— Za nic w świecie! — Kasia rozłożyła ręce, jakby Magda właśnie kazała jej zrobić coś niemożliwego. — Nie mogę iść na to wesele, Magda! Piotrek od miesiąca szykuje się na ryby z Tomkiem. Kupili nowe spinningi, namiot, wszystko zaplanowali. Jak mam mu teraz powiedzieć, że jednak ma zostać?
— Ale to jest ślub Agnieszki! — Magda odstawiła filiżankę tak mocno, że kawa aż zadrżała. — Twojej najlepszej przyjaciółki jeszcze z liceum! Ona ci tego nie zapomni. Jakie ryby, na litość boską?
— Dla Piotrka to naprawdę ważne — westchnęła Kasia. — On prawie nigdy nigdzie nie wyjeżdża beze mnie. Całe lato o tym gadał, układał sprzęt, sprawdzał przynęty. Nie umiem mu tego odebrać tuż przed wyjazdem.
Kasia nerwowo wsunęła kosmyk włosów za ucho. Ten problem męczył ją od kilku dni. Z jednej strony wesele Agnieszki, przyjaciółki od dzieciństwa. Z drugiej długo wyczekiwany „męski wypad” Piotra. I oczywiście wszystko musiało wypaść w ten sam weekend.
— Może pojadę sama? — zaproponowała niepewnie. — Wytłumaczę jej, powinna zrozumieć.
— Jasne, zrozumie — prychnęła Magda. — A potem przez następne sto lat będziesz jej to wynagradzać. Już zapomniałaś, jak długo się boczyła, kiedy nie przyszłaś na jej urodziny?
— Wtedy naprawdę zapomniałam! A teraz mam powód.
— Powód, czyli ryby — przeciągnęła złośliwie przyjaciółka. — Dobra, rób jak chcesz. Tylko później nie płacz.
Po tej rozmowie Kasia wracała do domu z ciężarem pod żebrami. Może jednak powinna porozmawiać z Piotrem? Powiedzieć mu, jak bardzo zależy jej na tej uroczystości? Tyle że on tak dziecinnie cieszył się na ten wyjazd…
Piotr czekał na nią w przedpokoju i od razu pomógł jej zdjąć płaszcz. Pachniało od niego rosołem i czymś domowym, ciepłym, kojącym.
— Kolacja gotowa — uśmiechnął się. — Zrobiłem twoją ulubioną sałatkę jarzynową. Jak dzień?
— W porządku — Kasia cmoknęła go w policzek. — Spotkałam się z Magdą. Kazała cię pozdrowić.
Przy stole temat weekendu wrócił sam, jakby czekał tylko na chwilę ciszy.
— Na pewno nie masz nic przeciwko temu, że jadę? — Piotr spojrzał na nią uważnie. — Gdybyś bardzo chciała, żebym został, mogę odwołać.
— Nie, no co ty — machnęła ręką Kasia. — Jedź, skoro już umówiłeś się z Tomkiem.
— Na pewno? — nadal się wahał. — Podobno tam kiepsko z zasięgiem. Ale będę próbował pisać, jak tylko złapię sieć.
— Naprawdę wszystko dobrze — uspokoiła go. — Odpocznij, połap ryby. A ja pojadę do Agnieszki, bo głupio byłoby nie przyjść. Powiem, że jesteś na rybach.
Piotr kiwnął głową, a w jego oczach przez sekundę mignęła ulga. Kasia uznała, że to po prostu radość z wyjazdu, na który tak długo czekał.
W piątek rano w mieszkaniu zapanował kompletny rozgardiasz. Piotr krążył między pokojami, pakował torby, sprawdzał haczyki, a co kilka minut dzwonił do Tomka, żeby upewnić się, czy niczego nie zapomnieli.
— Tylko wędki nie zostaw, nasz wielki wędkarzu — droczyła się Kasia, patrząc, jak zagląda pod kanapę w poszukiwaniu latarki. — I połamania kija.
— Dzięki, kochanie — objął ją mocno. — Nie tęsknij za bardzo. I przekaż Agnieszce życzenia ode mnie.
— Przekażę — wtuliła nos w jego szyję. — Chociaż bez ciebie będzie jakoś pusto.
