Mama oddała nas do sierocińca zaraz po Nowym Roku — dramatyczna historia sióstr porzuconych przez własną matkę i odnalezienia więzi po latach

Mama oddała nas do sierocińca tuż po Nowym Roku…

Dziewczynki ryczały w niebogłosy. Były przyzwyczajone do domowego ciepła i troski. Kiedy mama zajmowała się swoim życiem osobistym, a robiła to nieustannie, siostry — Aleksandra i Natalia — mieszkały u babci. Ale na święto św. Mikołaja zimowego babcia odeszła, a matka przekazała je do internatu. Nie, nie była rozwiązłą kobietą, nie piła, nie paliła. Tylko czy to było sprawiedliwe, że były dwa życia do zniesienia, a ona musiała samotnie dźwigać brzemię?

Matka rozpięła płaszczyk Natalii i wyrzekła: „Nie płaczcie, tak się ułożyło. Czy to moja wina? Będzie wam tu dobrze, potem mi podziękujecie!” Natalia już łkała bez tchu, miała zaledwie trzy lata i nie rozumiała, co się dzieje. Ale patrząc w surowe oczy matki i w przestraszoną, zalaną łzami twarz starszej siostry, siedmioletniej Aleksandry, czuła, że wszystko jest źle. Matka syknęła: „Nie kompromitujcie mnie, nie odrzucam was, przyłożę się i zabiorę. Na Wielkanoc przyjadę i odbiorę!” Dziewczynki, wciąż szlochając, ucichły: mama przecież obiecała powrócić!

Przystosowanie do sierocińca było trudne, chociaż wychowawcy darzyli je sympatią i współczuciem za brak zuchwałości, rozumu i ich wzajemną przywiązanie. Aleksandra przyciągała uwagę poważnym, ciemnym spojrzeniem, a Natalia przypominała małego, białego pączusia o dobrodusznym obliczu. Natalia szarpała Aleksandrę: „Kiedy Wielkanoc przyjdzie? Ona przyjdzie i zabierze nas do mamy?” Aleksandra cierpliwie tłumaczyła po raz setny: „Wielkanoc to święto wiosenne, pamiętasz, jak babcia farbowała jajka?” Natalia kiwała poważnie głową, pamiętam, ale potem wspomnienie babci wywoływało na jej rzęsach malutkie łzy. Aleksandra sama chciała wiedzieć, kiedy nadejdzie Wielkanoc. Z tym pytaniem zwróciła się do wychowawczyni. Pani Iwona była zdziwiona — zwykle dzieci czekają na Nowy Rok, Mikołaja lub urodziny. Jednak podarowała Aleksandrze mały kalendarzyk: „Widzisz, w tym dniu będzie Wielkanoc, zaznaczyłam kółkiem, a teraz spójrz tutaj. Każda cyfra to jeden dzień. Kiedy byłam w szkole, odkreślałam dni do wakacji.” Aleksandra również zaczęła skreślać kolejne dni, a licznik od daty przyjazdu mamy stawał się coraz krótszy.

Ranek Wielkanocnej Niedzieli Natalia wbiegła do Aleksandry, ściskając w dłoni czerwone jajko: „Aleks! Aleks! Dziś mama przyjdzie, jestem taka szczęśliwa! A ty, Alu, też szczęśliwa?” Aleksandra i sama nie mogła się doczekać mamy. Na początku oczekiwanie napełniało radością, ale po drzemce dziennej ochota do płaczu rosła. Do tego Natalia nieustannie kręciła się obok i jęczała. Pod wieczór, gdy Aleksandra zrozumiała, że mama ich oszukała, uspokajała młodszą: „Pewnie mama utknęła w autobusie, sama słyszałam, droga straszna, wychowawcy tak mówią. Natalia, nie płacz, autobus ją wyciągnie, jutro na pewno przyjdzie. A dziś nocuje na wsi.” Młodsza siostrzyczka kiwała głową, przełykając łzy. Ale matka nie pojawiła się, mimo że dziewczynki czekały każdego dnia, wymyślając coraz to nowe wymówki.

Pewnego ranka Aleksandra nie znalazła Natalii. Wychowawcy wyjaśnili, że matka zabrała młodszą siostrę. Znacznie później Aleksandra dowiedziała się, że matka spisała na nią dokument odmowy. Ale szczęście dopisało jej: po dwóch latach odnalazła ją siostra ojca. Ciocia Lena była dobrą kobietą, a Aleksandra nie zauważyła, kiedy zaczęła nazywać ją mamą. Dobroć cioci i jej rodziny powoli leczyła rany w sercu Aleksandry, a o matce i Natalii starała się nie myśleć. Choć wiedziała, że Natalia była wtedy maleńka i niczego do końca nie pojmowała, to i tak…

Minęły lata. Aleksandra została pielęgniarką, wyszła za mąż, urodziła syna, żyli skromnie, ale zgodnie. I nagle nadeszła wiadomość. Od Natalii!

„Cześć, moja ukochana siostrzyczko! Pewnie mnie wcale nie pamiętasz? Pamiętam tylko twoje warkocze i kratkowane kapcie. Jak bardzo chcę cię zobaczyć! Niedawno wróciłyśmy do naszej dzielnicy, mieszkamy w Brzozówce. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę wpaść w odwiedziny?”

Aleksandra wzruszyła ramionami — dziwne, sama nie zaprasza, a tu proszą… Jednak odpowiedziała zgodą.

