Nie zdziwienie.
Nie oburzenie.
Nie niezrozumienie.
Strach.
Prawdziwy strach.
Powoli opadł na fotel.
— Aniu…
— To prawda?
Mężczyzna zamknął oczy.
To wystarczyło.
Odpowiedź już dostała.
W pokoju zawisła ciężka cisza.
Anna poczuła, jak coś w niej ostatecznie pęka.
Nie zaufanie.
Nie miłość.
Iluzja.
Ta sama iluzja, w której żyła przez ostatnie dwa lata.
Człowiek, którego uważała za najbliższego na świecie, okazał się kimś zupełnie innym, niż sądziła.
Najstraszniejsze nie były dokumenty.
Nie urzędowy błąd.
Najgorsze było to, że cała ich historia od samego początku opierała się na kłamstwie.
Anna stała przy oknie hotelowego pokoju, nie czując ani ciepła promieni słońca, ani miękkiego dywanu pod stopami. Wszystko wokół straciło kontury. Zaledwie kilka minut wcześniej Piotr milcząco potwierdził coś, co jeszcze tego ranka wydawało się niemożliwe.
Siedział w fotelu ze spuszczoną głową.
— Powiedz chociaż cokolwiek — odezwała się w końcu.
Przesunął dłonią po twarzy.
— To wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż wygląda.
— Naprawdę? — Anna uśmiechnęła się gorzko. — Bo z boku wygląda bardzo prosto. Ożeniłeś się ze mną, chociaż byłeś już mężem innej kobiety.
Piotr podniósł na nią wzrok.
— Nie mieszkam z nią od wielu lat.
— Ale formalnie nadal jesteście małżeństwem?
Powoli skinął głową.
Ta odpowiedź zabolała mocniej niż jakiekolwiek tłumaczenia.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bałem się.
— Czego dokładnie?
— Że cię stracę.
Anna odwróciła twarz.
Dziwne, ale nie płakała.
Wstrząs był zbyt silny.
Była gotowa usłyszeć wszystko: pomyłkę w bazie, zbieżność nazwisk, czyjś okrutny żart. Ale przed nią siedział człowiek, który przyznawał, że to prawda.
— Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Piotr długo milczał.
— Chciałem załatwić wszystko przed ślubem.
— Chciałeś?
— Tak.
— Ale nie załatwiłeś.
— Nie zdążyłem.
Odwróciła się gwałtownie.
— Nie zdążyłeś przez dwa lata naszego związku?
Nie odpowiedział.
I w tej ciszy odpowiedź wybrzmiała głośniej niż słowa.
Anna powoli usiadła naprzeciwko niego.
— Kim ona jest?
— Kobietą, z którą kiedyś żyłem.
— Imię.
— Marta.
— Gdzie teraz jest?
— Nie wiem dokładnie.
Anna zmarszczyła brwi.
— Jak można nie wiedzieć, gdzie jest twoja oficjalna żona?
Piotr ciężko westchnął.
— Rozstaliśmy się sześć lat temu.
— To dlaczego się nie rozwiedliście?
Mężczyzna nerwowo splótł palce.
— Bo wszystko okazało się znacznie bardziej zagmatwane.
Z każdym kolejnym wyjaśnieniem robiło się tylko gorzej.
— Czyli przez sześć lat nic z tym nie zrobiłeś?
— Robiłem.
— Co dokładnie?
— Próbowałem ją odnaleźć.
— I nie znalazłeś?
— Nie.
Anna poczuła, jak narasta w niej gniew.
Za dużo niedopowiedzeń.
Za mało prostych odpowiedzi.
— Pokaż mi dokumenty.
Piotr uniósł głowę.
— Jakie?
— Wszystkie związane z tym małżeństwem.
Wyraźnie się zdenerwował.
A to zaniepokoiło ją jeszcze bardziej.
— Nie mam ich teraz przy sobie.
— To pojedziemy po nie.
— Teraz?
— Tak. Właśnie teraz.
Po raz pierwszy od początku rozmowy Piotr wyglądał na zupełnie zagubionego.
Najwyraźniej spodziewał się czegoś innego.
Łez.
Histerii.
Wyrzutów.
Ale nie spokojnych pytań.
Godzinę później stali już przed jego mieszkaniem, które wynajmował lokatorom jeszcze zanim poznał Annę.
Klucze miał nadal.
Pod pretekstem sprawdzenia liczników poprosił najemców, by wpuścili go na kilka minut.
W starej szafie rzeczywiście znalazła się teczka.
Piotr wyciągnął ją niechętnie.
Anna otworzyła dokumenty od razu, stojąc jeszcze w mieszkaniu.
Akt małżeństwa.
Kopie podań.
Kilka starych zaświadczeń.
Ale między papierami leżało coś jeszcze.
Koperta.
Pożółkła od czasu.
Na przedniej stronie widniało nazwisko Piotra.
Anna spojrzała na niego.
— Co to jest?
— Nie wiem.
Ale jego głos nie brzmiał przekonująco.
Rozdarła kopertę.
W środku był list.
Kilka kartek zapisanych kobiecym charakterem pisma.
Pierwsze zdania sprawiły, że zastygła.
„Piotrze, jeśli kiedykolwiek jednak zdecydujesz się przeczytać ten list, to znaczy, że minęło już wystarczająco dużo czasu…”
Podniosła wzrok.
Piotr był blady.
Bardzo blady.
— Czytałeś go wcześniej?
Milczał.
Wtedy Anna zaczęła czytać dalej.
Marta pisała o chorobie.
O leczeniu.
O przeprowadzce do innego miasta.
O tym, że nie chce stać się dla niego ciężarem.
O tym, że prosi, by jej nie szukał.
Z każdym kolejnym zdaniem obraz się zmieniał.
Ale wcale nie stawał się przez to jaśniejszy.
Kiedy list dobiegł końca, Anna powoli złożyła kartki.
— Była ciężko chora?
— Tak.
— Wiedziałeś o tym?
— Dowiedziałem się później.
— Dlaczego mi tego nie powiedziałeś?
Piotr usiadł na krześle.
Wyglądał tak, jakby w ciągu jednego poranka postarzał się o kilka lat.
— Bo mi wstyd.
— Za co?
— Za to, że niczego nie zrobiłem.
W pokoju znów zapadła cisza.
Anna czuła, że do prawdziwej prawdy wciąż jeszcze nie dotarli.
Zbyt wiele rzeczy do siebie nie pasowało.
Skoro Marta odeszła sama, dlaczego nie rozwiązał małżeństwa przez sąd?
Skoro próbował ją odnaleźć, dlaczego list przez tyle czasu leżał nierozpieczętowany?
Skoro naprawdę chciał wszystko naprawić, dlaczego zawarł nowe małżeństwo, nie zamykając poprzedniego?
