Nikt cię nie złamie: broń siebie, zanim będzie za późno i zanim ktoś odbierze ci resztki siły, godności i prawa do własnego życia

– Gdzie byłaś? – warknął Igor, gdy tylko Oksana weszła do mieszkania.

– W pracy.

– Dzisiaj jest sobota!

– W soboty też pracuję.

– Pracujesz, a pieniędzy jak nie było, tak nie ma.

– Lepiej się zamknij – syknął mąż, błyskając oczami i zbliżając się do niej w groźny sposób. – Marsz do sklepu. W domu nie ma czego jeść.

– Igor, zostało nam tylko osiemset hrywien, a do wypłaty jeszcze cały tydzień. Może sam byś coś dorobił albo kogoś podwiózł samochodem?

– A ja co, taksówkarz? Ciesz się, że mieszkasz w moim mieszkaniu! – rzucił z pogardą, trzaskając drzwiami. – Już, idź!

Oksanie natychmiast zaszkliły się oczy. Tak strasznie bolało ją to upokorzenie. Czy to naprawdę była jej wina, że wszystko tak się potoczyło? Byli razem już pięć lat i na początku wydawało się, że ich życie układa się dobrze. Obie rodziny pomogły im kupić dwupokojowe mieszkanie w centrum Dniepra, później dołożyły się do samochodu – nie był zagraniczny, ale wtedy i tak byli szczęśliwi. Wszystko zapisano na Igora, bo przecież „mąż jest głową rodziny”. Rodzice Oksany mieszkali pod Charkowem, ale swoją część także dali.

Ojciec Igora prowadził niewielki biznes i dochodów wystarczało, by normalnie żyć. Tylko że Igor uznał, że zasługuje na znacznie więcej, a przez własną pychę wszystko stracił i jeszcze poróżnił się z ojcem. Od ponad roku nie pracował, siedział bezczynnie i czekał, aż los sam się odmieni.

Najpierw zaczął wrzeszczeć na Oksanę, potem posunął się dalej i zaczął ją bić. Dziewczyna harowała sześć dni w tygodniu, a pieniędzy i tak nigdy nie starczało. Czasami coraz poważniej myślała o powrocie do rodziców na wieś, ale tam mieszkały jeszcze jej dwie młodsze siostry. Nie chciała stać się ciężarem także dla nich.

Oksanka otarła łzy jeszcze przy wejściu do klatki i postanowiła, że nie pójdzie do najbliższego sklepu, tylko do tego dalej – tam przynajmniej było taniej, a poza tym nie miała najmniejszej ochoty wracać szybko do domu.

Na parking przy „Silpo” wjechał biały terenowy samochód. Z auta wysiadł mężczyzna, wyraźnie utykając. Oksana spojrzała na niego odruchowo – i zamarła.

– Oksana! – zawołał radośnie.

Odwróciła się gwałtownie.

– Sierioża!

To był jej dawny kolega z klasy. Siergiej od dziecka był osobą z niepełnosprawnością – miał problemy z nogami i rękami. Chodzili razem do jednej klasy od pierwszej aż do jedenastej. Chłopcy często z niego szydzili, ale on nigdy się nie załamywał, za to uczył się najlepiej w całej szkole. Po każdej operacji chodził trochę sprawniej. Do pierwszej klasy matka niemal wnosiła go na rękach, a szkolny medal odebrał już sam, choć wciąż lekko kulejąc.

I teraz wysiadł z drogiego samochodu i z taką samą serdecznością podszedł do dawnej koleżanki.

– Oksana, to naprawdę ty?! – jego głos brzmiał pewnie, a nawet wesoło. – Gdzie ty zniknęłaś? Przecież parę lat temu chcieliśmy się spotkać, Łarysa mówiła, ale nie przyszłaś.

– Tak jakoś wyszło… – odparła z zakłopotaniem.

– Na zakupy? – zapytał, chcąc zmienić temat.

– Tak.

– To świetnie, chodźmy razem.

