Nie przynosi kwiatów, nie zaczyna szczerych rozmów, ale jest ideałem w łóżku. Mam 47 lat i nie widzę, czy to wystarczy

Nie przynosi kwiatów, sam nie zaczyna mówić, ale w łóżku — jest prawdziwy bóg. Mam czterdzieści siedem lat i nie jestem pewien, czy to wystarczy

Spał, rozłożył się na prawie całej mojej połowie łóżka, oddychając spokojnie i pewnie, jakby od dawna uważał to miejsce za swoje. Czterdzieści jeden lat, brak śladu siwych włosów, takie ramiona, że przynajmniej teraz wysyłają go do sportu zawodowego. I całe moje ciało pamiętało minioną noc, i tylko jedna myśl kręciła mi się w głowie: «Panie, tylko nie budź się i nie zaczynaj przytulać me». Ponieważ przytulanie go było prawie rozdzierające — zbyt miłe. Zbyt podobny do tego, o czym marzyłem, ale tak naprawdę nigdy go nie dostałem.

Telefon na szafce nocnej zadzwonił krótko.

Wyciągnąłem do niego rękę i spojrzałem na ekran. Wiadomość w posłańcu, oczywiście. «Dzień dobry, kisa». Uśmiechnięta językiem. Światło.

Leżał metr ode mnie. I przysłał mi światło. Jak ja nawet nie usłyszałem, że już się obudził?

Powiem ci po kolei. Portal randkowy. Od dwóch lat pojawiam się tam — albo aktywnie, albo znikam od miesięcy, kiedy zmęczenie mnie ogarnia i chcę wszystko usunąć do piekła. Dwa lata korespondencji, spotkania, niezręczne filiżanki kawy i, co ukryć, czasem całkiem normalny seks. Nagromadziło się przyzwoite doświadczenie. Już wiem jak zrozumieć w dziesięciu minutach korespondencji kto po «hi» od razu zaoferuje «przejście do business». Nauczyłem się rozpoznawać fotografie sprzed dziesięciu lat. I co najważniejsze, — prawie odstawiło się od czekania.

A potem się pojawił. Poszedłem na pierwsze spotkanie bez większych nadziei. Pomyślałem: to normalna historia, usiądziemy i porozmawiamy o pracy, pogodzie i rozwodzie, a potem grzecznie ucieknę za godzinę. Ale wszystko poszło inaczej. Trzy godziny później zrozumiałem, że nie chcę wyjeżdżać. Po czterech —, że tak pachnie, że chce pogrzebać twarz w szyi i nic więcej nie wyjaśniać. Na pożegnanie sam go pocałowałem. W usta. Prosto, pewnie, bez tych nieśmiałych «może do zobaczenia jeszcze raz». Po prostu wziąłem i pocałowałem. Był zaskoczony —, które zauważyłem. Brew trochę się podniosła, potem powoli wróciła na swoje miejsce, a on odpowiedział. Odpowiedział więc, że nogi mi ustąpiły.

Potem były jeszcze dwie randki. Już z długimi pocałunkami. Już drżący w dłoniach. A po trzecim nie mogłem tego znieść i powiedziałem: «Pewnie bym do ciebie przyszedł. Do masażu».

Do masażu. Panie, kto to formułuje w wieku czterdziestu siedmiu lat?

Teraz rozumiem: tak, spieszyłem się. Zbyt otwarte, zbyt szybkie, zbyt bezbronne. Zgodnie z zasadami powinniśmy poczekać. Niech się nazywa, sam osiąga, sam pokazuje inicjatywę. Ale jak zwykle postanowiłem: do diabła z grą. Nie mam dwudziestu lat, żeby udawać drażliwego i podnosić własną wartość. Co więcej, od dawna mam jedną zasadę: nie można opóźniać seksu. Bo jeśli nie pasujemy w łóżku, to po co wszystko inne? Zgodność seksualna — jest podstawą. Bez niej wszelkie rozmowy, spacery i wspólne zainteresowania po prostu zamieniają się w przyjaźń. A ja mam już wystarczająco dużo przyjaciół.

Dopasowaliśmy. Zbiegły się też.

Dwie noce — i ja zdawaliśmy się znów pamiętać, co to znaczy stracić kontrolę. Zrobił mi coś, co sprawiło, że zapomniałem oddychać i wcisnąć twarz w poduszkę, żeby nie krzyczeć zbyt głośno. Umiejętny, uważny, dokładny. A jednocześnie na tyle dziki, że nie czuję się jak partner «w procesie », ale jak kobieta, której naprawdę chcą. Po raz pierwszy od dwóch lat po rozwodzie obudziłam się obok mężczyzny i nie chciałam od razu się ubrać i uciec.

A potem to się zaczęło.

— Dzień dobry, słońce.

— Dzień dobry, piękna.

