Głos Ani pozostał spokojny.
— Obawiam się, że jest. I mamy nagranie z monitoringu.
Po minucie podszedł do nas mężczyzna w czarnej koszuli.
— Dobry wieczór — powiedział, przenosząc wzrok z Klaudii na mnie.
Ania wyjaśniła cicho:
— Ta pani już u nas była. Ta sama sytuacja.
Kierownik skinął głową, a potem spojrzał na Klaudię.
— Proszę pani, dziś musi pani uregulować swoją część rachunku. Dodatkowo mamy odnotowaną nieopłaconą kwotę z poprzedniej wizyty.
Twarz Klaudii stała się nagle zupełnie pusta.
— To absurd.
Nie zareagował na jej ton.
— Może pani to kwestionować, ale sprawę trzeba wyjaśnić, zanim opuści pani restaurację.
Poczułem, jak przez moje ciało przechodzi fala ulgi.
— Ja chciałbym zapłacić osobno, proszę. I zostawić napiwek dla pani, Aniu.
Klaudia zaśmiała się krótko, napiętym, suchym śmiechem.
— Naprawdę teraz to robisz?
Nikt jej nie odpowiedział.
Głos Ani był łagodny, lecz stanowczy.
— Chcę tylko dopilnować, żeby wszystkich potraktowano uczciwie. Zaraz wrócę z osobnymi rachunkami.
Klaudia zaczęła nerwowo grzebać w torebce.
— Mogłeś to po prostu załatwić, Adam. Serio, teraz jest tak niezręcznie.
Pokręciłem głową.
— Nie chodzi o pieniądze, Klaudio. Chodzi o kłamstwo.
Zamilkła, wpatrując się w telefon, jakby ekran mógł ją ukryć przed całym lokalem.
— Oboje nie musieliście robić sceny — mruknęła.
Kiedy Ania wróciła, podałem jej swoją kartę. Klaudia również wyciągnęła swoją, zaciskając szczękę tak mocno, że aż pobielały jej policzki.
— Bardzo mi przykro — powiedziała Ania z prawdziwym współczuciem. — Ale karta została odrzucona.
Kierownik stał tuż obok.
— Potrzebujemy innej formy płatności.
Klaudia zbladła. Zaczęła szukać kolejnej karty, mamrocząc:
— To jakiś problem z bankiem.
Ręce jej drżały, gdy podała następną. Tym razem płatność przeszła, ale szkody nie dało się już cofnąć.
Chwyciła torebkę, dusząc się ze złości i upokorzenia. Cała jej wcześniejsza pewność siebie zniknęła, jakby ktoś zdmuchnął ją jednym krótkim podmuchem. Nie patrzyła na mnie, kiedy chowała portfel.
Spojrzałem na nią, a potem na Anię.
Kelnerka skinęła mi lekko głową — mały, szczery gest życzliwości, którego, jak się okazało, bardzo potrzebowałem.
— Proszę nie pozwolić, żeby to zniechęciło pana do randek, dobrze?
Uśmiechnąłem się słabo.
— Dziękuję. Za wszystko.
Wtedy odezwał się kierownik:
— Wie pani co, proszę pani. Gdyby kiedyś znów zabrakło środków na opłacenie rachunku, zawsze możemy zaproponować zmywak przez najbliższe dwa tygodnie. Tylko uprzedzam: pani piękne paznokcie mogą na tym ucierpieć.
Klaudia drgnęła, jakby ktoś ją spoliczkował słowem.
Na zewnątrz powietrze było chłodne, a światła miasta odbijały się w mokrym bruku. Zamiast wrócić do domu, nawet nie zauważyłem, kiedy ruszyłem w stronę mieszkania Magdy. Odebrała po drugim sygnale.
— Cześć, jesteś zajęta? — spytałem.
— Masz dziwny głos. Randka była aż tak tragiczna?
— Nie tragiczna. Po prostu… historia. Mogę wejść?
Jej głos natychmiast zmiękł.
— Jasne! I mam lody.
Dziesięć minut później siedziałem na kuchennym stołku, a Magda grzebała w zamrażarce.
— No, opowiadaj — powiedziała, stawiając przede mną pudełko lodów i butelkę sosu czekoladowego. — Przynajmniej wyglądała jak na zdjęciach, czy to był przypadek z cudzym profilem?
— Wyglądała. Na początku nawet pomyślałem, że wieczór może być naprawdę dobry.
Magda postawiła przede mną miskę z lodami, czekoladą i kawałkami truskawek.
— Mówisz to tak, jakby zaraz miało nadejść ogromne „ale” wielkości Pałacu Kultury.

Uśmiechnąłem się i opowiedziałem jej całą randkę.
Oczy Magdy zwęziły się niebezpiecznie.
— Tylko mi powiedz, że za nią nie zapłaciłeś.
— Nie. — Nabierałem łyżką lody, czując jednocześnie chłód na języku i ulgę w klatce piersiowej. — Ale kelnerka ją rozpoznała. Okazało się, że Klaudia już wcześniej robiła ten numer.
— Czekaj, serio? Ona jest jakąś seryjną oszustką od homarów?
Parsknąłem śmiechem.
— Coś w tym stylu. Jej karta została odrzucona. Nigdy w życiu niezręczna cisza nie sprawiła mi tyle satysfakcji.
Magda pokręciła głową, a potem lekko szturchnęła mnie w ramię.

— Jestem z ciebie dumna, Adaś. W końcu nauczyłeś się stawiać siebie na pierwszym miejscu.
Uśmiechnąłem się, patrząc w miskę.
— Dziwne uczucie. Pierwszy raz od dawna czuję się… uszanowany. Przynajmniej przez samego siebie.
Stuknęła swoją łyżką o moją.
— I to jest jedyna rzecz, która naprawdę ma znaczenie. A teraz jedz lody, zanim się rozpuszczą.
Roześmialiśmy się oboje — tym śmiechem, który osiada gdzieś głęboko w piersi i sprawia, że świat na chwilę wydaje się lżejszy.
Tamtego wieczoru wyszedłem od Magdy spokojniejszy, z myślą, że szacunek, zwłaszcza ten do samego siebie, nigdy nie jest zbyt wielką prośbą.