Mąż powiedział, że jedzie z kolegami na ryby, a wieczorem zobaczyłam go na żywo w transmisji ze ślubu mojej najlepszej przyjaciółki

— Nie ma mowy! — Kasia aż rozłożyła ręce, jakby próbowała odepchnąć od siebie cały ten kłopot. — Ja naprawdę nie mogę iść na to wesele, Marta. Michał od miesiąca szykuje ten wyjazd na ryby z Tomkiem. Kupili nowe wędki, namiot, wszystko. Nie mogę mu teraz, w ostatniej chwili, powiedzieć, że ma zostać.

— Ale to przecież wesele Agnieszki! — Marta odstawiła filiżankę tak mocno, że aż zadźwięczała o blat. — Twojej najlepszej przyjaciółki jeszcze z liceum. Ona ci tego nie zapomni. Jakie ryby, na litość boską?

— Dla Michała to prawie święto — westchnęła Kasia. — On tak rzadko gdzieś wychodzi beze mnie. Całe lato o tym mówił, kompletował sprzęt, oglądał prognozy. Jak mam mu odebrać taką radość?

Nerwowo wsunęła kosmyk włosów za ucho. Ten wybór męczył ją od kilku dni i wcale nie stawał się łatwiejszy. Z jednej strony ślub Agnieszki, przyjaciółki z dawnych lat. Z drugiej długo wyczekiwany, męski wyjazd Michała. I jak na złość oba wydarzenia wypadały dokładnie w ten sam weekend.

— Może pojadę sama? — zaproponowała niepewnie. — Wytłumaczę Agnieszce. Myślę, że zrozumie.

— Jasne, że zrozumie — prychnęła Marta. — A potem będziesz to odkręcać przez następne sto lat. Zapomniałaś, jak długo była na ciebie obrażona, kiedy nie przyszłaś na jej urodziny?

— Wtedy naprawdę zapomniałam! A teraz mam konkretny powód.

— No tak, ryby — przeciągnęła złośliwie przyjaciółka. — Dobra, rób jak chcesz. Tylko później mi nie płacz.

Po tej rozmowie Kasia wracała do domu z ciężkim sercem. Słowa Marty siedziały jej pod skórą, choć próbowała udawać, że nic się nie stało. Może powinna porozmawiać z Michałem? Powiedzieć mu, jak ważne jest dla niej to wesele? Tylko że on tak dziecinnie cieszył się na ten wyjazd…

Michał przywitał ją w przedpokoju i od razu pomógł zdjąć płaszcz. Pachniało od niego domowym barszczem i czymś jeszcze, ciepłym, znajomym, takim, co od razu robiło się spokojniej na duszy.

— Kolacja gotowa — uśmiechnął się. — Zrobiłem twoją ulubioną sałatkę jarzynową. Jak minął dzień?

— W porządku — Kasia pocałowała go szybko w policzek. — Spotkałam się z Martą. Pozdrawia cię.

Przy jedzeniu temat weekendu wrócił sam, jakby czekał tylko na dogodną chwilę.

— Na pewno nie masz nic przeciwko, że jadę? — zapytał Michał, patrząc na nią uważnie znad talerza. — Jeżeli to naprawdę problem, mogę zostać.

— Nie, oczywiście, że nie — Kasia machnęła ręką, choć w środku coś ją ukłuło. — Jedź, skoro już umówiłeś się z Tomkiem.

— Na pewno? — wciąż nie wyglądał na całkiem przekonanego. — Podobno tam z zasięgiem słabo, ale będę próbował pisać, jak tylko złapię sieć.

— Wszystko dobrze — uspokoiła go. — Odpocznij, złap jakąś wielką rybę. A ja pojadę do Agnieszki, bo przecież głupio nie przyjść. Wyjaśnię, że jesteś na rybach.

Michał skinął głową, a w jego oczach błysnęła ulga. Kasia uznała, że to po prostu radość człowieka, który właśnie dostał wolny weekend i zgodę żony bez awantury.

W piątek rano mieszkanie zamieniło się w mały obóz wyprawowy. Michał krążył między pokojem a kuchnią, sprawdzał torby, pakował przynęty, szukał latarki i co chwilę dzwonił do Tomka, żeby upewnić się co do szczegółów.

— Tylko nie zapomnij wędki, nasz wielki wędkarzu — żartowała Kasia, patrząc, jak zagląda pod kanapę w poszukiwaniu czołówki. — I żeby brało jak szalone.

— Dzięki, kochanie — objął ją mocno. — Nie tęsknij za bardzo. I przekaż Agnieszce ode mnie najlepsze życzenia.

— Przekażę — wtuliła twarz w jego szyję. — Chociaż bez ciebie będzie jakoś mniej wesoło.

— Jestem pewien, że i tak będziesz się świetnie bawić — pocałował ją w czoło. — Dobra, muszę lecieć. Tomek już czeka na dole w samochodzie.