Ruszył obok niej, ale nie w stronę sklepu, do którego planowała wejść Oksana – ten był dla niej zwyczajnie za drogi. Sierioża od razu zorientował się, o co chodzi, i uważnie przyjrzał się koleżance.

– Oksana… – zaczął cicho.

– Sierioża, wybacz… Ja tam nie wejdę. Nie mam pieniędzy – wyszeptała prawie niesłyszalnie.

Wysunęła rękę z jego dłoni i poszła do sąsiedniego „ATB”.

Długo wybierała najtańsze produkty, licząc każdą hrywnę. Kiedy w końcu kupiła kilka najprostszych rzeczy i wyszła na zewnątrz, zobaczyła, że Sierioża wciąż stoi przy samochodzie.

Podszedł do niej zdecydowanym krokiem, otworzył drzwi i powiedział krótko:

– Wsiadaj.

Oksana bez słowa zajęła miejsce. Sierioża usiadł obok niej i spojrzał uważnie.

– Mów, co się dzieje.

Poczuła nagle, że może mu zaufać. I wtedy, łkając, opowiedziała mu wszystko.

– Zostaw go. Po prostu odejdź od niego.

– Sierioża, ale dokąd ja pójdę? Wszystko jest zapisane na niego.

– Oksan, jestem jednym z najlepszych prawników w Charkowie. To, że wszystko jest na jego nazwisko, niczego nie zmienia. Połowa i tak należy do ciebie! – wyciągnął telefon. – Podaj numer.

Podała. Od razu zadzwonił, a w jej telefonie rozległa się melodia.

– Dziś jest sobota. W poniedziałek złożysz pozew o rozwód. Potem powiem ci dokładnie, co i jak napisać. Chodź, odwiozę cię.

– Mieszkam przy ulicy Bohaterów Pracy, naprzeciwko poczty.

– A ja właśnie wprowadziłem się do tego nowego bloku – wskazał nowoczesny wieżowiec.

Podjechali pod jej dom. Sierioża wysiadł, otworzył jej drzwi i powiedział stanowczo:

– Oksana, musisz się zdecydować. Zadzwonię do ciebie w poniedziałek. A jeśli przez weekend cokolwiek się wydarzy, od razu do mnie dzwoń.

– Sierioża, ja się go boję…

– Nie bój się – uśmiechnął się do niej z otuchą.

Ledwo przekroczyła próg, mąż od razu na nią naskoczył.

– Z kim się woziłaś samochodem?

– Mąż siedzi głodny w domu, a ona sobie jeździ!..

Potem poleciały obrzydliwe wyzwiska i cios.

Oksana wypuściła z rąk torbę, zgięta z bólu wybiegła z mieszkania i już na ulicy niespodziewanie zobaczyła Sieriożę.

– Wsiadaj – powiedział tylko.

Ocknęła się dopiero w tamtym trzypokojowym mieszkaniu u Siergieja.

– Sierioża… dokąd ty mnie przywiozłeś?

– Do mnie. To moje mieszkanie. Tutaj nikt cię nie skrzywdzi, mieszkam sam.

W tej chwili zadzwonił telefon. Dzwonił mąż. Jego głos był pełen wściekłości.

– Gdzie ty się szlajasz?!

Posypały się przekleństwa. Sierioża wyjął jej z ręki telefon i przyłożył do ucha.

– Oksana składa pozew o rozwód. Mieszkanie zostaje przy niej.

– A ty niby kto jesteś?!

– Jak będzie pan dalej się awanturował, dopilnuję, żeby parę lat spędził pan za kratami.

– Ty… ty w ogóle kto?..

– Powiedziałem wszystko.

Rozłączył się i oddał telefon dziewczynie.

– Spokojnie, Oksan. Idź się ogarnąć, a potem coś zjemy.

Kiedy była w łazience, Sieriożka nastawił herbatę i z kimś porozmawiał przez telefon.

Po szybkim herbacie – bo żadne z nich nie miało apetytu – Siergiej spojrzał na nią stanowczo.

– Jedziemy załatwić sprawę z twoim mężem.

