyła okna.
W salonie wciąż unosił się zapach obcych perfum.
Marcin wrócił niemal o północy.
Magdalena siedziała w gabinecie i przeglądała służbową pocztę. Wszedł bez pukania.
— Zadowolona jesteś?
— Z czego?
— Wszystko zniszczyłaś.
Magdalena zamknęła laptop.
— Ja?
— Nie musiałaś mówić Karolinie o dokumentach.
— Siedziała w moim domu i zastanawiała się, na jaki kolor przemalować moje ściany.
— Sam bym jej wszystko wyjaśnił.
— Kiedy?
— Później.
— Po rozwodzie?
— Tak.
— Po jakim rozwodzie? Tym, o którym zapomniałeś powiedzieć własnej żonie?
Marcin ciężko usiadł w fotelu.
— Od dawna żyjemy jak lokatorzy.
— To nie usprawiedliwia kłamstw.
— Przecież ty też wszystko rozumiałaś.
— Rozumieć, co się dzieje, i zgadzać się na to to dwie różne rzeczy.
— Śledziłaś mnie?
— Nie. Po prostu przestałeś się ukrywać.
Przez chwilę milczał.
— Zakochałem się w innej.
— Dobrze.
Taka odpowiedź wyraźnie go zaskoczyła.
— Tylko tyle masz do powiedzenia?
— Czego oczekujesz?
— Nie wiem. Zachowujesz się, jakby nic cię to nie obchodziło.
— Obchodzi. Ale na histerię jest już za późno.
— Moglibyśmy rozwieść się spokojnie.
— Właśnie to zamierzam zrobić.
Marcin odetchnął. Najwyraźniej uznał, że najważniejsza sprawa została załatwiona.
— W takim razie nie ma sensu robić wojny.
— Zgadzam się.
— Potrzebuję czasu, żeby znaleźć mieszkanie.
— Ile?
— Dwa miesiące.
— Masz siedem dni.
Spojrzał na nią gwałtownie.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Nadal jestem twoim mężem.
— Na razie.
— Mieszkam tu od wielu lat.
— To nie daje ci prawa sprowadzać tu kochanki i obiecywać jej mojej własności.
— Mam tutaj ubrania, sprzęt i część mebli.
— Wszystko, co jest twoje, możesz zabrać.
— A moje inwestycje?
— Sporządź zestawienie wydatków i dołącz dokumenty. Potem omówimy to z prawnikami.
Marcin wstał.
— Przygotowałaś się wcześniej.
— Czekałam tylko, aż pokażesz, jak daleko jesteś gotów się posunąć.
— Czyli od dawna wiedziałaś o Karolinie?
— Wystarczająco długo.
— Dlaczego milczałaś?
— Chciałam zobaczyć, czy sam zdecydujesz się powiedzieć prawdę.
— I przez cały ten czas pozwalałaś mi…
Nie dokończył.