…w tej samej sekundzie Maria zobaczyła coś, co sprawiło, że krew w jej żyłach zastygła.
W półmroku pokoju, oświetlonego jedynie słabym światłem nocnej lampki, Elżbieta siedziała w starym fotelu — ale to nie była już ta chłodna, perfekcyjnie opanowana kobieta, którą znała Maria. Jej twarz była wykrzywiona, oczy zamknięte, a usta bezgłośnie poruszały się, jakby rozmawiała z kimś niewidzialnym. Najstraszniejsze były jednak ręce: poruszały się w dziwnym, rytmicznym tańcu, kreśląc w powietrzu niezrozumiałe znaki, jakby tkała niewidzialną sieć.

Maria chciała się cofnąć, ale nogi zdawały się wrośnięte w podłogę. W tej chwili Elżbieta gwałtownie otworzyła oczy — Maria zamarła: nie było w nich ani bieli, ani źrenic, jedynie gęsta, migocząca ciemność.
— Nie powinnaś tego widzieć — wyszeptał głos, choć usta Elżbiety nawet się nie poruszały. Dźwięk zdawał się pochodzić ze wszystkich stron, wypełniając pokój i przenikając świadomość.
Maria w końcu ruszyła się z miejsca — rzuciła się w stronę swojego pokoju, lecz drzwi były zamknięte. Za jej plecami rozległ się cichy, lodowaty śmiech.
— Teraz wiesz — szeptał głos. — Teraz należysz do tego domu.
W panice Maria biegała po korytarzu, próbując znaleźć choćby chwilowe schronienie. Nagle zauważyła, że obrazy na ścianach… poruszają się. Twarze na portretach obracały się za nią, a ich oczy świeciły w ciemności. Stary zegar wybił trzy uderzenia, choć w rzeczywistości była dopiero północ.
W końcu dotarła do pokoju Artura i wpadła do środka, zatrzaskując drzwi i przyciskając się do nich plecami. Mąż spał, jakby nic się nie działo. Maria potrząsała nim, wołała, prawie krzyczała, lecz nie budził się.
— Artur! Obudź się! Twoja matka… ona…
Powoli otworzył oczy, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś obce, ciemne.

— Źle wszystko zrozumiałaś — powiedział obcym, pustym głosem. — To nasz dom. Nasze zasady. Nasza rodzina.
W tym samym momencie drzwi za jej plecami skrzypiąco uchyliły się. Maria odwróciła się i zobaczyła w prześwicie sylwetkę Elżbiety. Jej ręce wciąż wykonywały dziwny taniec, a usta rozciągały się w zbyt szeroki, nieludzki uśmiech.
— Witamy w naszej rodzinie — wyszeptał głos, i pokój pogrążył się w mroku.
Następnego ranka Maria siedziała przy stole, powoli pijąc kawę. Elżbieta, jak zwykle bez zarzutu, zapytała:
— Dobrze spałaś, kochana?
Maria uśmiechnęła się w odpowiedzi — dokładnie tak, jak zwykle sama uśmiechała się Elżbieta.
— Wspaniale — odpowiedziała, a jej oczy na moment ściemniały. — Teraz wszystko rozumiem.