Niepokojące odkrycie na zdjęciach przyjaciółki ujawnia zdradę po dwudziestu latach małżeństwa

– Skąd masz moje kolczyki? – wyszeptała Galia, wpatrując się w ekran telefonu.

– Galia, spójrz, jakie zdjęcia ze słonecznego wyjazdu przysłała nam Swietłana! – zawołał z kuchni Witalij, mieszając łyżeczką cukier w herbacie. – Opaliła się jak cyganka!

Galia wytrzepała ręce o fartuch i podeszła do męża, który z pasją przewijał galerię zdjęć, popijając gorącą herbatę.

– Pokaż mi – usiadła obok, poprawiając włosy. – Gdzie byliście, w Turcji?

– W Soczi, mówią. Zobacz, tu na plaży, tu w kawiarni – Witalij komentował każde zdjęcie. – A tu w górach na wycieczce!

Galia milcząco kiwała głową. Swietłana zawsze potrafiła się zaprezentować, od czasów szkoły była urodziwą, duszą towarzystwa. Po studiach ich drogi się rozeszły, aż przypadkiem spotkały się w przychodni, zaczęły rozmawiać i czasem do siebie dzwonić.

– O, świetne ujęcie! – Witalij zatrzymał się przy zdjęciu, na którym Swietłana siedziała w kawiarni, promiennie uśmiechając się do obiektywu.

Galia spojrzała na ekran i poczuła, jak serce jej staje. W uszach przyjaciółki lśniły znajome kolczyki – delikatne złote stokrotki z diamentowymi środkami. Te same, które Witalij podarował jej na dwudziestą rocznicę ślubu.

– Skąd ona ma moje kolczyki? – wyszeptała, nie odrywając wzroku od telefonu.

– Co? – Witalij uniósł oczy, nie rozumiejąc.

– Kolczyki. Stokrotki z diamentami. Pamiętasz, takie mi dawałeś? – głos Galii drżał.

Mąż przyjrzał się uważnie zdjęciu, zmarszczył brwi.

Witalij milczał, dopijając herbatę. Galia czuła, jak serce bije jej przyspieszonym rytmem.

– Witia, gdzie są moje kolczyki?

– Skąd mam wiedzieć? – mruknął, nie patrząc w jej stronę. – Sam o nie dbasz.

Galia podeszła do sypialni, do toaletki. Otworzyła szkatułkę, przeglądając wszystkie ozdoby. Kolczyków nie było. Przeszukała szuflady, podłogę, łazienkę. Nic.

– Witia! – zawołała.

– Co znowu? – odezwał się z niezadowoleniem.

– Kolczyków nie ma. W szkatułce ich nie ma.

– Może zgubiłaś gdzieś w poprzednim wyjeździe?

– Jakim wyjeździe? Rok temu byliśmy u twojej ciotki, nie brałam ich.

Witalij wyszedł do kuchni, włączył telewizor.

– Nie wiem, Galia. Może oddawałaś je do czyszczenia?

– Po co miałabym je czyścić? – powiedziała, stojąc w drzwiach, z założonymi rękami. – Wyglądają jak nowe. Witia, spójrz na mnie.

Mąż niechętnie oderwał wzrok od ekranu.

– No?

– Wiesz, gdzie są moje kolczyki?

– Nie – znów wpatrzył się w telewizor.

Galia wróciła do kuchni, usiadła przy stole. Myśli kłębiły się w głowie. Kolczyki zniknęły, a teraz są u Swietłany. Przypadek? Ale takich samych nigdzie nie da się znaleźć – Witalij wybierał je pół dnia w jubilerze.

Wzięła telefon, otworzyła rozmowę ze Swietłaną. Palce drżały, gdy pisała wiadomość:

„Swietłana, cześć! Zdjęcia fantastyczne! Skąd masz kolczyki? Stokrotki z diamentami są niesamowite!”

Odpowiedź przyszła szybko:

„Galia, dzięki! Prezent od dobrego człowieka. Marzyłam o takich!”