— Jestem pewien, że będziesz się świetnie bawić — pocałował ją w czoło. — Dobra, lecę. Tomek już czeka pod blokiem w samochodzie.
— Zrobisz z połowu zupę rybną? — zapytała, odprowadzając go do drzwi.
— Oczywiście! — Piotr mrugnął do niej. — Będzie uczta jak na Mazurach!
Kiedy drzwi się zamknęły, Kasię nagle przykryła dziwna samotność. Trzy dni bez Piotrka. Rzadko się rozstawali, nawet po zakupy najczęściej chodzili razem. Ale przecież weekend szybko minie. Zwłaszcza że nazajutrz miało być wesele i nie będzie czasu na smutek.
Wieczorem zadzwoniła do Agnieszki i wyjaśniła całą sytuację. Na szczęście panna młoda przyjęła to spokojnie:
— Najważniejsze, że ty będziesz. A Piotrka i tak widujemy rzadko, więc nie ma tragedii.
— To widzimy się jutro — uśmiechnęła się Kasia. — Będziesz najpiękniejszą panną młodą w całej Warszawie.
Rano przyszła wiadomość od Piotra: „Dojechaliśmy, rozstawiamy namiot. Zasięgu prawie brak. Całuję, dobrego dnia!”
Odpisała: „Połamania kija! Kocham cię”.
Wesele odbywało się w restauracji w centrum Warszawy. Kasia trochę się spóźniła, bo korki, jak zwykle, doprowadziły ją niemal do furii. Gdy weszła do środka, ceremonia była już zakończona, a goście właśnie zajmowali miejsca przy stołach.
— Kaśka! — Agnieszka, cała w olśniewającej bieli, podbiegła do niej od razu. — No wreszcie! Już myślałam, że ty też nie przyjedziesz!
— Mogłabym to przegapić? — Kasia mocno ją przytuliła. — Wyglądasz jak królowa. Paweł ma szczęście.
— Dziękuję, kochana — Agnieszka aż promieniała. — Szkoda, że Piotrek nie dał rady. Ale wiadomo, faceci i te ich ryby, rzecz święta.
— Przesyła wam gratulacje — powiedziała Kasia. — Obiecał, że jeszcze jakoś odpokutuje swoją nieobecność.
Agnieszka zaprowadziła ją do stolika, przy którym siedzieli już starzy znajomi: Magda z mężem, Ania ze swoim chłopakiem, Bartek z nową dziewczyną. Spotkanie z dawną paczką szybko osłodziło brak Piotra. Toasty, żarty, muzyka i ta ciepła, trochę sentymentalna atmosfera sprawiły, że Kasia w końcu odetchnęła.
— A gdzie twój małżonek? — zapytał Bartek, pochylając się w jej stronę. — Serio zamienił taką imprezę na siedzenie z wędką?
— Pojechał z Tomkiem — westchnęła. — Długo to planowali, głupio było wszystko odwoływać.
— Na ryby we wrześniu? — zdziwił się Bartek. — Przecież już chłodno.
— Piotrek twierdzi, że jesienią najlepiej biorą — wzruszyła ramionami Kasia. — Ja się na tym kompletnie nie znam.
— Skoro wędkarz tak mówi — mruknął Bartek, ale spojrzał na nią jakoś osobliwie.
Wieczór rozkręcał się coraz bardziej. Po obiedzie i przemówieniach zaczęły się tańce. Kasia zdążyła się rozluźnić po kieliszku szampana, kiedy zauważyła, że kilkoro gości zgromadziło się wokół dziewczyny trzymającej telefon.
— O, Ola robi live’a na Instagramie! — zawołała Magda. — Chodź tu, Kaśka, pokażesz się ludziom.
Kasia podeszła akurat w chwili, gdy Ola mówiła do kamery:
— A tu mamy Kasię, przyjaciółkę panny młodej! Powiedz coś, Kasiu!
— Cześć wszystkim — uśmiechnęła się zawstydzona i pomachała do telefonu. — Wesele jest cudowne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli być…
— Pokażmy trochę klimatu! — Ola odwróciła kamerę w stronę sali. — Ojej, a kto tam stoi przy barze? To nie Piotrek?
