Po nocy spędzonej z kochanką wrócił do domu z uśmiechem — nie wiedział, że jego ciężarna żona właśnie szykowała się, by wejść na pokład prywatnego samolotu i odebrać mu wszystko, co zbudował na kłamstwie

Alicja usiadła na krześle stojącym na tarasie.

— A dziecko?

— Jego interesy również zostały zabezpieczone. Sąd wydał tymczasowe postanowienie na czas rozwodu. Tomasz może próbować walczyć, ale wobec nieprawidłowości finansowych, porzucenia ciężarnej żony i pozostałych dowodów jego pozycja jest bardzo słaba.

Alicja wypuściła powietrze.

Od miesięcy oddychała jak ktoś ukrywający się przed burzą.

Po raz pierwszy od dawna mogła nabrać pełny oddech.

— Alicjo — odezwała się łagodniej Marta — muszę przekazać jeszcze jedną rzecz.

— Jaką?

— Tomasz poinformował przez adwokata, że chciałby z panią porozmawiać.

Alicja spojrzała na morze.

Kiedyś te słowa byłyby dla niej wszystkim.

Tomasz chce rozmawiać.

Tomasz jej potrzebuje.

Tomasz pragnie ją odzyskać.

Teraz brzmiały jak odległa burza, która nie mogła już dosięgnąć brzegu.

— Nie — odpowiedziała.

— Jest pani pewna?

— Całkowicie.

Po zakończeniu rozmowy przez dłuższą chwilę trzymała telefon na kolanach.

Dziecko lekko kopnęło.

Alicja uśmiechnęła się i położyła dłoń na brzuchu.

— Teraz chciałby rozmawiać — szepnęła. — Dziwne, prawda?

Dziecko poruszyło się ponownie.

Zaśmiała się cicho.

— Masz rację. Wcale nie dziwne.

Zamilkła na moment.

— Po prostu za późno.

Mijały kolejne tygodnie.

Upadek Tomasza przestał być sensacją dnia i zamienił się w długi, żmudny proces.

Kontrole.

Przesłuchania.

Zablokowane rachunki.

Byli pracownicy decydujący się mówić.

Darczyńcy żądający wyjaśnień.

Natalia wystąpiła w jednym telewizyjnym wywiadzie. Ze łzami w oczach przekonywała, że także została oszukana. Opinia publiczna nie okazała jej jednak zbyt wiele współczucia. Zdjęcie, na którym błagała żonatego mężczyznę, podczas gdy jego ciężarna żona z godnością odchodziła, mówiło więcej niż wszystkie przygotowane wcześniej odpowiedzi.

Tomasz raz wysłał Alicji bukiet białych róż.

Takich samych, jakie przynosił po zapomnianych rocznicach i złamanych obietnicach.

Alicja przekazała kwiaty oddziałowi położniczemu pobliskiego szpitala.

Później napisał długi list.

Marta odesłała go nieotwartego.

Następnie próbował skontaktować się z nią przez wspólnego znajomego.

Alicja przerwała również tę drogę.

Nie z zemsty.

Nie z nienawiści.

Robiła to, ponieważ wreszcie odzyskała spokój.

Miesiąc przed wyznaczonym terminem porodu wróciła do Warszawy na rozprawę.

Miała na sobie elegancką kremową sukienkę ciążową i długi płaszcz w kolorze wielbłądziej wełny. Włosy upięła, a jej twarz była spokojna.

Przed gmachem sądu błyskały aparaty.

Tym razem nie opuściła głowy.

Nie próbowała się ukryć.

Tomasz czekał w środku.

Wyglądał starzej.

Nie był zniszczony w sposób, jaki chętnie opisywały tabloidy.

Był pusty.

Garnitur wciąż leżał idealnie.

Buty nadal lśniły.

Ale pewność siebie, którą dawniej nosił jak zbroję, zniknęła.

Gdy Alicja weszła, powoli wstał.

Zaskoczyło ją to, co poczuła.

A właściwie to, czego nie czuła.

Nie pojawiła się złość.

Nie wrócił ból.

Nie obudziła się tęsknota.

Poczuła jedynie cichy smutek za kobietą, którą kiedyś była.

— Alicjo — powiedział niemal szeptem.

Jej prawnik ruszył do przodu, ale zatrzymała go delikatnym gestem.

— W porządku.

Tomasz przełknął ślinę.

— Dobrze wyglądasz.

— Czuję się dobrze.

Jego wzrok przesunął się ku jej brzuchowi.

Przez twarz przemknął mu grymas bólu.

— Jak dziecko?

— Jest zdrowe.

— Cieszę się.

Alicja przyglądała mu się przez kilka sekund.

— Naprawdę?

To proste pytanie uderzyło w niego mocniej niż oskarżenie.

— Tak.

Skinęła głową.

Tomasz podszedł odrobinę bliżej i ściszył głos.

— Wiem, że nie zasługuję na twoje przebaczenie.

— Nie — odparła. — Nie zasługujesz.

Drgnął.

— Zniszczyłem wszystko.

Alicja powoli pokręciła głową.

— Nie zniszczyłeś naszego małżeństwa, Tomaszu. Odsłoniłeś jedynie pęknięcia, które istniały w nim od dawna.

Opuścił wzrok.

— Byłem samolubny.

— Byłeś okrutny — poprawiła spokojnie.

W jego oczach pojawiła się wilgoć.

— Przepraszam.

Wreszcie wypowiedział słowa, za którymi kiedyś tęskniła tak bardzo, że spędziła bez snu niezliczone noce.

Teraz nadeszły zbyt późno.

Były pełne żalu, lecz nie zawierały już niczego, czego potrzebowała.

Alicja wzięła powolny oddech.

— Wierzę, że naprawdę żałujesz — powiedziała. — Ale nie potrzebuję już tych przeprosin.

Twarz Tomasza zapadła się pod ciężarem własnych słów.

— Kochałem cię — wyszeptał.

Głos Alicji złagodniał.

— Być może. Ale nie w sposób, który potrafiłby mnie chronić.

Drzwi sali rozpraw otworzyły się.

Marta zawołała Alicję.

Odwróciła się.

Tomasz odezwał się ponownie:

— Czy nasze dziecko w ogóle pozna swojego ojca?

Alicja zatrzymała się.

Po raz pierwszy od wielu tygodni poczuła gniew.

Nie gwałtowny.

Nie niszczący.

Spokojny i całkowicie przejrzysty.

— To będzie zależało od człowieka, którym staniesz się po utracie wszystkiego — odpowiedziała. — Nie od roli, jaką odegrasz przed sędzią.

Następnie bez wahania weszła na salę.

Postępowanie rozwodowe trwało kilka miesięcy.

Dochodzenie znacznie dłużej.

Tomasz ostatecznie przyznał się do nieprawidłowości finansowych związanych z fikcyjnymi kosztami fundacji.

Ponieważ współpracował ze śledczymi, uniknął najsurowszej kary.