— Szybko podjąłeś decyzję.
— Inaczej nie dałoby się ciebie namówić.
Ostatecznie się zgodziła.
— Dobrze. Od dawna miałam się przebadać. Może to rzeczywiście problemy z naczyniami.
Następnego ranka pojechali do przychodni.
Wyniki badań okazały się jednak tak zaskakujące, że Zofia przez kilka minut nie potrafiła uwierzyć w to, co usłyszała.
Lekarz, starszy mężczyzna o zmęczonej twarzy, długo wertował dokumenty.
Potem zdjął okulary, przetarł szkła i ponownie je założył.
Jeszcze raz spojrzał na wyniki.
— Pani Zofio…
Kobieta nerwowo ścisnęła torebkę.
— Proszę nie owijać w bawełnę. Jeśli dzieje się coś poważnego, chcę wiedzieć od razu.
Lekarz pokręcił głową.
— Chodzi o coś zupełnie innego.
— O co?
— Niektóre wyniki są wyjątkowo nietypowe. Musimy powtórzyć badania i przeprowadzić dodatkową diagnostykę. Jest jeszcze jedna kwestia…
Spojrzał na nią z wyraźnym niedowierzaniem.
— Test wykazał ciążę.
Zofia przez chwilę w ogóle nie rozumiała znaczenia tych słów.
— Co wykazał?
— Wynik dodatni.
Kobieta gwałtownie pobladła.
— Doktorze, mam sześćdziesiąt lat.
— Widzę pani datę urodzenia.
— Mam dorosłego wnuka!
— Właśnie dlatego powtarzam, że trzeba wszystko dokładnie sprawdzić. W pani wieku taka sytuacja wymaga szczególnej opieki lekarskiej. Na podstawie jednego testu nie wolno wyciągać ostatecznych wniosków.
Zofia prawie go już nie słuchała.
W uszach jej szumiało.
Kiedy wyszła na korytarz, Henryk natychmiast podniósł się z krzesła.
— Zosiu, jesteś zupełnie blada. Co się stało?
Spojrzała na niego bezradnie.
— Powiedzieli, że wynik jest dodatni.
— Jaki wynik?
— Test ciążowy.
Henryk znieruchomiał.
Przez kilka sekund tylko na nią patrzył.
Potem szeroko otworzył oczy.
— Mówisz poważnie?
— Czy wyglądam, jakbym miała ochotę żartować?
Powoli usiadł obok niej.
— Ale przecież my…
Zofia oblała się rumieńcem.
Po jej przeprowadzce ich relacja się zmieniła.
Przez wiele lat byli jedynie sąsiadami i przyjaciółmi, lecz teraz po raz pierwszy pozwolili sobie na prawdziwą bliskość.
Żadne z nich nawet nie pomyślało o dziecku.
— Trzeba powtórzyć wszystkie badania — powiedziała. — Lekarz sam był zaskoczony.
Henryk nagle się uśmiechnął.
— Jeśli to się potwierdzi…
— Z czego się cieszysz?
— Zosiu, ja przez całe życie marzyłem o dziecku.
— Henryku, słyszysz siebie? Mam sześćdziesiąt lat.
Ujął jej dłoń.
— Tym bardziej zrobimy wszystko zgodnie z zaleceniami lekarzy. Żadnych samodzielnych decyzji.
Do domu Zofia wróciła całkowicie oszołomiona.
Michał od razu zobaczył, że coś jest nie tak.
— Babciu, co się stało? Wszystko w porządku?
Zdjęła płaszcz i weszła do kuchni.
Karolina stała przy zlewie.
— Usiądźcie oboje.
Michał natychmiast się zaniepokoił.
— Co się dzieje?
Zofia spojrzała najpierw na niego, potem na Karolinę.
— Lekarze wykryli u mnie ciążę. Teraz będą wszystko potwierdzać dodatkowymi badaniami.
Karolina zamarła z talerzem w dłoniach.
Michał zrobił się biały jak ściana.
— Co?
— Dobrze słyszałeś.
— Babciu, masz sześćdziesiąt lat!
— Myślisz, że o tym zapomniałam?
— Ale to przecież…
Nie dokończył.
Henryk ostrożnie położył dłoń na ramieniu Zofii.
— Na razie nic nie jest pewne. Lekarze dopiero to sprawdzają.
Michał jakby przestał słyszeć rozmowę.
W jego głowie pojawiły się zupełnie inne myśli.
Jeśli babcia naprawdę spodziewała się dziecka, wszystko miało się zmienić.
Mieszkanie.
Spadek.
Jej relacja z Henrykiem.
A także jego własne plany.
Karolina jako pierwsza powiedziała na głos to, o czym on bał się pomyśleć.
— A co z nami?
Michał gwałtownie się odwrócił.
— Co ma być z nami?
— Mówiłeś, że mieszkanie kiedyś będzie twoje.
— Karolina, to nie jest odpowiedni moment!
— A kiedy będzie?
— Zamknij się!
Po raz pierwszy krzyknął na nią tak ostro.
Właśnie wtedy Zofia uważniej przyjrzała się wnukowi.
Jego reakcja wydała jej się dziwna.
Nie wyglądał na zaskoczonego.
Nie wyglądał też na szczęśliwego.
Był przerażony.
W pamięci kobiety zaczęły układać się obrazy z ostatnich miesięcy.
Wieczorna herbata.
Michał coraz częściej nalegał, że sam ją zaparzy.
Czasami obok filiżanki leżały jakieś opakowania.
Nie pytała o nie.
Zakładała, że to witaminy.
Przypomniała sobie również, że po niektórych takich wieczorach ogarniała ją niezwykła senność.
A rano przeciwnie — czuła dziwny przypływ sił.
Może to był przypadek.
A może nie.
Zofia zmarszczyła brwi.
— Michał.
— Co?
— Co mi dawałeś?
Mrugnął nerwowo.
— W jakim sensie?
— Do herbaty.
Twarz wnuka natychmiast się zmieniła.
— Nic.
— Nie kłam.
— Babciu, o czym ty mówisz?
— Kilka razy widziałam, że coś wsypywałeś do mojego kubka.
Karolina gwałtownie spojrzała na narzeczonego.
— O czym ona mówi?
— Niczego nie robiłem!
— Michale — głos Zofii stał się chłodny — powiedz prawdę. Natychmiast.
Odwrócił wzrok.
To wystarczyło.
Henryk wstał.
— Chłopcze, coś dodawałeś własnej babci do herbaty?
— To nic takiego!
— Co dokładnie?
— Nie wiem!
— Jak to nie wiesz?
Michał zacisnął dłonie w pięści.
— Zamówiłem coś przez internet.
W kuchni zapadła ciężka cisza.
— Co zamówiłeś? — spytała powoli Zofia.