— Swojej mamie nakupowałaś prezentów, a na upominek dla mojej nawet nie dołożyłaś ani złotówki! — oburzył się mąż tuż przed jubileuszem

Rano wstała jak zwykle cicho, żeby nikogo nie obudzić. Umyła się, przygotowała śniadanie, pomogła Zosi ubrać się do przedszkola, pożegnała zaspanym „cześć” Piotra i wyszła z córką. Cały dzień upłynął jej na obowiązkach i myślach o zbliżającym się jubileuszu. Bardzo chciała, by wieczór był piękny i żeby mama naprawdę poczuła, jak bardzo jest otoczona miłością.

Wieczorem, gdy Zosia już spała, Anna otworzyła szafę i wyjęła ubrania przygotowane na uroczystość. Dla siebie wybrała delikatną sukienkę w pastelowym odcieniu, a dla córki śliczny strój w podobnej tonacji. Piotrowi odłożyła szarą koszulę pasującą do jego spodni. Cała trójka miała wyglądać elegancko i harmonijnie.

— A to co za przedstawienie? — zakpił następnego ranka, widząc przygotowany zestaw. — Ja idę w białej koszuli. Te swoje modowe pomysły zostaw komuś innemu.

— Jak chcesz — odpowiedziała spokojnie Anna, choć poczuła nieprzyjemne ukłucie.

Nie chodziło jej nawet o szarą koszulę. Bolał ją sposób, w jaki Piotr potraktował jej starania, jakby jej nastrój, wysiłek i ważny dzień matki nie miały najmniejszego znaczenia.

Restauracja okazała się przytulna i naprawdę elegancka. Stoły przykryto jasnymi obrusami, zastawę ustawiono z dbałością o każdy detal, w tle płynęła cicha muzyka, a w sali pachniało świeżymi kwiatami. Goście witali się serdecznie, ściskali, wymieniali nowinkami i uśmiechali. Helena wyglądała wspaniale i promieniała ze szczęścia.

Piotr od razu skierował się do stołu i ciężko opadł na krzesło, rozsiadając się tak, jakby brakowało mu jedynie kogoś, kto odbierze od niego płaszcz i poda napój. Anna trzymała Zosię za rękę i podeszła do mamy. Z wyraźnym wzruszeniem podała jej duże pudełko, ale bez niepotrzebnego ceremoniału.

— Dziękuję, córeczko — uśmiechnęła się Helena i mocno ją przytuliła. — Otworzę wszystko trochę później, dobrze? Chcę spokojnie nacieszyć się tą chwilą.

Anna skinęła głową. W tej samej sekundzie telefon w jej torebce zawibrował. Na ekranie pojawiło się imię Barbary.

„Tylko tego mi teraz brakowało” — pomyślała, ale odebrała.

— Tak, pani Barbaro?

— Anno, dzień dobry. Chciałam złożyć życzenia twojej mamie. Przekaż jej dużo zdrowia. Ona przecież tak bardzo wam pomaga, prawda? Nie to co my z ojcem Piotra. My, biedni krewni, do niczego wam niepotrzebni. Tobie od ludzi są potrzebne tylko pieniądze.

— Co pani w ogóle mówi? — Anna nie od razu zrozumiała, dokąd zmierza rozmowa.

Odeszła od stołu, przeszła do toalety i dopiero tam mogła odpowiedzieć nieco głośniej:

— Jacy biedni krewni? Dlaczego uważa pani, że jesteście nam niepotrzebni?

— Bo Piotruś wszystko mi opowiedział. Jak się starałaś, jak wybierałaś prezenty, jak organizowałaś swojej matce święto.

— Ja niczego nie organizowałam. Mama sama zarezerwowała restaurację. Kupiłam tylko prezenty. I nadal nie rozumiem, do czego pani zmierza.

— Do tego, moje dziecko, że jeśli chcesz utrzymać małżeństwo, powinnaś nauczyć się mieć ze mną dobre relacje. Wiesz przecież, że wystarczy, żebym pstryknęła palcami, a bez trudu rozdzielę ciebie i Piotra — powiedziała Barbara z zadowoleniem w głosie.

— Naprawdę? W takim razie proszę się nie męczyć. Sama to załatwię, skoro pani i pani Piotruś tak bardzo przejmujecie się moją rodziną. Jutro przyjedzie do pani ze swoimi rzeczami. Zresztą mieszkanie, w którym żyjemy, należy do mojej mamy — odpowiedziała Anna twardo.

— Poczekaj! — ton Barbary zmienił się natychmiast. — Ja wcale nie to miałam na myśli.

— A co dokładnie? Chciała pani bez powodu obrazić mnie i moją mamę, a potem zachowywać się, jakby nic się nie stało? Piotr od jakiegoś czasu regularnie przekracza granice. Jest opryskliwy, urządza awantury i zachowuje się okropnie. Potrafię wiele znieść, ale moja cierpliwość też ma swój koniec.

Anna rozłączyła się, spojrzała na siebie w lustrze, poprawiła włosy i wróciła na salę. Z zewnątrz była spokojna: uśmiechała się, rozmawiała z kuzynką, nalewała Zosi sok i odpowiadała na pytania gości. W środku jednak buzowały w niej złość i żal.

Nie minęło nawet dziesięć minut, gdy Piotr wypił pierwszy kieliszek wina, potem drugi „za jubilatkę”, następnie wzniósł toast za „córkę solenizantki”, a chwilę później po prostu za „świetne towarzystwo”. Żartował za głośno, śmiał się demonstracyjnie i zachowywał tak, jakby był wolnym mężczyzną bez żony, dziecka i jakichkolwiek zobowiązań.

Kiedy podeszła do niego nieznajoma kobieta w błyszczącej, dopasowanej sukience i zaproponowała taniec, Piotr nawet nie pomyślał o odmowie. Uśmiechnął się szeroko, a potem ostentacyjnie mrugnął do Anny, jakby koniecznie chciał wzbudzić w niej zazdrość.

Anna nic nie powiedziała. Tylko spojrzała na matkę. Helena wyraźnie się zachmurzyła, ale córka ledwie zauważalnie pokręciła głową, dając jej do zrozumienia, że nie chce teraz o tym rozmawiać.

„Nie pozwolę mu zepsuć tego wieczoru” — powtarzała sobie w myślach.

Zosia tymczasem biegała szczęśliwa między stołami, kręciła się obok mamy, cieszyła słodyczami, balonami i odświętnie udekorowaną salą. Dla niej ten dzień również był wielkim wydarzeniem. Uwielbiała babcię i naprawdę pragnęła widzieć ją uśmiechniętą.