– Nie jest obca, Michale. To twoja babcia.
– Babcia? – gorzko się uśmiechnął. – Od dziecka mnie nie lubiła. Pamiętasz, jak mówiła, że jestem uparciuch i trudny? A gdy poszedłem na studia, twierdziła, że pieniądze zmarnowane, bo i tak nic z mnie nie będzie.
Anna milczała. Pamiętała. Ból tamtych słów. Mąż prosił, by nie zwracała na to uwagi: matka surowa, ale w głębi serca dobra.
– Aniu! – głos teściowej był zły. – Co, oszalałaś?
Michał gwałtownie wstał i wszedł do jej pokoju. Anna słyszała jego słowa:
– Babciu, mama jest zajęta. Jeśli herbaty chcesz, wstań i zrób sobie sama.
– Jak śmiesz tak ze mną mówić?! – oburzyła się staruszka. – Zawołaj matkę!
– Nie zawołam. I tak za tydzień się wyprowadzamy.
– Dokąd?!
– Do własnego mieszkania. Ja i mama.
– A ja? Sama, chora?
– Nie jesteś aż tak chora, jak udajesz. Poza tym to ty nas trzy lata temu wyrzucałaś. Pamiętasz?
Teściowa mrugnęła, jakby nie spodziewała się takiego obrotu.
– A co jeszcze? – wstał Michał. – My tacy sami, to samo mieszkanie. Gdzie różnica?
– Różnica jest w tym, że teraz jestem słaba! – wymamrotała staruszka. – Potrzebuję pomocy!
– Może powinnaś o tym pomyśleć wcześniej? – głos syna stał się surowy. – Może nie powinnaś krzywdzić tych, którzy przez trzy lata się tobą opiekowali?
Staruszka spojrzała na Annę.
– Aniu, nie zostawisz mnie? Jestem stara, chora…
Anna milczała, rozdarta między współczuciem a urazą.
– Mamo, powiedz jej prawdę – cicho poprosił Michał. – Powiedz, jak zmęczona jesteś ciągłymi wyrzutami.
– Nigdy nie nazywałam cię obcą! – wybuchnęła Halina.
– Nie? A co mówiłaś sąsiadce? – dopytywał Michał. – Że mieszkasz z obcymi, którzy czekają na twoją śmierć?
Staruszka zamilkła.
– Jak to możliwe? – nie ustępował syn. – Mama trzydzieści lat w tej rodzinie. Trzydzieści lat wytrzymywała. A ty wciąż uważasz ją za obcą.
Anna podeszła do okna. Czuła ciężar w sercu.
– Halino – powiedziała, nie odwracając się – pamiętasz, co mówiłaś trzy lata temu?
– Aniu, byłam w żałobie…
– Powiedziałaś: „Zbierajcie rzeczy, mieszkanie moje”. Pamiętasz?
Milczenie.
– I jeszcze mówiłaś, że wystarczy już cierpieć przez obcych ludzi. Pamiętasz też?
– Nieważne, czego chciałam – odwróciła się Anna. – Ważne, co powiedziałaś. I to zapamiętaliśmy.
Teściowa usiadła na krześle, jakby spuściła głowę.
– Chora – zgodziła się Anna. – Ale dlaczego mają pomagać ci ci, których uważasz za obcych?
Staruszka milczała, bawiąc się szlafrokiem.
– Halino, przez całe życie dawałaś mi do zrozumienia, że jestem tu niepotrzebna. Dlaczego teraz miałabym zostać?
– Bo… tak trzeba – wymamrotała słabo.
– Kto powiedział, że trzeba? – wtrącił się Michał. – Tobie? A nam? Mamy wiecznie wytrzymywać?
Staruszka podniosła na niego zalane łzami oczy.
– Michałku, jesteś moim wnukiem…
– Wnuk, którego od dzieciństwa nie kochałaś. Któremu powtarzałaś, że jest nieudacznikiem.
– Ja… nie myślałam, że zapamiętasz…
– Zapamiętałem. I mama zapamiętała. Za tydzień wyprowadzili się. Mieszkanie zostało z tylnymi zasłonami, zapachem leków i ciszą przerywaną tylko kaszlem. Anna nie oglądała się, choć serce się ściskało. W nowym dwupokojowym mieszkaniu było jasno, pachniało świeżą farbą i kawą. Pierwszą noc przespała bez przerw, a rano, patrząc w okno, uśmiechnęła się. Syn postawił na stole dwie filiżanki: jedną z herbatą, drugą z mlekiem, jak w dzieciństwie. Za ścianą, w sąsiednim mieszkaniu, telewizor już brzęczał, ale nie w ich głowach. A staruszka, zostając sama, długo siedziała w fotelu, nie włączając światła. Dopiero po dwóch dniach zadzwoniła do sąsiadki, by przyszła. Mówiła cicho, ręce drżały. Po raz pierwszy od wielu lat poczuła strach.