— Dzień dobry, galaretka.

Każdego ranka. Regularnie, jako dostarczanie powiadomień z banku. Zmieniło się sformułowanie, znaczenie pozostało takie samo. Obudziłem się, wziąłem telefon — i jego poranna wiadomość już tam czekała. Na początku wydawało się urocze. Potem stało się to trochę irytujące. Teraz czasami jest to tak denerwujące, że chcesz skrzypieć zębami.

Bo nie ma prawie nic poza —. Cóż, oczywiście nie do końca pustka. W ciągu dnia może wysłać emotikonę. Albo światło. Albo serce. Lub, jeśli dzień jest szczególnie hojny, zareaguj na moje przesłanie: śmiejący się róg, serce.

Próbowałem go namówić do rozmowy. Ostrożnie, jak doradzają w tych niekończących się artykułach o związkach: bez presji, delikatnie, przez siebie. Napiszę, że nastrój jest dziwny, na zewnątrz pada deszcz i z jakiegoś powodu smutny. W odpowiedzi — jest smutną emotikoną. Opowiem o pracy — light. Napiszę, jak dobrze czułem się z nim wczoraj wieczorem, — jest już tutaj luksusem: dwa światła i serce z pocałunkiem.

Któregoś dnia nie mogłem tego znieść i zapytałem wprost: «Słuchaj, czy w ogóle interesuje Cię, co dzieje się w moim życiu?»

Czytał. Odpowiedź cztery godziny później: «Oczywiście interesujące».

I to już. Dwa słowa i emotikon.

Spojrzałem na ekran, a w środku było tak, jakby powoli zaciskał się zimny węzeł. To uczucie było mi zbyt znajome. Byłem już — z trenerem sportowym, który mógł mówić tylko o kaloriach, mięśniach i pozach. Z biznesmenem, który dzwonił dopiero po północy i od razu doszedł do sedna. Z mężczyzną, który powiedział: «Jesteś niewiarygodny, ale chodźmy bez zobowiązań», — i ja zgodziliśmy się, ponieważ miałem nadzieję, że wszystko zmieni się z czasem. Nigdy nie zmienione.

Dzwoniłem do Lenki. Jedyny przyjaciel, który umie słuchać bez moralności i przeklinać w taki sposób, że od razu staje się to łatwiejsze.

— Len, wysyła mi światła.

— Jakie jeszcze światła? — Lenka chrupała czymś w tubie, wygląda jak jabłko. — Masz tam ogień?

— Reakcje w komunikatorze. Piszę mu — o uczuciach, o dniu, o nas, o seksie, w końcu. I mnie oświetlił. Lub «dzień dobry» z pocałunkiem. I to już.

Telefon ucichł na sekundę.

— Tak. Co powiesz na łóżko?

— W łóżku… — Zamilkłem. — W łóżku jest niesamowity. Prawda. Wydaje mi się, że w ogóle tego nie pamiętam. Może nigdy do tego nie doszło.

— To jasne, — Lenka zachichotała. — To znaczy seks jest fantastyczny, ale nie da się rozmawiać. Gatunek klasyczny.

— Czekaj, nie mówię, że nie ma o czym rozmawiać. Mówię, że nie umiem z nim rozmawiać! Nie popiera korespondencji. Absolutnie. Próbuję go wydostać, choćby dla odrobiny szczerości, ale milczy. O nic nie pyta. Prawie nie mówi o sobie. Wiem, gdzie pracuje, wiem, że się rozwiódł, wiem, że nie ma dzieci. Wszystko. Następny jest ciemny pokój —.

— Więc zadaj sobie pytanie! niemal krzyknęła — Lenka. — Ty, matko, jesteś mężatką od dwudziestu dwóch lat. Od dziewiętnastego roku życia z tym samym mężczyzną. Jakie są Twoje umiejętności komunikacyjne z nowymi mężczyznami? Żaden. Przyzwyczaiłeś się, że wszystko jest jasne, przewidywalne i zgodne z harmonogramem. A potem natknąłem się na tajemniczego człowieka. Po prostu nie jesteś przyzwyczajony do niepewności.

I miała rację. Dwadzieścia dwa lata. Od dziewiętnastego roku życia — najpierw związek, potem małżeństwo, potem cicha separacja, która zdawała się trwać dłużej niż sam rozwód. Przed ślubem powieści prawie nie było, można je policzyć z jednej strony. Żonaty — bez oszukiwania. Całe moje doświadczenie w związku zostało zbudowane wokół jednego mężczyzny, z którym już dawno staliśmy się obcy, ale uparcie udawaliśmy, że nadal jesteśmy rodziną. A kiedy się rozstali, miałem czterdzieści pięć lat i nagle zdałem sobie sprawę, że w tym dziwnym «market» jestem dorosłą kobietą — z doświadczeniem, pragnieniami i absolutnym brakiem zrozumienia zasad gry.

