Nie miał odwagi od razu z nią porozmawiać.
Przez pięć niekończących się dni Jakub był duchem we własnym mieszkaniu. Wstawał o piątej rano i wychodził do pracy, a wracał po dziesiątej wieczorem, chwytając się każdego służbowego pretekstu, byle nie musieć spojrzeć jej w oczy.
Ewa czuła ten dystans. Pytała, czy jest przemęczony, czy coś się stało, czy może potrzebuje odpoczynku. On odpowiadał krótkimi zdaniami, prawie bezbarwnie, przełykając własną truciznę.
Niedziela przyniosła kolejną próbę: grill u jego teściowej, pani Krystyny, na Ursynowie. Cała duża rodzina zebrała się wokół rozgrzanego rusztu, świętując narodziny chłopca piwem, kiełbasą i muzyką lecącą z małego głośnika. Wszyscy byli roześmiani, wzruszeni i podekscytowani, ale Jakub czuł się tak, jakby prowadzono go na egzekucję.
Pani Krystyna, dumna i rozpromieniona, kołysała wnuka na rękach, gdy nagle wypowiedziała zdanie, po którym Jakubowi zesztywniało całe ciało:
„Och, mój śliczny maluszek. Ale jasny, prawda? I te jasne włoski… Po kim ty to masz, kochanie? Ewa, przecież ty i Jakub jesteście raczej ciemni. No, ale nic, najważniejsze, że zdrowy”.
Cisza przy stole na tarasie trwała zaledwie dwie sekundy, zanim wujkowie zaczęli żartować o mleczarzu. Dla Jakuba te dwie sekundy rozciągnęły się jednak w całą wieczność publicznego upokorzenia.
Ewa uśmiechnęła się lekko nerwowo i odpowiedziała:
„Mamo, pewnie po dziadkach od strony taty. Sama wiesz, genetyka potrafi zaskakiwać”.
Ta odpowiedź, która Jakubowi wydała się cyniczna i wyćwiczona, była iskrą przyłożoną do beczki prochu.
Poczuł, jak gniew zaczyna palić go od środka. Chciał przewrócić grill, rozbić butelki i wykrzyczeć tym wszystkim uśmiechniętym krewnym, że w tym dziecku nie ma ani jednej kropli jego krwi. Zamiast tego zacisnął zęby i jednym haustem przełknął ból razem z gorzkim łykiem piwa.
Udawanie, że jest ślepy, stawało się nie do zniesienia.
Bomba musiała wreszcie wybuchnąć.
We wtorek wieczorem mieszkanie otuliła martwa cisza. Ewa siedziała na kanapie i składała świeżo wyprane ubranka niemowlęce z takim spokojem, że Jakubowi ścisnął się żołądek. Wyglądała na troskliwą, oddaną domowi, całkowicie zanurzoną w macierzyństwie — dla niego była w tej chwili doskonałym obrazem hipokryzji.
„Ewa” — odezwał się z korytarza.
Jego głos zabrzmiał tak ostro i głucho, że od razu drgnęła.
„Musimy porozmawiać. Nie wytrzymam już ani minuty tego przedstawienia”.
Ręce Ewy zastygły nad małym bawełnianym pajacykiem. Odłożyła ubranko na stolik i spojrzała mu w oczy, natychmiast dostrzegając w nich gniew, którego wcześniej nigdy u niego nie widziała.
„Co się stało, kochanie? Przerażasz mnie. Jesteś blady jak ściana”.
Jakub zrobił dwa kroki naprzód. Pięści zacisnął tak mocno, że zbielały mu knykcie.
„Trzy lata temu zrobiłem wazektomię”.
Maleńka sukienka, którą Ewa trzymała jeszcze w dłoni, powoli zsunęła się na podłogę. Kolor odpłynął z jej twarzy w jednej sekundzie. Oczy rozszerzyły się z absolutnego szoku.
„Co… co ty właśnie powiedziałeś?” — wyszeptała, jakby usłyszała słowa w obcym języku.
„Dobrze słyszałaś!” — krzyknął Jakub, czując w końcu, jak pęka tama, którą przez tyle dni trzymał resztkami sił. „Nie mogłem już patrzeć, jak rozpadasz się po trzech poronieniach. Poszedłem do kliniki, zapłaciłem gotówką i zrobiłem zabieg. Nigdy ci o tym nie powiedziałem, bo nie chciałem zabić tej ostatniej odrobiny nadziei, która jeszcze w tobie została. Ale to znaczy, Ewa, że to przeklęte dziecko… nie może być moje”.
Ewa poderwała się z kanapy. Całe jej ciało trzęsło się tak mocno, że ledwie utrzymywała równowagę.
„Jakub… to niemożliwe… nie, to musi być jakiś koszmar, to nie może być prawda…”
„Zrobiłem dziecku test DNA” — przerwał jej brutalnie, wyciągając telefon z kieszeni i rzucając go na kanapę. „Kilka tygodni temu zabrałem jego smoczek i wysłałem go do prywatnego laboratorium. 0,00%, Ewa. Zero procent prawdopodobieństwa! Spójrz mi w oczy i powiedz, co ty mi zrobiłaś. Powiedz, z kim spałaś!”
Wyglądało, jakby ktoś jednym uderzeniem wybił Ewie całe powietrze z płuc. Z jej gardła wydobył się rozdzierający krzyk, a łzy popłynęły po policzkach tak gwałtownie, jakby przez lata tylko czekały na ten moment.
Ale to nie była reakcja kobiety przyłapanej na romansie.
To był ból człowieka, któremu serce właśnie przebiła osoba kochana najbardziej na świecie.
„Nigdy cię nie zdradziłam, ty draniu!” — krzyknęła z całej siły, uderzając dłonią we własną pierś. „Przysięgam na życie mojego syna i na pamięć mojego ojca! Musiałeś oszaleć, jeśli naprawdę myślisz, że mogłabym zrobić ci coś takiego!”
„To wyjaśnij mi, jakim cudem fizycznie możliwe jest to, że urodziłaś dziecko, skoro od trzech cholernych lat nie mogłem mieć nasienia!” — wrzasnął Jakub i opadł na kolana, kompletnie zdruzgotany własnym bólem.
Ewa zakryła twarz dłońmi i rozpłakała się tak mocno, że przez chwilę nie była w stanie stać. Potem jednak wzięła głęboki oddech, uklękła przed nim i zmusiła go, żeby na nią spojrzał.