Potajemnie poddał się operacji, żeby nigdy nie zostać ojcem, lecz trzy lata później jego żona urodziła chłopca. Wynik badania DNA niemal zniszczył im życie

Anna czuła, że się oddala. Pytała, czy jest zmęczony, czy coś się stało, czy może potrzebuje odpoczynku. Odpowiadał krótko, zimno, połykając własną truciznę.

Niedziela przyniosła kolejną próbę: grill u jego teściowej, pani Haliny, na południu Warszawy. Cała liczna rodzina zebrała się w ogrodzie, wokół rusztu, świętując narodziny chłopca piwem, kiełbasą i muzyką. W powietrzu było gwarno i radośnie, ale Paweł czuł się tak, jakby szedł na egzekucję.

Pani Halina, dumna i wzruszona, trzymała wnuka na rękach. W pewnym momencie powiedziała zdanie, po którym Paweł skamieniał:

— Ach, jaki on śliczny. Taki jasny, prawda? I te blond włoski… Po kim on to ma, Aniu? Przecież ty i Paweł jesteście raczej ciemni. No ale nic, dzieci potrafią zaskoczyć.

Cisza przy stole trwała zaledwie dwie sekundy, zanim wujkowie zaczęli żartować o listonoszu. Dla Pawła te dwie sekundy rozciągnęły się jednak w wieczność publicznego upokorzenia.

Anna uśmiechnęła się nieco nerwowo i odpowiedziała:

— Mamo, pewnie po dziadkach od strony taty. Sama wiesz, że genetyka czasem płata figle.

Ten ton, który Paweł odebrał jako bezczelnie spokojny, stał się iskrą przyłożoną do prochu.

Poczuł, jak gniew pali go od środka. Chciał przewrócić stół, rozbić butelki, krzyknąć wszystkim tym uśmiechniętym ludziom, że w tym dziecku nie ma ani jednej kropli jego krwi. Zacisnął jednak zęby i jednym haustem przełknął ból, który rósł w nim jak ogień.

Udawanie ślepego stawało się nie do zniesienia.

Bomba musiała w końcu wybuchnąć.

We wtorkowy wieczór mieszkanie przykryła martwa cisza. Anna siedziała na kanapie i składała czyste dziecięce ubranka z takim spokojem, że Pawłowi skręcił się żołądek. Wyglądała na troskliwą, oddaną, ciepłą żonę i matkę — w jego oczach niemal idealne wcielenie obłudy.

— Anna — odezwał się z przedpokoju.

Jego głos był tak ostry i głuchy, że drgnęła.

— Musimy porozmawiać. Nie wytrzymam już ani minuty tego przedstawienia.

Jej dłonie znieruchomiały. Odłożyła body na stolik i spojrzała na niego. Od razu zobaczyła w jego oczach wściekłość, której nie umiał już ukryć.

— Co się stało, kochanie? — zapytała cicho. — Przerażasz mnie. Jesteś blady jak ściana.

Paweł zrobił dwa kroki w jej stronę. Pięści miał zaciśnięte tak mocno, że pobielały mu kostki.

— Trzy lata temu zrobiłem wazektomię.

Mała sukieneczka, którą Anna trzymała w dłoniach, powoli osunęła się na podłogę. Kolor odpłynął z jej twarzy w jednej sekundzie. Oczy rozszerzyły się w absolutnym szoku.

— Co… co ty właśnie powiedziałeś? — wyszeptała, jakby wypowiedział słowa w obcym języku.

— Słyszałaś! — krzyknął Paweł, czując, że tama, którą stawiał przez tyle dni, właśnie pęka. — Nie mogłem dłużej patrzeć, jak rozpadasz się po trzech poronieniach. Poszedłem do kliniki, zapłaciłem gotówką i zrobiłem zabieg. Nigdy ci nie powiedziałem, bo nie chciałem zabić tej resztki nadziei, którą jeszcze miałaś. Ale to znaczy, Anno, że to przeklęte dziecko… nie może być moje.

Anna zerwała się z kanapy. Trzęsła się cała, tak mocno, że ledwo utrzymała się na nogach.

— Paweł… to niemożliwe… Nie, to jakiś koszmar, to nie może być prawda…

— Zrobiłem dziecku test DNA — przerwał jej brutalnie, wyciągając telefon z kieszeni i rzucając go na kanapę. — Kilka tygodni temu zabrałem jego smoczek i wysłałem do prywatnego laboratorium. Zero przecinek zero zero procent, Anno. Zero! Spójrz mi w oczy i powiedz, co ty mi zrobiłaś. Powiedz, z kim spałaś!

Wyglądało, jakby ktoś jednym ciosem wybił Annie całe powietrze z płuc. Z jej gardła wyrwał się krzyk tak bolesny, że przeszył mieszkanie na wskroś. Łzy natychmiast popłynęły po jej policzkach.

Ale to nie była reakcja kobiety przyłapanej na romansie.

To był ból człowieka, któremu serce przebiła osoba kochana najbardziej na świecie.

— Nigdy cię nie zdradziłam, ty draniu! — krzyknęła z całych sił, uderzając dłonią we własną pierś. — Przysięgam na życie mojego syna i na pamięć mojego ojca! Oszalałeś, jeśli naprawdę wierzysz, że mogłabym zrobić ci coś takiego!

— To wytłumacz mi, jakim cudem fizycznie urodziłaś dziecko, skoro od trzech cholernych lat nie miałem plemników! — wrzasnął Paweł i osunął się na kolana, całkowicie zdruzgotany własnym bólem.

Anna zakryła twarz dłońmi i płakała tak mocno, że prawie nie mogła oddychać. Po chwili jednak nabrała powietrza, uklękła naprzeciwko niego i zmusiła go, by na nią spojrzał.

— Pamiętasz klinikę leczenia niepłodności w Wilanowie? — zapytała przez łzy. — Naszą ostatnią próbę in vitro. Tę, na którą wydaliśmy wszystkie oszczędności cztery lata temu?

Oczywiście, że pamiętał. To był jeden z najciemniejszych okresów ich życia.

— Wróciłam tam, Pawle — wyznała, a głos pękł jej w połowie zdania. — Nie powiedziałam ci, bo nie chciałam znów dawać ci fałszywej nadziei. Nie chciałam wciągać nas z powrotem w tę ciemność, jeśli wszystko znów się nie uda. Poszłam tylko zapytać, czy istnieje jeszcze jakakolwiek szansa. I dyrektor kliniki powiedział mi, że mają ostatnią ampułkę z twoją zamrożoną próbką sprzed czterech lat.