Pożegnałam się z teściową i byłam pewna, że rozmowa się skończyła — ale telefon został włączony, a to, co usłyszałam potem, zburzyło całe moje małżeństwo

Marta odstawiła filiżankę z rumiankową herbatą na szklany stolik i ciężko opadła plecami na fotel.

Po każdej rozmowie z teściową zostawał w niej jakiś lepki, nieprzyjemny ślad, chociaż pani Teresa zawsze mówiła łagodnie, niemal pokornie. Nawet teraz, gdy po raz kolejny prosiła o pieniądze, przepraszała prawie po każdym zdaniu, jakby sama ledwo znosiła własną prośbę.

— Martusiu, wybacz starej kobiecie — zawodziła z poczuciem winy. — Wiem, że zbyt często zawracam ci głowę. Ale lekarze powiedzieli, że tych zabiegów nie można przerwać. A z mojej emerytury, sama rozumiesz…

Marta skinęła głową ze współczuciem, choć rozmówczyni i tak nie mogła tego zobaczyć.

Trzy miesiące wcześniej pani Teresa opowiedziała jej przez łzy o diagnozie: początki zwyrodnienia stawów i konieczność drogich zabiegów, które miały uchronić ją przed kalectwem. Marta, rzecz jasna, nie umiała odmówić. Pięć tysięcy złotych miesięcznie nie było dla jej firmy kwotą, która mogła zachwiać budżetem, a zdrowie bliskiej osoby wydawało się czymś nieporównywalnie ważniejszym niż pieniądze.

— Pani Tereso, proszę się nie denerwować — odpowiedziała ciepło. — Jutro zrobię przelew na potrzebną kwotę. I proszę już przestać mnie przepraszać. Przecież jesteśmy teraz rodziną.

— Ach, Martusiu, ty jesteś prawdziwym skarbem! Jakie szczęście miał nasz Paweł, że trafił na taką żonę. Boże, czym ja sobie zasłużyłam na takie dobro?

Marta wysłuchała kolejnej porcji wdzięczności, pożegnała się i nacisnęła ikonę zakończenia połączenia. Na długie, puste rozmowy naprawdę nie miała już ani czasu, ani sił.

Jej marka odzieży damskiej „Marta Atelier” wymagała nieustannej obecności. Nazajutrz miała odbyć się prezentacja nowej kolekcji, a dzień później — ważne spotkanie z potencjalnym inwestorem. W wieku dwudziestu ośmiu lat Marta kierowała zespołem trzydziestu osób. Niewielki start-up, który kiedyś pomógł jej uruchomić ojciec, przez lata ciężkiej pracy zmienił się w rozpoznawalną i poważnie traktowaną markę.

Już sięgała po tablet, żeby jeszcze raz przejrzeć ostatnie szkice, kiedy nagle usłyszała znajome głosy. Najpierw pomyślała, że w sąsiednim pokoju gra telewizor, bo Paweł miał zwyczaj włączać różne programy publicystyczne tylko po to, by coś brzęczało w tle. Ale jeden z głosów łudząco przypominał głos jej teściowej.

— Piotrusiu, znowu mi się udało! Jutro twoja żona znów posmaruje mi rączkę! — zaśmiała się radośnie pani Teresa.

Marta znieruchomiała.

To rzeczywiście była teściowa. Ale skąd dochodził jej głos? Spojrzała na telefon i zobaczyła rozświetlony ekran z nadal aktywnym połączeniem. Najwyraźniej przy próbie zakończenia rozmowy przycisk nie zadziałał.

— Ile tym razem dostaniesz? — zapytał Paweł.

Serce Marty zaczęło bić wyraźnie szybciej. Mąż powinien być w biurze i pracować nad ważnym projektem odświeżenia strony internetowej. Dlaczego więc w środku dnia siedział u matki?

— Pięć tysięcy, jak zawsze. To aż wzruszające, jak szczerze ona martwi się o moje zdrowie!

Znowu rozległ się śmiech. Razem z teściową śmiał się Paweł.

— Mamo, jesteś genialna! A ta wymyślona choroba stawów to był po prostu majstersztyk!

Marta ostrożnie podniosła telefon. Palce drżały jej tak lekko, że ledwie mogła to zauważyć.

Co znaczy „wymyślona”? Przecież na własne oczy widziała zaświadczenia z przychodni i zalecenia, które pani Teresa tak przejęta jej pokazywała.

— Jaka tam genialna! — prychnęła teściowa. — Po prostu twoja żona jest nieprawdopodobnie naiwna. Głupiutka, ale za to bardzo hojna, a to cenna cecha. Korzystaj, synku, póki możesz. Tylko nie przegap właściwego momentu.

— Nie przegapię. Chcę nowy samochód z salonu. I nie żadnego taniego auta z dalekiego importu, tylko porządną europejską markę. Najlepiej mercedesa. Takiego za co najmniej pół miliona.

— No proszę! Apetyt ci rośnie.

— A co, całe życie mam jeździć tą starą skodą? Przecież nie po to ożeniłem się z bogatą kobietą.

Ożeniłem się z bogatą kobietą. Korzystaj, póki możesz.

Marta kilka razy powoli nabrała powietrza. Umysł nie chciał przyjąć tego, co właśnie słyszała.

To mówił jej Paweł. Ten sam lekki, czarujący mężczyzna z cudownym poczuciem humoru, który potrafił oczarować ją w zaledwie kilka tygodni. Paweł, którego poznała we własnym biurze i w którym zakochała się jak nastolatka. Paweł, który pół roku wcześniej, ze łzami w oczach, poprosił ją o rękę i opowiadał o wielkiej miłości, wspólnych planach i przyszłości.

— Tylko ostrożnie, żeby niczego nie podejrzewała — niemal szeptem ostrzegła pani Teresa. — Marta jest ufna, ale nie całkiem głupia, skoro potrafiła rozkręcić taki biznes.

— Mamo, nie gadaj bzdur. Teraz jest tak zakochana, że gdybym dobrze poprosił, zdjęłaby mi gwiazdkę z nieba. Trzeba jej to tylko odpowiednio podać. Powiem, że drogi samochód jest konieczny do pracy, do wizerunku i spotkań z klientami.

— Mądry chłopak! Tak się bałam, że wybierzesz jakąś pustą ślicznotkę. A ty nawet zakochać się potrafiłeś z głową.