„Szukam szczupłej, z własnym mieszkaniem i gotowej się mną opiekować”: odpisałam na profil sześćdziesięcioletniego „księcia” i postanowiłam sprawdzić, ile naprawdę jest wart

Oczy pana Andrzeja zaczęły robić się coraz większe.

— U mnie teraz w domu jest po prostu koszmar — powiedziałam, prawie pociągając nosem. — Ciągły hałas, dzieci biegają, psy szczekają, miejsca brakuje. Jestem taka zmęczona! I kiedy zobaczyłam pana profil, od razu pomyślałam: to przeznaczenie. Przecież pan chce ciepła i opieki! Jestem gotowa gotować panu zupę, drugie danie, kompot, robić wieczorem masaż stóp, troszczyć się, dmuchać na pana jak na najdroższy skarb… Tylko, panie Andrzeju kochany, proszę mnie przyjąć do siebie na trochę! Chociaż na roczek, dopóki córka nie rozwiąże sprawy kredytu. Przecież znajdzie się u pana mały kącik dla pańskiej muzy? Ja naprawdę nie zajmę dużo miejsca!

Zapadła taka cisza, że słychać było nawet samochody z pobliskiej alei. Pan Andrzej stanął jak wryty. Jego twarz, jeszcze przed chwilą pełna pewnej siebie wyższości, nagle pokryła się czerwonymi plamami.

— Eee… — wykrztusił, ostrożnie cofając się o krok. — Zamieszkać? U mnie?

— Oczywiście! Przecież pan jest mężczyzną, oparciem, gospodarzem, żywicielem! A ja będę obok, cicha i oddana. Nawet swoje firanki przywiozę, żeby było panu przytulniej. I naleśniki każdego ranka…

— Wie pani co! — nagle wybuchnął „książę”. — Proszę mi tu głowy nie zawracać! W profilu jasno napisałem: z problemami mieszkaniowymi nie zgłaszać się! No pięknie, chciała się pani urządzić na cudzym metrażu! A ja myślałem, że pani jest porządną kobietą!

Odwrócił się tak gwałtownie, że prawie potknął się o własną nogę, i niemal biegiem ruszył w stronę wyjścia z parku. Nawet się nie pożegnał. Po prostu zniknął w tłumie, ratując swoje bezcenne metry kwadratowe przed straszną najeźdźczynią.

A ja stałam pośrodku alejki i śmiałam się tak głośno, że ludzie zaczęli się za mną oglądać.

Kiedy wróciłam do domu, pierwsze, co zrobiłam, to otworzyłam aplikację. Oczywiście pan Andrzej zdążył mnie już zablokować. Ale jego profil wcale nie zniknął. Nadal szukał szczupłej, bezproblemowej kobiety z mieszkaniem, która upiększy jego życie i zapewni mu spokojną, sycącą starość.

Śmieszne? Tak. Ale tylko w połowie. Bo pod tym śmiechem kryje się też smutek. Skąd u niektórych mężczyzn w tak szacownym wieku bierze się ta betonowa pewność własnej wyjątkowości?

Dlaczego oni naprawdę wierzą, że sam fakt ich istnienia wystarczy, by kobieta z mieszkaniem, normalnym wyglądem i poukładanym życiem z radością wzięła ich na pełną obsługę domową?

Może kiedyś, bardzo dawno temu, ktoś wmówił im, że są darem od losu — i oni już nigdy nie potrafili przestać w to wierzyć?