– Nie będę mieszkał z obcą staruchą! – powiedział stanowczo Michał, patrząc prosto w oczy matki.
– Mamo, powiedz mu sama! – westchnęła Anna, nerwowo bawiąc się obrzeżem obrusa. – Już nie mam siły tłumaczyć.
– Co tu tłumaczyć? – Michał postawił kubek z herbatą i usiadł naprzeciw. – Już jasno mówię: przeprowadzam się za tydzień. Mieszkanie wynajęte, kaucja zapłacona.
– Michałku, ale jak my tu… – zaczęła Anna, lecz syn energicznie odsunął ręką.
– Mamo, mam dwadzieścia siedem lat! Czas mieszkać osobno, prawda?
Z sąsiedniego pokoju dobiegł stłumiony kaszel, potem brzęk upadającego przedmiotu i niezadowolone pomrukiwanie.
– Widzisz? – westchnęła Anna. – Znów coś upuściła. Pójdę sprawdzić.
– Nie idź – położył jej dłoń na ramieniu Michał. – Niech sobie radzi sama. Nie jesteś jej opiekunką.
– Ale ona jest starsza…
– Dosyć! – głos syna stał się ostry. – To nie jest twoja osoba! To babka po ojcu, która przez całe życie nie powiedziała ci dobrego słowa.
Anna skrzywiła się jak przy bólu. Rzeczywiście, teściowa, Halina, nigdy jej nie akceptowała. Gdy dwadzieścia osiem lat temu Anna poślubiła jej syna, przywitała ją chłodno, jakby była nieproszoną gościnią. Szeptała sąsiadkom, że Michał mógłby mieć lepszą żonę, że Anna nie jest z ich świata, że jej charakter trudny. A po narodzinach Michała oznajmiła, że sama będzie wychowywać wnuka, bo matka zbyt młoda i niedoświadczona.
– Pamiętasz, jak mnie nazywała? – Michał widział, że trafił w sedno. – „Ta twoja Anulka”. Nawet imienia nie używała. A po śmierci ojca…
– Dosyć – cicho poprosiła Anna. – Nie trzeba.
Ale syn nie ustępował. Od śmierci ojca minęły trzy lata, a wspomnienia wciąż bolały. Halina wtedy powiedziała wprost, że mieszkanie należy do jej syna, czyli teraz do niej. Anna i Michał mają sobie szukać lokum. – Wytrzymałaś wystarczająco z „tymi ludźmi” – dodała.
– A kto ją podnosił po udarze? – kontynuował Michał. – Kto wzywał pogotowie? Kto biegał po szpitalach?
– Przestań – Anna wstała i zaczęła sprzątać ze stołu.
– Nie! Widzisz, co robi! Celowo hałasuje w nocy, tłucze naczynia, żebyś nie spała. Włącza telewizor na pełen regulator, a potem narzeka, że źle ją karmią, że lekarstwa są złe…
Z pokoju Haliny dobiegł głośny głos:
– Aniu! Chodź tutaj!
Automatycznie zrobiła krok do drzwi, lecz Michał chwycił ją za rękę.
– Dokąd? – zapytał. – Niech sama wstanie, jeśli czegoś potrzebuje.
– Ale ona jest chora…
– Chora? – odparł Michał. – Zdrowsza od nas obojga! Po prostu lubi rozkazywać. Twój ojciec nosił ją na rękach, teraz ty kontynuujesz.
– Aniu! – głos stał się ostrzejszy. – Co, ogłuchłaś?
Anna wyrwała rękę i poszła do teściowej. Ta leżała przykryta pledem, obok leżał magazyn.
– Podnieś – mruknęła. – Chcę czytać.
– Halina, masz okulary? – zapytała Anna.
– Oczywiście! Myślałaś, że jestem ślepa? – staruszka założyła okulary. – I przynieś herbatę. Gorącą. Bo wczoraj podano jakąś breję.
Anna milcząco podniosła magazyn, odłożyła na stolik i wyszła do kuchni podgrzać czajnik. Michał siedział przy stole z ponurą miną.
– No i znowu biegniesz na każde jej zawołanie?
– Nie zaczynaj – odpowiedziała zmęczona matka.
– Mamo, słuchaj mnie – Michał przesunął się bliżej. – Przeprowadzam się. I zabieram cię ze sobą.
Anna zamarła z czajnikiem w dłoniach.
– Jak to?
– Bardzo prosto. Mieszkanie dwupokojowe, miejsca starczy. Będziemy żyć spokojnie, bez ciągłych kłótni.
– A ona?
– Niech żyje, jak chce. Co zasiała, to zbiera.
– Michał, ja nie mogę… Ona zostanie sama.
– I dobrze! Niech poczuje, jak to jest bez twojej pomocy.
Anna postawiła czajnik, opierając się o stół. Myśli mieszały się w głowie, a w piersi czuła dziwną mieszankę winy i ulgi.
– Mamo, pamiętasz, co powiedziała po pogrzebie taty? – głos syna złagodniał. – „Teraz zbierajcie rzeczy, mieszkanie moje”. Pamiętasz?
Anna skinęła głową. Ten dzień utkwił w pamięci na zawsze. Po powrocie z cmentarza siadali przy herbacie, a teściowa, milcząca podczas całej ceremonii, nagle oznajmiła, że teraz wszystko jest inaczej. Anna z Michałem są zbędni. Czas się wyprowadzić.
– A kto wtedy powiedział, że nie odejdzie? – pytał Michał. – Kto przysiągł, że się nią zaopiekuje bez względu na wszystko?
– Ja – cicho przyznała Anna. Ale wtedy wszystko było inne… Właśnie pochowała syna…
– Mamo, minęły trzy lata! – Michał podniósł głos. – Trzy lata sprzątania, gotowania, biegania po szpitalach. A ona choć raz podziękowała?
Anna pomyślała. Podziękowań nigdy nie było, tylko wyrzuty. Zupa za mało doprawiona, koszula źle wyprasowana, lekarstwa nie te. Niedawno Halina przy sąsiadce oznajmiła, że mieszka z obcymi, którzy tylko czekają na jej śmierć.
– Aniu! Gdzie jest moja herbata? – rozległ się krzyk z pokoju.
– Już niosę! – odparła automatycznie, ale Michał stanął jej na drodze.
– Nie pójdziesz. Usiądź.
– Mamo, usiądź. Musimy porozmawiać.
Anna niechętnie usiadła. Syn wziął jej dłonie w swoje.
– Mamo, nie chcę mieszkać z obcą babką – powiedział stanowczo. – I ty też nie powinnaś. Masz tylko pięćdziesiąt dwa lata. Po co marnować życie na kogoś, kto cię nie szanuje?
