— Chyba zapomniał powiedzieć pani o jednej ważnej rzeczy. Ten dom należy do mnie — oznajmiłam z uśmiechem kochance mojego męża, gdy wybierała kolor ścian

Ledwie Magdalena przekroczyła próg, od razu zrozumiała, że Marcin nie wrócił do domu sam.

Na podłodze w holu stały jasne damskie czółenka na wysokiej platformie. Obok leżała niewielka torebka, rzucona niedbale pod szafką, a z salonu dobiegał kobiecy głos, którego Magdalena nigdy wcześniej nie słyszała.

— Tę wielką szafę od razu bym usunęła. Zajmuje pół pokoju i wszystko przytłacza. Ściany też trzeba będzie przemalować. Ten beż od dawna jest niemodny.

Magdalena spokojnie odstawiła własną torbę i bezszelestnie domknęła drzwi.

Tego dnia wróciła prawie cztery godziny wcześniej. Klient niespodziewanie przełożył spotkanie, a jechanie do biura tylko po to, by podpisać kilka dokumentów, nie miało sensu. W drodze do domu planowała przesadzić rośliny przy tarasie, a później ugotować kolację.

Teraz już rozumiała, dlaczego rano Marcin tak uporczywie wypytywał, o której dokładnie wróci.

Zdjęła cienki płaszcz, poprawiła włosy i ruszyła w stronę salonu.

Mąż stał przy oknie.

Obok niego siedziała kobieta około trzydziestki. Wysoka, starannie ubrana i zadbana, miała na sobie elegancki jasny garnitur ze spodniami. W dłoniach trzymała próbkę materiału tapicerskiego i rozglądała się po wnętrzu z pewnością osoby, która już wyobraża sobie, że tu zamieszka.

Na niskim stoliku leżały katalogi z meblami. Jeden był otwarty na stronach z sofami. Obok stały dwie filiżanki po kawie oraz talerz z równo pokrojonymi owocami.

Nieznajoma pierwsza zauważyła Magdalenę.

Przez sekundę jej twarz stężała. Zaskoczenie szybko ustąpiło zakłopotaniu. Kobieta najwyraźniej nie potrafiła zrozumieć, kim jest osoba, która weszła do domu bez dzwonienia.

Marcin pobladł.

— Magdalena? Dlaczego już jesteś?

— Spotkanie przełożono.

— Mogłaś chociaż uprzedzić.

— Nie wiedziałam, że muszę zapowiadać, kiedy wracam do własnego domu.

Nieznajoma ostrożnie odłożyła próbkę tkaniny na stolik.

— Marcin, kto to jest?

Magdalena spojrzała na męża. Otworzył usta, lecz nie zdążył odpowiedzieć.

— Mam na imię Magdalena — powiedziała spokojnie. — Jestem jego żoną.

Kobieta odwróciła się gwałtownie do Marcina.

— Żoną?

— Mieliśmy się rozwieść — wyrzucił z siebie.

— Mieliśmy? — powtórzyła Magdalena. — Ciekawe. Kiedy zamierzałeś poinformować o tym mnie?

Marcin nerwowo potarł kark.

— Tylko nie róbmy scen.

— Jeszcze nawet nie podniosłam głosu.

Nieznajoma patrzyła raz na niego, raz na Magdalenę.

— Mówiłeś, że między wami wszystko jest już ustalone.

— Od dawna właściwie nie żyjemy jak małżeństwo — oznajmił Marcin. — Nasz związek istnieje wyłącznie na papierze.

Magdalena przeniosła wzrok na rozłożone katalogi.

— Widzę, że ta papierowa formalność nie przeszkadza wam wybierać nowych mebli.

Kobieta wyprostowała ramiona.

— Marcin powiedział, że po rozwodzie zamieszkamy tutaj. Nie wiedziałam, że może pani wrócić tak wcześnie.

— W to, że pani nie wiedziała, akurat wierzę bez trudu.

Magdalena podeszła do stolika i zamknęła katalog.

— Chyba jednak nie usłyszała pani jednej ważnej informacji. Ten dom jest zapisany wyłącznie na mnie.

Kobieta znieruchomiała.

Po chwili powoli zwróciła się do Marcina.

— Co to znaczy: na nią?

Milczał.

— Twierdziłeś, że sam go zbudowałeś — ciągnęła. — Mówiłeś, że dom należy do ciebie, a żona tylko nie chce się wyprowadzić.

Na ustach Magdaleny pojawił się ledwie widoczny uśmiech.

W tej jednej chwili wszystko ułożyło się w logiczną całość.

O romansie męża wiedziała już od dawna. Nie przypuszczała jednak, że Marcin zdążył w swoich opowieściach przywłaszczyć sobie jej dom i zaprosić kochankę, by wybierała odcień ścian.

Jeszcze kilka lat wcześniej nie stał tu żaden budynek.

Była tylko pusta działka na skraju niewielkiej miejscowości pod Warszawą, porośnięta wysoką trawą, krzakami i młodymi brzozami.

Magdalena kupiła ziemię, gdy miała trzydzieści dwa lata.

Pracowała wtedy jako dyrektorka finansowa w firmie sprowadzającej sprzęt medyczny. Zarabiała dobrze, lecz nie przyszło jej to łatwo. Po studiach przez kilka lat mieszkała w akademiku, później wynajmowała pokój, brała dodatkowe zlecenia i mozolnie wspinała się po kolejnych szczeblach kariery.

O własnym domu marzyła od dzieciństwa.

Nie pragnęła pałacu z kolumnami, kutą bramą i szeregiem pustych pokoi. Widziała raczej jasny parterowy dom z dużymi oknami, osobnym gabinetem, szerokim tarasem i ogrodem, do którego można wyjść rano boso i poczuć pod stopami chłodną trawę.

Nigdy nie lubiła życia w mieszkaniu. Brakowało jej ciszy, powietrza i poczucia, że przestrzeń wokół naprawdę należy do niej.

Początkowo planowała kupić gotowy budynek. Po kilku oględzinach stało się jednak jasne, że albo przepłaci, albo będzie musiała niemal wszystko przebudować.

Wtedy znalazła odpowiednią działkę niedaleko miasta. Dojazd do biura zajmował około czterdziestu minut. W okolicy były prąd, gaz, porządna droga i podstawowa infrastruktura. Niedaleko znajdowały się las, niewielkie jezioro oraz sklep spożywczy.

Cena ziemi była wysoka, ale Magdalena podjęła decyzję. Na zakup przeznaczyła prawie wszystkie oszczędności.