Wszystkie moje powieści po rozwodzie kręciły się wokół seksu w taki czy inny sposób. Nie jestem przeciwny seksowi, wcale. Ale na tym się wszystko skończyło. Miesiąc, dwa, maksymalnie trzy — i pustka. Bo seks jest cudowny, ale nie żyję nim długo sama. Potrzebuję więcej. Potrzebujesz rozmów w nocy w kuchni. Potrzebujemy głupich żartów, które tylko my dwoje możemy zrozumieć. Potrzebujesz pewności, że nie jestem tylko wygodną opcją na piątkowy wieczór.

I oto on. Prawie idealny w wielu punktach. W łóżku — bóg. W życiu codziennym — jest spokojne, bez histerii i dziwactw. Ale to jego milczenie… To wyczerpujące.

Po rozmowie z Lenką postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Napisałem mu wielką wiadomość. Szczerze, bez zabawy i kokieterii. Opowiedziała mi, jak minął dzień, jak pokłóciła się z byłym mężem o jakieś rachunki, jak miałem dziwny sen: jakbyśmy szli brzegiem morza, trzymał mnie za rękę, ale cały czas milczał, a ja nie rozumiałem, czy jesteśmy razem dobrzy, czy nie. Napisałem i zamarłem.

Czytał to wieczorem. Widziałem znak. Następnie — cisza. Godzina. Drugi.

Rano obudziłem się z wiadomością —. «Cóż, śnię o tym». I światło.

Wrzuciłem telefon na krzesło.

Przy okazji, on też nie daje kwiatów. Nie raz. Trzy randki, dwie noce, które wciąż przyprawiają mnie o gęsią skórkę, — i ani jednego kwiatu biegającego po moim ciele. Nie należę do tych, którzy potrzebują ogromnych bukietów za szalone pieniądze. Ale do cholery, przynajmniej rumianek. Przynajmniej liliowa gałąź oderwana gdzieś wzdłuż drogi. Cena nie ma dla mnie znaczenia. Ważne jest dla mnie, żeby widział kwiaty, myślał o mnie i chciał je przynieść. A jeśli wszystko zasugeruję —, magia zniknie. To już nie będzie od niego, ale według instrukcji.

Lenka powiedziała: «Jesteś głupi. Mężczyźni nie czytają w myślach. Może jest pewien, że jesteś niezależną dorosłą kobietą, która wcale nie potrzebuje tych kwiatów. Powiedz mu w porządku, że ci się podoba.».

Ale jak powiedzieć i nie czuć się upokorzonym? Nie wiem, jak pięknie pytać. Mogę to zrobić tylko prosto. Ale nie chcę pytać wprost. Sam tego chcę. Żadnych wskazówek. Bo jeśli samo — oznacza, że jestem w jego głowie. Więc nie jestem tylko kobietą, która ma dobry wieczór z.

Minął tydzień. Znowu spotkanie. Znowu noc. Tym razem był szczególnie delikatny: prasował mi włosy, szeptał coś cicho, a ja prawie się przy nim rozpuściłam. A potem, około trzeciej nad ranem, leżąc na jego ramieniu, w końcu zdecydowałem.

— Słuchaj, — Powiedziałem w ciemności. — Naprawdę zastanawiasz się, co myślę? Cóż, nie tylko wtedy, gdy czujemy się razem dobrze.

Milczał. Potem westchnął, odwrócił się na plecach i wpatrywał się w sufit.

— Ciekawe. Pewnie. Dlaczego pytasz?

— Ponieważ cały czas milczysz. Piszę do Ciebie, powiem Ci coś, podzielę się, a Ty odpowiesz «dzień dobry» i emotikony. Czuję, że koresponduję ze sobą.

Znowu zamilkł. I już żałowałem, że w ogóle otworzyłem usta.

— Nie bardzo umiem mówić, — w końcu powiedział. — Cóż, taki jestem. Łatwiej mi, kiedy…, kiedy możesz tam po prostu być. Bez dalszych ceregieli.

— Ale jak rozumiem, co jest w tobie? Nie mówisz prawie nic o sobie.

— Co mogę powiedzieć? — podniósł się trochę na łokciu. — Co czuję się z tobą dobrze? Więc jest widoczny. Dlaczego chcę być w pobliżu? Więc jestem w pobliżu. Czego jeszcze potrzebujesz?

— Rozmowa. Zwykła ludzka rozmowa. Ważne jest dla mnie, aby czuć, że interesujesz się mną nie tylko jako kobietą w łóżku.

Znowu położył się na plecach. Długo milczał. Wtedy powiedział zmęczonym, niezwykle cichym głosem:

— Po rozwodzie zupełnie zapomniałam, jak mówić. Przez osiem lat mieszkał z kobietą, która ciągle mówiła, ale nigdy mnie nie słyszała. I przywykłam do tego, że nikt nie potrzebuje moich słów. Przepraszam. Chyba po prostu nie mogę tego zrobić od razu.