— Ugotujesz potem zupę z połowu? — zapytała, odprowadzając go do drzwi.

— Oczywiście! — Michał puścił do niej oko. — Będzie uczta jak w królewskim domu!

Kiedy drzwi się za nim zamknęły, cisza spadła na Kasię nagle i ciężko. Trzy dni bez Michała. Rzadko się rozstawali, nawet po zakupy zazwyczaj chodzili razem. Ale powtarzała sobie, że weekend minie szybko. Zwłaszcza że następnego dnia miało być wesele, więc nie będzie czasu na smutek.

Wieczorem zadzwoniła do Agnieszki i wyjaśniła całą sytuację. Na szczęście panna młoda przyjęła to spokojnie.

— Najważniejsze, że ty przyjedziesz. Michała i tak widujemy rzadko, nic się nie stało.

— To do jutra — uśmiechnęła się Kasia. — Będziesz najpiękniejszą panną młodą na świecie.

Rano dostała wiadomość od męża: „Dojechaliśmy, rozstawiamy namiot. Zasięgu prawie brak. Całuję, miłego dnia!”

Odpisała od razu: „Połamania kija! Kocham cię”.

Wesele odbywało się w restauracji w centrum Warszawy. Kasia spóźniła się trochę, bo korki, jak zwykle, doprowadziły ją niemal do furii. Gdy weszła do środka, ceremonia była już po wszystkim, a goście zajmowali miejsca przy stołach.

— Kaśka! — Agnieszka, olśniewająca w białej sukni, rzuciła się w jej stronę. — Wreszcie! Już myślałam, że ty też nie przyjedziesz!

— Jak mogłabym to przegapić? — Kasia przytuliła ją mocno. — Wyglądasz jak królowa. Piotr ma niesamowite szczęście.

— Dziękuję, kochana — Agnieszka promieniała. — Szkoda, że Michał nie dał rady. Ale wiadomo, faceci i ich wyprawy na ryby, rzecz święta.

— Przesyła wam gratulacje — powiedziała Kasia. — Obiecał, że jeszcze jakoś odpokutuje swoją nieobecność.

Agnieszka zaprowadziła ją do stołu, przy którym siedzieli już wspólni znajomi: Marta z mężem, Ola z chłopakiem, Krzysiek z nową partnerką. Spotkanie z ludźmi z dawnych lat szybko osłodziło brak Michała. Były toasty, śmiech, żarty i tańce, a atmosfera robiła się coraz cieplejsza.

— A gdzie twój? — zapytał Krzysiek, pochylając się w stronę Kasi. — Naprawdę zamienił taką imprezę na ryby?

— No tak, pojechał z Tomkiem — westchnęła. — Długo to planowali, głupio było im wszystko odwoływać.

— Ryby we wrześniu? — zdziwił się Krzysiek. — Przecież to już chłodno.

— Michał twierdzi, że jesienią najlepiej biorą — wzruszyła ramionami Kasia. — Ja się na tym kompletnie nie znam.

— Skoro wędkarz mówi, to pewnie wie — uśmiechnął się Krzysiek, ale w jego spojrzeniu pojawiło się coś dziwnego, czego Kasia nie potrafiła od razu nazwać.

Wieczór nabierał tempa. Po obiedzie i pierwszych tańcach zaczęła się prawdziwa zabawa. Kasia, rozluźniona po kilku łykach szampana, właśnie wracała z parkietu, kiedy zobaczyła, że część gości zebrała się wokół dziewczyny trzymającej telefon.

— To Iza robi transmisję na Instagramie! — zawołała Marta. — Chodź tu, Kaśka, pomachasz widzom!

Kasia podeszła akurat w chwili, gdy Iza z rozbawieniem mówiła do telefonu:

— A tu mamy Kasię, przyjaciółkę panny młodej! Powiedz coś od siebie, Kasiu!

— Cześć wszystkim — powiedziała zawstydzona Kasia i machnęła do kamery. — Wesele jest cudowne, szkoda tylko, że nie wszyscy mogli…

— Pokażmy klimat sali! — przerwała radośnie Iza i odwróciła telefon w stronę baru. — Ojej, a kto tam stoi? To nie Michał?

Kasia automatycznie spojrzała w tamtą stronę. Przy barze rzeczywiście stał mężczyzna łudząco podobny do Michała. Ta sama sylwetka, ten sam sposób opierania się o blat, koszula, którą znała aż za dobrze.

— Niemożliwe — zaśmiała się nerwowo. — Mój mąż jest na rybach.

— Przecież to na pewno on! — Iza przybliżyła obraz na ekranie.

Na wyświetlaczu ukazała się twarz Michała. Jej Michała, który o tej porze powinien siedzieć gdzieś nad jeziorem z wędką w dłoni. Tymczasem śmiał się, mówił coś do nieznajomej dziewczyny, a ich swoboda wyglądała stanowczo zbyt poufale.

