— Kosztowało mnie to wszystko, co miałam — roześmiała się, pokazując pusty portfel. — Chińskie zabiegi, akupunktura, masaże. Ale było warto, co do grosza.
Nie umiała już przestać. Tylko że zyski malały, pieniądze przeciekały przez palce, a wtedy Piotr dostał zawału. Wrócił ze szpitala kruchy, przygaszony, jakby postarzał się w jedną noc.
— Chryste, tak właśnie miałabym wyglądać? — mruknęła Marta, zerkając na niego, a potem w lustro.
— Posiedź trochę przy mnie — prosił.
— Nie mam czasu. Pieniądze same się nie zarobią.
Wtedy uderzył Kamil. — Podpisz tutaj — powiedział jej pewnego dnia, podsuwając dokumenty dotyczące firmy. Marta złożyła podpisy bez czytania, pewna, że wszystko ma pod kontrolą.

Notariusz tylko westchnął, kiedy później szukała ratunku. — Pani Nowak, dokumenty są nie do podważenia. Pani podpis znajduje się na każdej stronie.
Pokonana wróciła do domu. Piotr siedział blady, z rękami opartymi na kolanach. — Nic nam nie zostało — wyszeptał.
— Zostaje mieszkanie — odpowiedziała po chwili. — Sprzedamy je. Kupimy coś tańszego.
— I co dalej?
— Dostaniesz komputer. Będziesz sobie żył wirtualnie — zaśmiała się ostro, choć w tym śmiechu nie było już dawnej pewności, tylko rozpacz przykryta drwiną.
Marta była przekonana, że jeszcze się podniesie. Jak feniks. Jak zawsze. Nie umiała tylko zrozumieć, że czasem człowiek wraca nie po nowe życie, lecz dokładnie tam, skąd próbował uciec.
Przestroga: uroda przemija, a pycha potrafi oślepić bardziej niż największa miłość. Najstraszniejsze bankructwo nie dotyczy pieniędzy, lecz duszy.