Zupełnie jakbym został przekłuty. Osiem lat. Stamtąd też pochodził — z małżeństwa, gdzie wszystko stopniowo się wypalało. A teraz jest taki: zamknięty, cichy, ostrożny, ale wciąż w pobliżu. Pisze codziennie rano. Wysyła swoje głupie światła równomiernie. Może to dla niego sposób na pokazanie swoich uczuć? Może daje dokładnie tyle, ile może teraz?

przycisnąłem się do niego i przejechałem dłonią po jego piersi.

— I słucham. Naprawdę słucham.

Przytulił mnie. Cicho. Ale czułem, że jego ręce są napięte przez sekundę — nie z pasji, ale jakby z wdzięczności.

A rano — zgadnij co? — ponownie wysłało światło.

Minął kolejny miesiąc. Nie wyjechałem. Bo jak mogę odejść, skoro ciągnie mnie do niego tak, jakby magnes został włączony do środka? Jeśli za każdym razem, gdy patrzy na mnie swoim poważnym ciemnym spojrzeniem, wszystko gdzieś mi spada? Jeśli seks z nim — nie jest już tylko seksem, ale jakąś rozmową na ciele, w której nagle staje się elokwentny aż do niemożliwości? W ciemności, na zmiętych prześcieradłach, rozumiem go bez słów. A za drzwiami sypialni — jest jakby znowu była ściana.

Zaczął opowiadać o sobie krok po kroku. Powściągliwy, krótki. O pracy. O jego ojcu, z którym ma trudne relacje. O trudnym podziale majątku po rozwodzie. Słuchałem uważnie, jakbym stał na cienkim lodzie. Bałem się zadać dodatkowe pytanie, powiedzieć coś złego — i zamknie się ponownie.

Ale korespondencja… Korespondencja pozostała cmentarzem emotikonów. Już prawie się do tego przyzwyczaiłem. Prawie.

Pewnego wieczoru napisałem do niego prawdziwy list. Nie w posłańcu, ale e-mailem, po staremu. Powiedziała mi wszystko: że się boję, że po rozwodzie zbyt wiele razy myliłam pożądanie z intymnością, że nie umiem czekać i nie chcę się bawić, ale boję się być dla niego po prostu wygodnym seks. Napisałem, że przy nim po raz pierwszy od dłuższego czasu widzę nie tylko noc, ale i jakiś rodzaj przyszłego — i dlatego tak się martwię. Że nie potrzebuję świateł, ale samego siebie. Żywy. Prawdziwy. Nawet jeśli milczy.

Godzinę później przeczytał. I milczał cały dzień.

Wieczorem siedziałem w kuchni, patrzyłem w jeden punkt i myślałem, że wszystko zepsułem. Przestraszony. Naciskany. dostałem się do duszy z kobiecymi lękami i oczekiwaniami. Trzeba było zachować milczenie. Powinniśmy być zadowoleni z tego, co mamy. Teraz zniknie — i znów będzie bolało, znowu puste, znów będziesz musiał się poskładać.

Telefon zadzwonił. To był on. Głos brzmiał niezwykle podekscytowany.

— Nie wiem jak odpowiedzieć na takie listy. Prawda. Łatwiej mi przyjść.

— Przyjdź, — Wydychałem.

Czterdzieści minut później stanął u moich drzwi. Żadnych kwiatów. Ale z torbą jedzenia z całodobowego sushi i butelką białego wina. Kiedy go otworzyłem, spojrzał na mnie i powiedział

— Pozwól mi spróbować. Rozmawiać. Tylko ty bądź cierpliwy. Jestem powolny.

Zaśmiałem się. Potem płakała. Potem pocałowała go tuż na korytarzu, nawet nie pozwalając mu prawidłowo zdjąć butów.

Teraz patrzę na mężczyznę śpiącego w moim łóżku. Na jego rzęsach. Marszczy brwi na fałd między brwiami — nawet we śnie, jakby rozwiązywał jakiś wewnętrzny problem. I myślę: czy nam się uda? Czy my, dwie osoby zniszczone przez małżeństwo na swój sposób, jeden milczący mężczyzna i jedna kobieta, która żywo potrzebuje słów, będziemy w stanie zbudować coś więcej niż szaloną pasję i poranne światła?

Przeniósł się. Wyciągnął rękę sennie, znalazł moje udo, głaskał je — cicho, zwyczajowo, niemal zaborczo. I mruknął:

— Spać. Pogadamy jutro.

Światło, do cholery.

Uśmiechnąłem się. I zasnęła.

A rano napisał do mnie «dzień dobry» nie emotikonem. W słowach.