Kiedy położyłam dłoń na biurku, przez głowę przemknęło mi wspomnienie nerwowo zatrzaśniętej szuflady. Szybko je od siebie odsunęłam. Zbliżała się nasza rocznica. Cokolwiek Michał kiedyś tam ukrywał, nie mogło przecież ważyć więcej niż pięć wspólnie przeżytych lat.
Właśnie dla tego dnia zrezygnowałam z pracy.
Chwyciłam uchwyt dolnej szuflady, przekonana, że za chwilę zobaczę znajomą okładkę z białej skóry.
Zamiast albumu znalazłam jednak coś zupełnie innego.
Szuflada początkowo nie chciała się otworzyć, jakby nikt nie wysuwał jej od wielu miesięcy. Pociągnęłam mocniej. W końcu ustąpiła z cichym skrzypnięciem.
Albumu nie było.
Zmarszczyłam brwi i zaczęłam przeglądać leżące na wierzchu dokumenty. Stare zeznania podatkowe, instrukcje obsługi, karty gwarancyjne i teczka pełna paragonów. Nic nie wskazywało na to, że gdzieś pomiędzy nimi ukryto nasze fotografie.
Nie tego się spodziewałam.
Już miałam zamknąć szufladę, gdy moje palce natrafiły na coś twardego i niewielkiego, wsuniętego głęboko pod papiery.
Ostrożnie wyciągnęłam przedmiot.
Na mojej dłoni spoczywał mały, srebrny pendrive. Na jego obudowie Michał starannie napisał czarnym markerem cztery słowa:
„OBEJRZYJ TO TYLKO SAMA”.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w napis, obracając urządzenie między palcami.
Niewiele brakowało, żebym odłożyła je z powrotem.
Wydało mi się dziwne, że schował je właśnie tam, pod starymi rozliczeniami. Może wsunął pendrive do szuflady dawno temu i całkowicie o nim zapomniał. Pomyślałam, że mogą znajdować się na nim materiały służbowe, stare nagrania albo niedokończony projekt.
Po chwili przyszło mi do głowy coś jeszcze.
Do rocznicy pozostawały trzy dni. A jeśli Michał także szykował niespodziankę? Może nagrał dla mnie coś pięknego, lecz zamierzał pokazać mi to dopiero podczas naszego święta. Może chciał zrobić romantyczny film, ale nie zdążył go dokończyć.
— Michale, ty skryty romantyku — szepnęłam z uśmiechem.
Przez moment naprawdę wierzyłam, że odkryłam coś wzruszającego.
Zabrałam pendrive do salonu, gdzie na stole leżał otwarty laptop. Serce biło mi szybciej z podekscytowania, kiedy uruchomiłam komputer, podłączyłam urządzenie i czekałam na zawartość.
Na ekranie od razu pojawił się folder.
W środku znajdowały się tylko cztery pliki wideo.
Nie miały tytułów ani opisów. Zostały oznaczone wyłącznie numerami.
Zawahałam się na sekundę, lecz ciekawość zwyciężyła. Kliknęłam pierwszy plik, oczekując romantycznego wyznania, wspomnień albo przygotowanej specjalnie dla mnie wiadomości.
Moje palce lekko drżały.
Na ekranie ukazał się pokój, którego nigdy wcześniej nie widziałam.
Jasne ściany. Zwyczajna lampka na stoliku. Okno z żaluzjami opuszczonymi do połowy.
Na skraju łóżka siedział Michał.
Wyglądał przerażająco źle.
Miał czerwone oczy, zmęczoną twarz, a jego dłonie wyraźnie się trzęsły. Przez kilkanaście sekund milczał i patrzył prosto w obiektyw, jakby próbował zebrać odwagę potrzebną do wypowiedzenia pierwszego zdania.
— Nie wiem, jak mam jej o tobie powiedzieć — odezwał się w końcu prawie niesłyszalnie.
Uśmiech zniknął z moich ust.
Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie.
Michał przetarł twarz i odwrócił wzrok.
— Alicjo… próbowałem chyba ze sto razy. Siadam z nią przy stole, otwieram usta i nagle nie potrafię wydobyć z siebie ani jednego słowa. Moja żona na to nie zasługuje. Należy jej się prawda.
Alicja?
Nigdy wcześniej nie słyszałam tego imienia.
Przez wszystkie lata naszego związku Michał nie wspomniał go ani razu.
Wytarł oczy wierzchem dłoni.
— Znajdę sposób, żeby jej powiedzieć. Muszę. Zanim będzie za późno.
Nagranie się skończyło.
Alicja.
Siedziałam bez ruchu.
Miałam wrażenie, że moja klatka piersiowa jednocześnie zaciska się i zapada, jakby ktoś nagle wyrwał ze mnie kawałek serca.
Alicja.
W ciągu kilku sekund przez głowę przemknęły mi wszystkie najgorsze możliwości.
Inna kobieta.
Romans.
Podwójne życie.
Nagle pozornie nieistotne szczegóły zaczęły układać się w logiczną całość. Nadgodziny w pracy. Zamknięta szuflada. Zdjęcie, które poprzedniej zimy tak szybko schował, kiedy weszłam do pokoju.
Czułam się, jakbym zamieniła się w kamień.
Dłonie drżały mi tak mocno, że ledwie zdołałam przesunąć kursor w stronę pliku oznaczonego jako NAGRANIE 2.
Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam.
Strzałka zatrzymała się nad ikoną drugiego filmu.
Nie potrafiłam jednak kliknąć.
Po prostu nie byłam w stanie.
Nie wiedziałam, czy mam dość siły, by poznać resztę.
Przez długie minuty siedziałam i wpatrywałam się w mały prostokąt na ekranie.
Wtedy usłyszałam cichy trzask zamka.
Klucze wpadły do ceramicznej miseczki stojącej w przedpokoju.
Rozpoznałam znajome kroki.
Michał wrócił znacznie wcześniej, niż powinien.
Nie zdążyłam uruchomić kolejnego filmu.
Gwałtownie sięgnęłam do pokrywy laptopa, ale palce odmawiały mi posłuszeństwa. Zanim zdołałam zamknąć komputer, Michał stanął w drzwiach salonu.
Najpierw spojrzał na moją twarz.
Potem jego wzrok opadł na dłoń, w której wciąż ściskałam pendrive.
W jednej chwili całkowicie zbladł.