Natalia, w niebieskiej kurteczce, z lekkim utykaniem, szła ku siostrze i radośnie machała ręką! Rozpoznała w tłumie na dworcu, mocno przytuliła Aleksandrę i zapłakała: „Siostrzyczko, jak tylko cię zobaczyłam, od razu wiedziałam: oto moja Alusia! Wierzysz, od razu?”

Aleksandra niezadowolona mruknęła, że była łakomą łzami, a oczy jej same śmiały się ze śmiechu.

Po kolacji Natalia opowiadała:

„Nie gniewaj się na mamę, wujek Sergiusz od razu powiedział, jak się poznali, że zabierze ją i z dziećmi. Ale przestraszyła się, że dwoje od razu. Potem u wujka i mamy urodził się syn, potem córka! Weronika, taka laleczka, gdzie my! Ojej, nie gniewaj się! Wujek Sergiusz dobrze zarabia, świetny stolarz, zawsze ma mnóstwo zleceń. Nawet czasem jedziemy na południe. W siódmej klasie wół mnie podniósł na rogi, dzięki Bogu, nikt więcej nie ucierpiał. A ja, widzisz, kulam się… Jak smaczne ciasto, Alu, dasz mi przepis?”

Aleksandra zapytała:

„A ty pracujesz? Uczysz się na coś? Masz przyjaciół? Jesteś taka ładna!”

Natalia zrumieniła się:

„Po tamtym wypadku długo się leczyłam, wydano na mnie mnóstwo pieniędzy… Pomagam w domu lub wujkowi Sergiuszowi przy zamówieniach… Mama pracuje księgową w urzędzie. A o przyjaciół nie mam czasu. I utykam… Ale przywykłam.”

Aleksandra namówiła Natalię, by została na noc, obiecując odprowadzenie na pierwszy autobus. Siostra zasnęła ledwo przyłożyła głowę do poduszki. Aleksandra przypadkowo spojrzała na jej starannie ułożone ubrania na krześle. Wszystko było czyste, ale tak wyprane i kilkakrotnie załatane! Nawet w szpitalu salowe lepiej się ubierały, a co dopiero na wizyty!

O trzeciej rano Aleksandra obudziła męża i poprosiła o pilny wyjazd do Brzozówki. Mąż klął jak szewc, ale mimo to ruszył. Po drodze Aleksandra wszystko mu wytłumaczyła, początkowo marszczył brwi, później skinął na zgodę.

Aleksandra bez trudu znalazła dom matki. Serce waliło jak oszalałe, gdy stukała do drzwi. Drzwi otworzyła matka i nie poznała Aleksandry. A ta od razu ją rozpoznała: choć mama postarzała się, wciąż była piękna i zadbana. Dziewczyna powiedziała:

„Dzień dobry, mamo! Oto spotkanie…”

Matka powitała niedbale, jakby Aleksandra była niezbyt bliską sąsiadką. Potem zirytowana spytała:

„A Natalia gdzie? W chlewie? Niech wraca, dzieciom śniadanie trzeba zrobić, od wczoraj nie sprzątano. No, wejdź…”

Aleksandra starała się mówić spokojnie:

„Natalia zostanie u mnie na razie. Spakuj jej ubrania i rzeczy… Pieniądze też, jeśli możecie. Umieszczę Natalię w pracy jako sanitariuszkę, potem znajdzie zawód. I nogę trzeba wyleczyć, taka piękność, a utyka! Słyszysz, mamo?”

Matka wydęła usta, jak to miała w zwyczaju, i wyrzekła:

„Idź stąd, obrończyni, za Natalią przyjdziemy sami! Nie chcę cię więcej przy niej widzieć!”

Wtedy Aleksandra stanowczo pokręciła głową i patrząc prosto w oczy matki, powiedziała wyraźnie i powoli:

„Po pierwsze, nie Natalia, lecz Natalię! Swój krowi imię zostaw, którą teraz sama rano dojysz, paniusiu! Chcesz, żebym teraz pół wsi zebrała? I wszyscy się dowiedzą, jak przykładna urzędniczka z urzędu porzuciła własne dzieci w sierocińcu? Czy wszystkie kobiety w wiosce są wiernymi przyjaciółkami, czy znajdą takie, które ci tego nie wybaczą? Jeśli chcesz wyjechać i zabrać Natalię, znajdę cię i w całym kraju rozsławię!”

Matka skrzywiła się, zniknęła w domu, trzaskając drzwiami. Po pół godzinie wyszedł chudy, skulony mężczyzna z plecakiem:

„Dzień dobry, nazywam się Sergiusz. Oto rzeczy… Przekażcie Ludmile (zawsze tak nazywałem Natalię) pozdrowienia ode mnie, niech wszystko będzie dobrze. Pomogę też finansowo. Prawda, ile lat dziewczynka spędziła jako Kopciuszek u własnej matki? Mówiłem jej… Ale nie gniewajcie się na matkę, życie nie jest proste…”

Aleksandra szła z plecakiem do auta męża i myślała: tak, życie nie jest proste. A czy w ogóle coś jest łatwe? Aby mężczyźni nie pili i nie hulali, aby kobiety nie porzucały dzieci dla „mężczyzn” po wsiach i do sierocińców, aby siostry i bracia siebie nie zapomnieli?

Mama oddała nas do sierocińca tuż po Nowym Roku…