Mąż powiedział, że jedzie z kolegami na ryby, a wieczorem zobaczyłam go na żywo w transmisji ze ślubu mojej najlepszej przyjaciółki

— A gdzie twój małżonek? — zapytał Bartek, pochylając się w jej stronę. — Serio zamienił taką imprezę na siedzenie z wędką?

— Pojechał z Tomkiem — westchnęła. — Długo to planowali, głupio było wszystko odwoływać.

— Na ryby we wrześniu? — zdziwił się Bartek. — Przecież już chłodno.

— Piotrek twierdzi, że jesienią najlepiej biorą — wzruszyła ramionami Kasia. — Ja się na tym kompletnie nie znam.

— Skoro wędkarz tak mówi — mruknął Bartek, ale spojrzał na nią jakoś osobliwie.

Wieczór rozkręcał się coraz bardziej. Po obiedzie i przemówieniach zaczęły się tańce. Kasia zdążyła się rozluźnić po kieliszku szampana, kiedy zauważyła, że kilkoro gości zgromadziło się wokół dziewczyny trzymającej telefon.

— O, Ola robi live’a na Instagramie! — zawołała Magda. — Chodź tu, Kaśka, pokażesz się ludziom.

Kasia podeszła akurat w chwili, gdy Ola mówiła do kamery:

— A tu mamy Kasię, przyjaciółkę panny młodej! Powiedz coś, Kasiu!

— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się zawstydzona i pomachała do telefonu. — Wesele jest cudowne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli być…

— Pokażmy trochę klimatu! — Ola odwróciła kamerę w stronę sali. — Ojej, a kto tam stoi przy barze? To nie Piotrek?

Kasia odruchowo spojrzała we wskazanym kierunku. Przy kontuarze rzeczywiście stał mężczyzna zadziwiająco podobny do jej męża. Ta sama postawa, ta sama koszula, którą tak dobrze znała…

— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.

— Ale to naprawdę on! — Ola przybliżyła obraz.

Na ekranie, już w zbliżeniu, pojawiła się twarz Piotra. Jej Piotra, który powinien właśnie siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką w ręku. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety, a ich swoboda wyglądała zdecydowanie zbyt zażyło.

Kasi zrobiło się słabo. W uszach zaszumiało, a w klatce piersiowej rozlał się zimny, ciężki lód. To musiała być pomyłka. Musiała.

— Piotr! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał tak ostro, że sama go nie poznała.

Odwrócił się. Ich spojrzenia zderzyły się ze sobą i na jego twarzy pojawiło się czyste przerażenie. Rzucił coś szybko do tamtej kobiety i ruszył niemal biegiem w stronę wyjścia.

Kasia, jakby szła przez mgłę, poszła za nim, nie widząc zdumionych twarzy dookoła.

— Kaśka, poczekaj — Piotr dogonił ją w korytarzu. — Wszystko ci wyjaśnię.

— To wyjaśniaj — skrzyżowała ramiona, próbując opanować drżenie. — Dlaczego nie jesteś na rybach? I kim jest ta kobieta?

— To nie jest tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Przygotowywałem niespodziankę na naszą rocznicę.

— Niespodziankę? — Kasia patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Tak. Dogadałem się z Agnieszką i Pawłem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta kobieta, ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać dla ciebie w rocznicę. A dzisiaj miała być próba generalna przed ludźmi.

— I dlatego musiałeś kłamać o rybach?

— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś podejrzewała! — uśmiechnął się winowajczo. — Tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…

— Boże — Kasia zakryła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.

— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.

W tej samej chwili z sali wyszła Agnieszka.

— Gdzie wy jesteście?! Piotrek, przecież mieliśmy zaraz ćwiczyć!

— Ty też o tym wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.

— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się z poczuciem winy. — To miało być takie romantyczne! Nie gniewasz się, prawda?

Kasia spojrzała na Piotra. W jego oczach nie było już paniki, tylko szczere zawstydzenie i żal.

— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.

— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Piotr.

— Nie obchodzi mnie to — Kasia znów skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.

Pół godziny później Piotr, czerwony jak burak, stał przed mikrofonem. Z głośników popłynęła ich piosenka weselna. Fałszował, mylił słowa i chwilami gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak powoli topnieje ten lód, który jeszcze niedawno ściskał jej serce.

Kiedy utwór się skończył, podeszła do niego i przytuliła go z całej siły.

— Idiota. Ale mój idiota. I kocham cię.

— Nawet po czymś takim? — przyciągnął ją bliżej.

— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.

Później, już w taksówce, Piotr wciąż próbował ją przepraszać.

— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial na TVN-ie — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, koniec z niespodziankami.

— O nie, nie — mrugnęła do niego. — Po prostu następnym razem wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu brzmią podejrzanie.

— Zanotuję — skinął głową Piotr. — A skoro już o tym mowa… Może pojedziemy kiedyś naprawdę na ryby? Tomek zaprasza.

— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.

Piotr skrzywił się, ale skapitulował.

— Dobrze. Tylko uprzedzam, że od mojego śpiewu wszystkie ryby uciekną.

Roześmiali się oboje, a Kasia zrozumiała, że ta absurdalna historia, zamiast ich rozdzielić, tylko mocniej związała ich ze sobą.