— Pozwalałam ci kłamać? Świetnie radziłeś sobie bez mojej pomocy.
Przeszedł nerwowo po pokoju.
— Karolina nie odbiera ode mnie telefonu.
— To wasza sprawa.
— Ośmieszyłaś mnie.
— Sam przyprowadziłeś kochankę do domu żony i przedstawiłeś go jako swój. Ja tylko doprecyzowałam stan prawny.
— Dla ciebie papiery są ważniejsze niż rodzina.
— Rodziny nie było już długo przed rozmową o własności.
Tej nocy Marcin spał w pokoju gościnnym.
Rano wyjechał bez śniadania.
Magdalena zadzwoniła do ślusarza i umówiła wymianę wkładki w zamku na koniec tygodnia. Nie zamierzała wymieniać drogich drzwi ani sprawnego mechanizmu. Nowa wkładka wystarczała, by stare klucze przestały działać.
Potem zaczęła pakować rzeczy męża.
Nie robiła tego w gniewie. Działała spokojnie, dokładnie i metodycznie.
Ubrania układała w mocnych kartonach. Elektronikę i dokumenty osobiste odkładała osobno. Narzędzia Marcina z garażu spisała na liście. Rzeczy, których własność mogła być sporna, zostawiła na miejscu.
Następnego dnia mąż napisał, że przez jakiś czas zamieszka u kolegi.
Magdalena poinformowała, że do soboty wszystkie jego pudełka będą gotowe.
— Naprawdę wyrzucasz mnie z domu w tydzień?
— Proszę cię o wyprowadzkę po zdradzie i próbie rozporządzania moją własnością.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty też nie dałeś mi czasu, żebym przygotowała się na wizytę Karoliny.
W piątek Marcin przyjechał po rzeczy z przyjacielem.
Wynosił kartony niemal bez słowa. Kilka razy wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, lecz rezygnował.
Kiedy samochód był już załadowany, zatrzymał się przy tarasie.
— Ten taras zbudowałem ja.
— Pomagałeś przy jego budowie.
— Byliśmy tu kiedyś szczęśliwi.
— Byliśmy.
— Czy to już nic dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Ale przeszłość nie unieważnia tego, co zrobiłeś teraz.
— Mogłabyś dać mi jeszcze jedną szansę.
— Dostawałeś ją każdego wieczoru, kiedy wracałeś i mogłeś powiedzieć prawdę.
— Bałem się.
— Że stracisz dom?
Nie odpowiedział.
Gdy odjechał, zjawił się ślusarz. Wymiana wkładki zajęła niecałe dwadzieścia minut.
Magdalena odebrała komplet nowych kluczy, kilka razy sprawdziła zamek i po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła prawdziwy spokój.
Marcin nie mógł już wejść bez jej wiedzy.
W poniedziałek złożyła pozew o rozwód.
Od tej chwili mąż dzwonił prawie codziennie.
Najpierw mówił o sprawiedliwym podziale majątku. Potem znów przypominał o swoich wydatkach. W końcu zaczął przepraszać.
— Karolina mnie zostawiła — powiedział podczas jednej z rozmów.
— Przykro mi.
— Stwierdziła, że nie może ufać komuś, kto kłamie w tak poważnych sprawach.
— To zrozumiałe.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie zależy ode mnie.
— Całe moje życie runęło w jeden dzień.
— Nie, Marcin. Rozpadało się przez wiele miesięcy. Tego dnia tylko zobaczyłeś skutki.
Wielokrotnie proponował spotkanie.
Magdalena zgodziła się raz.
Usiedli w kawiarni w centrum Warszawy. Marcin wyglądał na wyczerpanego. W ciągu kilku tygodni schudł i nie nosił już drogiego zegarka, którym wcześniej lubił się chwalić.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— Dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
— Ciągle myślę o naszym domu.
— To minie.
— Dla mnie zawsze był wspólny.
— Był wspólną przestrzenią naszego życia, kiedy byliśmy małżeństwem. Prawnie zawsze należał do mnie.
— Nigdy nie czułem się tam obcy.
— Bo nie byłeś obcy.
— Skoro tak, dlaczego tak łatwo mnie wyrzuciłaś?
— Bo sam przestałeś być moim mężem.
Marcin spuścił głowę.
— Naprawdę mówiłem Karolinie, że dom jest mój.
— Wiem.
— Chciałem wyglądać na bardziej spełnionego.
— Przed kobietą, z którą planowałeś poważny związek?
— Ma wysokie wymagania.
— Więc postanowiłeś sprostać im za pomocą mojego majątku.
Skrzywił się.
— W twoich ustach brzmi to strasznie.
— Bo właśnie takie było.
— Nie przypuszczałem, że zajdzie to tak daleko.
— Przywiozłeś ją oglądać pokoje i wybierać meble.
— To był jej pomysł.
— Ale drzwi otworzyłeś ty.
Poprosił o kolejną szansę.
Zapewniał, że związek z Karoliną definitywnie się skończył. Twierdził, że zrozumiał błędy. Obiecywał terapię małżeńską i przysięgał, że nigdy więcej nie skłamie.
Magdalena wysłuchała go bez złości.
Pół roku wcześniej takie słowa mogłyby wzbudzić w niej wątpliwości. Teraz przyszły zbyt późno.
— Dlaczego naprawdę chcesz wrócić? — zapytała.
— Bo cię kocham.
— Czy dlatego, że Karolina odeszła, a wynajęte mieszkanie okazało się ciasne?
Marcin zmarszczył brwi.
— Ciągle próbujesz mnie poniżyć.
— Zadałam proste pytanie.
— Straciłem wszystko.
— Straciłeś dostęp do rzeczy, które nigdy nie były twoje.
— Ten dom stanowił ogromną część mojego życia.
— A potem postanowiłeś uczynić go częścią życia innej kobiety.
Po tamtym spotkaniu kontaktowali się wyłącznie przez pełnomocników.
Rozwód przebiegł stosunkowo spokojnie.
Marcin próbował uzyskać rekompensatę za taras i zagospodarowanie ogrodu. Magdalena nie przeczyła, że część wydatków rzeczywiście pokrył.
Miała wyciągi bankowe, paragony i umowy.