Kasia odruchowo spojrzała we wskazanym kierunku. Przy kontuarze rzeczywiście stał mężczyzna zadziwiająco podobny do jej męża. Ta sama postawa, ta sama koszula, którą tak dobrze znała…
— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.
— Ale to naprawdę on! — Ola przybliżyła obraz.
Na ekranie, już w zbliżeniu, pojawiła się twarz Piotra. Jej Piotra, który powinien właśnie siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką w ręku. Śmiał się, mówił coś do nieznajomej kobiety, a ich swoboda wyglądała zdecydowanie zbyt zażyło.
Kasi zrobiło się słabo. W uszach zaszumiało, a w klatce piersiowej rozlał się zimny, ciężki lód. To musiała być pomyłka. Musiała.
— Piotr! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał tak ostro, że sama go nie poznała.
Odwrócił się. Ich spojrzenia zderzyły się ze sobą i na jego twarzy pojawiło się czyste przerażenie. Rzucił coś szybko do tamtej kobiety i ruszył niemal biegiem w stronę wyjścia.
Kasia, jakby szła przez mgłę, poszła za nim, nie widząc zdumionych twarzy dookoła.
— Kaśka, poczekaj — Piotr dogonił ją w korytarzu. — Wszystko ci wyjaśnię.
— To wyjaśniaj — skrzyżowała ramiona, próbując opanować drżenie. — Dlaczego nie jesteś na rybach? I kim jest ta kobieta?
— To nie jest tak, jak myślisz — przeczesał włosy dłonią. — Przygotowywałem niespodziankę na naszą rocznicę.
— Niespodziankę? — Kasia patrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Tak. Dogadałem się z Agnieszką i Pawłem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny, ja i ta kobieta, ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać dla ciebie w rocznicę. A dzisiaj miała być próba generalna przed ludźmi.
— I dlatego musiałeś kłamać o rybach?
— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu byś coś podejrzewała! — uśmiechnął się winowajczo. — Tak bardzo chciałem cię zaskoczyć…
— Boże — Kasia zakryła twarz dłońmi. — Jesteś idiotą.
— Wiem — objął ją ostrożnie. — Przepraszam.
W tej samej chwili z sali wyszła Agnieszka.
— Gdzie wy jesteście?! Piotrek, przecież mieliśmy zaraz ćwiczyć!
— Ty też o tym wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.
— No tak — przyjaciółka uśmiechnęła się z poczuciem winy. — To miało być takie romantyczne! Nie gniewasz się, prawda?
Kasia spojrzała na Piotra. W jego oczach nie było już paniki, tylko szczere zawstydzenie i żal.
— Dobrze — westchnęła. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę TERAZ.
— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Piotr.

— Nie obchodzi mnie to — Kasia znów skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.
Pół godziny później Piotr, czerwony jak burak, stał przed mikrofonem. Z głośników popłynęła ich piosenka weselna. Fałszował, mylił słowa i chwilami gubił rytm, ale patrzył tylko na nią. I Kasia poczuła, jak powoli topnieje ten lód, który jeszcze niedawno ściskał jej serce.
Kiedy utwór się skończył, podeszła do niego i przytuliła go z całej siły.
— Idiota. Ale mój idiota. I kocham cię.
— Nawet po czymś takim? — przyciągnął ją bliżej.
— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się.
Później, już w taksówce, Piotr wciąż próbował ją przepraszać.
— Za to mamy historię dla wnuków — roześmiała się Kasia. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial na TVN-ie — pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, koniec z niespodziankami.
— O nie, nie — mrugnęła do niego. — Po prostu następnym razem wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu brzmią podejrzanie.
— Zanotuję — skinął głową Piotr. — A skoro już o tym mowa… Może pojedziemy kiedyś naprawdę na ryby? Tomek zaprasza.
— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.
Piotr skrzywił się, ale skapitulował.
— Dobrze. Tylko uprzedzam, że od mojego śpiewu wszystkie ryby uciekną.
Roześmiali się oboje, a Kasia zrozumiała, że ta absurdalna historia, zamiast ich rozdzielić, tylko mocniej związała ich ze sobą.