„A gdzie kupione? Może i ja bym takie chciała?”

„Nie wiem, dostałam je. Po co ci? Twój mąż skąpy jak Sknerus, sama narzekałaś!”

Galia odłożyła telefon. Serce biło tak głośno, że zdawało się słyszalne przez ściany.

– Galia, obiad kiedy? – zawołał Witalij.

– Podgrzej sobie pierogi – odpowiedziała bez odwracania się.

– Po co się denerwujesz przez jakieś kolczyki?

– Przez jakieś? – wyszeptała Galia. – To prezent na dwadzieścia lat razem.

– I co z tego? Zgubione? Kupię nowe.

– Nie o to chodzi, Witia.

Odwróciła się w stronę męża. On klikał pilotem, jakby nic się nie stało.

– A o co więc?

– Że są u Swietłany.

– No i co z tego? – wzruszył ramionami.

– Witalij, ty jej je dałeś?

Cisza. Na ekranie migotały kadry kolejnego serialu.

– Nie opowiadaj bzdur.

– To skąd ona je ma?

– Może kupiła takie same.

Galia podeszła bliżej.

– Spójrz mi w oczy i powiedz, że nie dałeś Swietłanie moich kolczyków.

Witalij podniósł wzrok, spotkał jej spojrzenie i natychmiast odwrócił oczy.

– Galia, daj spokój. Robisz z igły widły.

– Czyli dałeś.

– Nic nie dałem! – głos męża stał się ostry.

Galia usiadła naprzeciw.

– Witia, jesteśmy razem dwadzieścia lat. Jeśli coś jest, powiedz szczerze.

– Nie ma nic! – wstał nagle. – Wymyśliłaś sobie bzdury!

– To dlaczego się złościsz?

– Bo mnie wkurzyłaś! Pracuję jak wół, a tu takie przesłuchania!

Witalij trzasnął drzwiami do kuchni. Galia została, wpatrując się w jeden punkt. Dwadzieścia lat. Córka Marija już wyszła za mąż, syn Siergiej na uniwersytecie.

Przypomniała sobie, jak rok temu mąż częściej się spóźniał, dłużej patrzył w lustro, kupił nową koszulę. Wtedy winiła kryzys wieku średniego.

Stał się też chłodniejszy, rzadziej przytulał, mniej mówił o przyszłości. Myślała, że to zmęczenie pracą. On był głównym inżynierem na budowie, stresów wystarczy.

Na kuchennym stole trzaskała zastawa. Witalij mył filiżankę, uderzając głośno łyżką.

Galia ponownie otworzyła zdjęcia Swietłany. Oto ona na plaży, w restauracji, nad morzem. I wszędzie te same kolczyki.

Powiększyła jedno zdjęcie. Swietłana promieniała: opalenizna, fryzura, manicure. Wakacje udane.

„Z kim była? Sama?” napisała Galia.

Odpowiedź długo nie nadchodziła. W końcu:

„Z przyjaciółką. Słuchaj, teraz jestem zajęta, pogadamy później.”

Galia wiedziała, że Swietłana kłamie. Powoli zamknęła telefon, podeszła do okna i otworzyła ramę. Zimny wieczorny wiatr wpadł do kuchni, targał zasłony. Galia patrzyła na ulicę, gdzie dzieci sąsiadów jeździły na rowerach, śmiały się, rozmawiały głośno.

Potem odwróciła się. Witalij stał przy zlewie, odwrócony, wciąż mocno pocierał filiżankę, jakby chciał zetrzeć ślady, których nie było.

Galia nie odezwała się. Przeszła do przedpokoju, wzięła klucze i wyszła. Drzwi zamknęły się cicho, niemal bezszelestnie.

Na zewnątrz zatrzymała się, wciągnęła wilgotne powietrze i ruszyła przed siebie, nie wiedząc dokąd, krok za krokiem, zostawiając za sobą dwadzieścia lat, milczenie i obce głosy z telewizora.