– Nie… boję się – w jej oczach natychmiast pojawił się lęk.

– Oksan – znów uśmiechnął się tym swoim spokojnym, dobrym uśmiechem. – Wszystko będzie tak, jak ty zdecydujesz.

Pod klatką czekała na nich policyjna „Niwa”. Z samochodu wyskoczył młody porucznik.

– Siergieju Anatoljewiczu, jestem do dyspozycji.

Uścisnęli sobie dłonie, Oksanę posadzono w aucie.

Po kilku minutach zadzwonili do drzwi jej mieszkania.

– Kogo tam niesie? – rozległ się zły głos i drzwi się otworzyły.

– Igor Kijaszko? – zapytał policjant surowo.

– Tak.

– Muszę zadać panu kilka pytań.

Igor rzucił żonie wrogie spojrzenie.

– Proszę wejść – wycedził przez zęby.

W pokoju porucznik zaczął spisywać protokół.

– Oksan, zbieraj rzeczy i dokumenty.

Siergiej mówił miękko, ale z taką pewnością, że dodało jej to odwagi. Bił od niego spokój i siła – czegoś takiego nie czuła przy nikim od bardzo dawna.

Dokumenty Oksana bez wahania podała Siergiejowi. Samym spojrzeniem dał jej do zrozumienia, że od tej chwili nie pozwoli już nikomu zrobić jej krzywdy. Spakowała wszystko, co było potrzebne, działając jak automat. Nie do końca wiedziała, co będzie dalej, ale była pewna jednego: gorzej już nie będzie. I nagle, gdzieś głęboko w piersi, pojawiło się lekkie, ledwie wyczuwalne poczucie szczęścia.

– Skończyłem – zameldował porucznik.

– Dziękuję. Teraz chcę z nim porozmawiać sam na sam.

Policjant wyszedł, a Siergiej usiadł naprzeciwko Igora.

– Proszę posłuchać. W poniedziałek pana żona składa pozew o rozwód. Będzie potrzebny także pana wniosek. Dzieci nie macie, więc rozwód pójdzie szybko. Majątek podzielicie uczciwie.

– A jeśli nie zgodzę się na rozwód? I mieszkanie też jest moje!

– Wtedy Oksana pójdzie do sądu – zarówno o podział majątku, jak i o pobicia. Jestem szefem kolegium prawniczego w Charkowie, więc radzę nie mieć złudzeń: sąd stanie po jej stronie.

– Dzisiaj z nią porozmawiam i wszystko będzie tak, jak ja postanowię.

– Jest pan w błędzie. Sam na sam już z nią pan nie zostanie. Jeśli będzie trzeba, zaraz każę pana zatrzymać i do poniedziałku spędzi pan weekend w areszcie śledczym. Podoba się panu taka perspektywa?

– Dobrze… niech sobie idzie, gdzie chce.

– I bardzo dobrze. W poniedziałek po pana podjadę, pojedziemy razem do urzędu stanu cywilnego.

W tej chwili rozległa się melodia telefonu – dzwoniła mama.

– Cześć, mamusiu!

– Witaj, córeczko – w jej głosie pobrzmiewał niepokój. – Co się stało?

– Nic takiego.

– Słyszę po głosie, że się cieszysz, jakbyś naprawdę była szczęśliwa z tego rozwodu.

– Szczerze? Tak. Jestem szczęśliwa!

– Sama decyduj, jak chcesz żyć. A tutaj Olesia powiedziała, że zamierza wyjechać do miasta za swoim mężem. On ma jednopokojowe mieszkanie z rodzicami. My też obiecaliśmy pomóc im kupić coś swojego… A ona i tak chodzi posępna.

– Niech na razie zamieszka u mnie.

– A ty gdzie będziesz mieszkać, Oksana?

– Mamo, wychodzę za mąż – w jej głosie aż dźwięczało szczęście.

– Jeszcze się nie rozwiodłaś, a już…

– Naprawdę, to na zawsze. On ma na imię Siergiej. I ja go kocham.