— Pani ręczniki zostawiliśmy w łazience. Niczego nie zabraliśmy. Proszę sprawdzić.
— Sprawdzę.
— I jeszcze… Naprawdę nie chciałam wejść pani do domu.
Anna skinęła głową.
— Wierzę.
Katarzyna jakby spodziewała się innej odpowiedzi, ale nie zaczęła się spierać. Wyszła i ostrożnie przymknęła drzwi.
W mieszkaniu zostali tylko Anna i Piotr.
Od razu się zmienił. Przy obcych ludziach trzymał się bezczelnie, pewnie. Teraz opadły mu ramiona, lecz zamiast skruchy na twarzy pojawiło się rozdrażnienie.
— Niezły teatr urządziłaś.
Anna powoli obeszła przedpokój, sprawdziła szafę, zajrzała do łazienki, kuchni i sypialni.
— Kiedy dorobiłeś klucze?
Piotr wzruszył ramionami.
— Dawno. Jeszcze jak razem mieszkaliśmy.
— Po rozwodzie prosiłam, żebyś oddał wszystkie komplety.
— Zapomniałem.
— Nie, Piotr. Zostawiłeś je celowo.
Nie odpowiedział.
— Po co?
— Różnie bywa. Gdyby coś było potrzebne.
— Potrzebne okazało się wynajmowanie mojego mieszkania krewnym.
— Nie wynajmowanie, tylko tymczasowe wpuszczenie.
— Za pieniądze.
Rozzłościł się.
— A co, mam wszystkim pomagać za darmo? Sami zaproponowali, że się odwdzięczą.
Anna patrzyła na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy.
Kiedyś przeżyła z tym człowiekiem prawie osiem lat. Wiedziała, jak pije kawę, gdzie zwykle zostawia pilot, jak złości się, kiedy przegrywa w szachy w telefonie. Ale teraz stał przed nią nie były mąż, tylko obcy mężczyzna, który naprawdę nie rozumiał, dlaczego nie wolno rozporządzać czymś, co do ciebie nie należy.
— Byłeś pewien, że niczego się nie dowiem.
Piotr prychnął.
— Nie miałaś wracać.
— Właśnie.
Zrozumiał, że powiedział za dużo.
Anna wzięła torebkę.
— Jedziemy.
— Dokąd?
— Po resztę kluczy.
— Powiedziałem, że więcej nie ma.
Anna wyjęła telefon.
— W takim razie czekamy tutaj na policję.
Piotr zaklął pod nosem.
— Dobra. Jeden komplet mam u siebie. Na wszelki wypadek.
— To właśnie po niego pojedziemy.
Do mieszkania Piotra jechali w milczeniu.
Anna siedziała za kierownicą, Piotr obok, na miejscu pasażera. Kilka razy zaczynał coś mówić, ale za każdym razem milkł.
Przed blokiem burknął:
— Ty chociaż rozumiesz, że nie zrobiłem tego ze złośliwości?
Anna wyłączyła silnik.
— Nie obchodzi mnie, czy to była złośliwość, czy głupota. Skutek jest ten sam.
Piotr zerknął na nią bokiem.
— Kiedyś byłaś inna.
— Kiedyś myślałam, że człowiekowi wystarczy normalnie wytłumaczyć, a zrozumie.
— A teraz?
— Teraz patrzę na czyny.
Wysiadł pierwszy.
W jego mieszkaniu panował bałagan. W korytarzu walały się reklamówki, na krześle wisiała kurtka, a na podłodze stało pudełko z narzędziami.
Piotr sięgnął do górnej szuflady komody i wyjął pęk z małym brelokiem w kształcie niebieskiej rybki.
Anna rozpoznała ten brelok. Kupiła go nad morzem jeszcze w czasie małżeństwa.
— Masz.
Zabrała klucze.
— Jeszcze?
— Nie.
— Sprawdź.
Piotr z irytacją otworzył drugą szufladę, potem kuchenną półkę, a następnie pudełko z narzędziami.
W pudełku znalazł się jeszcze jeden klucz.
Anna podniosła go dwoma palcami.
— A to co?
Piotr odwrócił wzrok.
— Zapasowy.
— Trzeci komplet?
— Daj już spokój!
Anna schowała klucz do torebki.
— Ja niczego nie puszczam w niepamięć. Po prostu wcześniej nie wszystko mówiłam na głos.
Po powrocie do domu Anna od razu zadzwoniła po ślusarza.
Przyjechał wieczorem.
Kiedy wymieniał zamki, sąsiadka z piątego piętra, pani Halina, wyszła wyrzucić śmieci i zatrzymała się przy drzwiach.
— Pani Aniu? Patrzę, a u pani dziś jakiś przeprowadzkowy ruch. Jeszcze pomyślałam: dziwne, przecież pani sama mieszka.
Anna uśmiechnęła się zmęczona.
— To nie przeprowadzka. Błąd byłego męża.
Sąsiadka od razu się ożywiła.
— To on wczoraj tych ludzi przyprowadził? Jeszcze zapytałam, czy na długo. A on powiedział, że wszystko z panią ustalone.
Anna odwróciła się do niej.
— Tak powiedział?
— Oczywiście. Ja go przecież pamiętam, kiedyś tu mieszkał. Pomyślałam więc: skoro były mąż, to pewnie uzgodnione.
W tym momencie ślusarz wyjął stary zamek.
Anna spojrzała na metalowy mechanizm w jego rękach i niespodziewanie poczuła ulgę. Nie radość, nie zwycięstwo, lecz właśnie ulgę: drzwi wreszcie przestaną być przejściem dla człowieka, który dawno powinien zostać w przeszłości.
— Teraz na pewno nie jest uzgodnione — powiedziała.
Pani Halina pokręciła głową.
— No proszę. Swojego nie ma, to cudzym rozporządzają.
Anna nic nie odpowiedziała.
Następnego dnia Piotr znów zadzwonił.
Anna nie odebrała.
Napisał wiadomość:
„Anka, bez awantur. Poniosło mnie. Nie trzeba nikomu opowiadać”.
Przeczytała i odłożyła telefon.
Godzinę później przyszła druga:
„Marek teraz do wszystkich wydzwania. Robi ze mnie oszusta”.
Anna odpowiedziała dopiero wtedy:
„Sam dałeś mu powód”.
Piotr niemal od razu oddzwonił. Tym razem odebrała.
— Ty naprawdę postanowiłaś mnie utopić? — zaczął bez powitania.
— Na razie niczego nie zrobiłam.
— Ale możesz?
— Mogę.
Zamilkł.
— Anka, przecież rozumiesz, że teraz nie są mi potrzebne dodatkowe problemy.
— A mnie obcy ludzie w sypialni byli bardzo potrzebni?
— Przeprosiłbym, gdybyś rozmawiała normalnie.