Kasi zrobiło się słabo. W uszach zaszumiało, a w piersi rozlał się zimny, ciężki strach. To musi być jakaś pomyłka. Przecież to nie mogło dziać się naprawdę.

— Michał! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał tak głośno i obco, że kilka osób natychmiast zamilkło.

Odwrócił się. Ich spojrzenia spotkały się w jednej sekundzie. Na jego twarzy pojawiło się czyste przerażenie. Powiedział coś szybko do tamtej dziewczyny i ruszył w stronę wyjścia.

Kasia poszła za nim jak we śnie, nie widząc zdziwionych twarzy, nie słysząc szeptów, nie czując nawet, że drżą jej dłonie.

— Kasiu, poczekaj — Michał dogonił ją w korytarzu. — Ja wszystko wyjaśnię.

— Wyjaśnij — skrzyżowała ręce na piersi, walcząc z tym, żeby głos jej się nie załamał. — Dlaczego nie jesteś na rybach? I kim jest ta dziewczyna?

— To nie jest tak, jak myślisz — przeczesał dłonią włosy. — Przygotowywałem niespodziankę na naszą rocznicę.

— Niespodziankę? — Kasia popatrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Tak. Dogadałem się z Agnieszką i Piotrem. Ćwiczyliśmy numer muzyczny. Ja i ta dziewczyna, ona jest wokalistką. Chciałem zaśpiewać ci na rocznicę. A dziś miała być generalna próba przed ludźmi.

— I dlatego musiałeś kłamać, że jedziesz na ryby?

— Gdybym powiedział, że idę na wesele bez ciebie, od razu coś byś podejrzewała — uśmiechnął się winowajczo. — A ja naprawdę chciałem cię zaskoczyć…

— Boże — Kasia zasłoniła twarz rękami. — Ty jesteś idiotą.

— Wiem — powiedział cicho i ostrożnie ją objął. — Przepraszam.

W tej samej chwili z sali wyszła Agnieszka.

— Gdzie wy jesteście?! Michał, przecież mieliśmy ćwiczyć!

— Ty też o tym wiedziałaś? — Kasia odwróciła się do niej.

— No tak — panna młoda uśmiechnęła się z zakłopotaniem. — To miało być takie romantyczne. Nie gniewasz się?

Kasia spojrzała na Michała. W jego oczach nie było pewności siebie ani głupiego usprawiedliwiania się. Był wstyd, strach i prawdziwe wyrzuty sumienia.

— Dobrze — westchnęła w końcu. — Ale chcę usłyszeć tę piosenkę teraz.

— Ale ja nie jestem gotowy! — jęknął Michał.

— Nie szkodzi — Kasia znów skrzyżowała ręce. — Śpiewaj, wędkarzu.

Pół godziny później Michał, czerwony jak burak, stał przed mikrofonem. Z głośników popłynęła ich weselna piosenka. Fałszował, gubił słowa, kilka razy wszedł za późno, ale patrzył tylko na nią. I Kasia, mimo całego upokorzenia, napięcia i złości, poczuła, jak coś w niej powoli mięknie.

Kiedy piosenka dobiegła końca, podeszła do niego i mocno go przytuliła.

— Idiota — szepnęła. — Ale kocham cię.

— Nawet po czymś takim? — przyciągnął ją do siebie.

— Właśnie po czymś takim — uśmiechnęła się cicho.

Później, w taksówce, Michał wciąż przepraszał, choć Kasia była już zbyt zmęczona, by naprawdę się złościć.

— Za to będziemy mieli historię dla wnuków — roześmiała się w końcu. — „Jak dziadek uciekł na ryby, a babcia złapała go na Instagramie”.

— Brzmi jak serial w TVN-ie — powiedział i pocałował ją w czubek głowy. — Obiecuję, żadnych więcej niespodzianek.

— O nie — mrugnęła do niego. — Niespodzianki mogą być. Tylko następnym razem wymyśl lepszą legendę. Ryby we wrześniu naprawdę brzmią podejrzanie.

— Zapamiętam — kiwnął głową Michał. — Swoją drogą… może pojedziemy kiedyś na prawdziwe ryby? Tomek nas zaprasza.

— Pod jednym warunkiem — Kasia uśmiechnęła się chytrze. — Zaśpiewasz mi przy ognisku. Bez podkładu.

Michał skrzywił się, ale po chwili skapitulował.

— Dobrze. Chociaż po moim śpiewie wszystkie ryby uciekną na drugi brzeg.

Roześmiali się oboje, a Kasia zrozumiała, że ta absurdalna, głupia i pełna nerwów historia zamiast ich rozdzielić, tylko przywiązała ich do siebie jeszcze mocniej.