— Ty też mogłabyś zacząć chociaż spacerować. Przecież od dawna cię zaprasza.
Kobieta zmrużyła podejrzliwie oczy.
— Dlaczego tak bardzo próbujesz wygonić mnie z domu? Chcesz tu sprowadzić Karolinkę?
Michał odsunął się urażony.
— Babciu, jak możesz? Martwię się o twoje zdrowie!
— Ja was, młodych, dobrze znam.
Po chwili jednak uśmiechnęła się łagodniej.
— No dobrze, nie obrażaj się. Żartowałam. A tak przy okazji, Henryk naprawdę kupił mi sportowe buty. Mówi, że będziemy codziennie wieczorem chodzić do parku.
W tym żarcie kryło się więcej prawdy, niż Michał chciał przyznać.
Rzeczywiście liczył na to, że babcia z czasem zamieszka u Henryka.
Wtedy przestronne trzypokojowe mieszkanie zostałoby do dyspozycji młodych.
Zofia nie zamierzała jednak opuszczać własnego lokum.
Nawet Henrykowi regularnie skarżyła się na wnuka i Karolinę.
— Ona tylko czeka, aż wejdzie tu jak gospodyni — oburzała się. — Myślisz, że tego nie widzę? Michał może jej nawet nie obchodzić. Potrzebuje mieszkania.
— Zosiu, daj spokój — przekonywał Henryk. — Chłopak jest dorosły. Niech sam decyduje.
— Sam zdecyduje? Obrócą go wokół palca, a on jeszcze podziękuje.
— Pobrą się, będą mieli dzieci. To przecież dobrze.
Henryk uśmiechał się smutno.
— Mnie Bóg nie dał własnych dzieci. Czasem aż strach pomyśleć, że jestem sam. Gdyby coś mi się stało, nie miałby kto nawet wezwać pogotowia.
— Nie opowiadaj głupstw — machała ręką Zofia. — Masz mnie, Michał jest obok. Nikt cię samego nie zostawi. Lepiej dopijmy herbatę i chodźmy na spacer.
Z czasem ich wspólne przechadzki stały się codziennością.
A mniej więcej po miesiącu Henryk niespodziewanie zaproponował:
— Zosiu, zamieszkaj u mnie.
Kobieta omal nie wypuściła filiżanki z dłoni.
— Ty chyba oszalałeś.
— Dlaczego? Dobrze nam razem. Michał mógłby zamieszkać z Karoliną. Mieszkanie i tak jest twoje, przecież nie zniknie. A oni przestaliby mieć nad sobą twój ciągły nadzór. Może chłopak szybciej sam zobaczy, jaka naprawdę jest ta dziewczyna.
Zofia zamyśliła się.
— Nie wiem…
— Sama mówisz, że ciągle się kłócicie.
— On się na mnie złości. Twierdzi, że nie pozwalam mu żyć.
— To pozwól mu. Czasami człowiek musi sam popełnić błąd, żeby coś zrozumieć.
W końcu Zofia się zgodziła.
— Dobrze. Pomieszkam u ciebie. Ale tylko przez jakiś czas.
Następnego dnia zaczęła pakować rzeczy.
Michał zobaczył walizkę i z trudem ukrył radość.
— Babciu, przeprowadzasz się do Henryka?
— Nie ciesz się za wcześnie! — odpowiedziała surowo. — Tylko spróbuję. Ty i Karolina możecie na razie zostać tutaj. Ale pamiętaj: mieszkanie jest moje. Bałaganu nie będę tolerować. Będę przychodziła i sprawdzała.
— Oczywiście.
— Jeśli zobaczę, że twoja Karolina niczego w domu nie robi, natychmiast wyrzucę ją za drzwi.
— Ona świetnie prowadzi dom.
— Zobaczymy.
Michał promieniał.
Karolina przyjęła tę wiadomość bez najmniejszego entuzjazmu.
— Czyli ona będzie mieszkała w sąsiednim mieszkaniu i codziennie wpadała tu na kontrolę?
— Nie codziennie.
— Ty naprawdę słabo znasz swoją babcię?
— Karolina, przynajmniej nie będziemy płacić za wynajem. Są trzy pokoje, przyzwoita kuchnia, dobra okolica.
Trudno było się z tym nie zgodzić.
Przed poznaniem Michała Karolina wynajmowała pokój w starej kamienicy, gdzie zza ściany bez przerwy dobiegały hałasy sąsiadów.
Perspektywa samodzielnego trzypokojowego mieszkania była więc znacznie atrakcyjniejsza.
Gdzieś w głębi serca dziewczyna naprawdę liczyła też na to, że pewnego dnia lokal w całości przypadnie Michałowi.
Ledwie Karolina przeprowadziła się na dobre, zaczęła mówić o ślubie.
Tym razem niespodziewanie zaprotestował sam Michał.
— Nie spieszmy się.
— Co to znaczy?
— Nie mamy pieniędzy. Chcę prawdziwego ślubu, a nie tylko podpisania papierów i powrotu do domu.
— A skąd weźmiesz pieniądze?
— Babcia w końcu zmięknie. Ma oszczędności.
Karolina zacisnęła usta.
— Czyli znowu wszystko zależy od twojej babci?
— Musimy jeszcze trochę wytrzymać.
Rzeczywiście musieli.
Zofia zaglądała do mieszkania niemal każdego dnia.
Czasem przesuwała palcem po półce.
— Kurz.
Innym razem otwierała lodówkę.
— Znowu gotowe dania?
Zdarzało się, że odsuwała Karolinę od kuchenki.
— Kto tak przyrządza kurczaka? Michał nie lubi ryżu. Powinien mieć ziemniaki. Daj, sama to zrobię.
Po każdej takiej wizycie Karolina aż kipiała ze złości.
— Powiedz jej wreszcie coś!
— Co mam powiedzieć? To jej mieszkanie.
— Ona mnie upokarza!
— Po prostu jej nie słuchaj.
— Czy ty kiedykolwiek potrafisz stanąć po mojej stronie?
Michał wzdychał.
— Ona zastąpiła mi matkę. Nie mogę się z nią kłócić.
Tak naprawdę czekał tylko, aż problem rozwiąże się sam.
Zwłaszcza że ostatnio Zofia rzeczywiście zaczęła narzekać na zdrowie.
Raz kręciło jej się w głowie.
Innym razem nagle ciemniało jej przed oczami.
Czasem oblewała ją fala gorąca.
— To wiek — zbywała wszystko. — W kuchni jest duszno, dlatego ciśnienie skacze.
Henryk nie zamierzał przyjmować takich tłumaczeń.
— Zosiu, koniec z udawaniem bohaterki. Jutro idziemy do lekarza.
— Po co?
— Bo masz sześćdziesiąt lat, a nie szesnaście. Zadzwoniłem już do znajomego doktora.