— Powiedz jej coś innego. Wiem, co zrobił tata. Wiem, dlaczego odeszła. I wiem też, że później miała wystarczająco dużo lat, żeby sama się ze mną skontaktować.
W końcu wzięłam kartkę.
Daria spojrzała na mnie zaskoczona.
— Nie zamierzam do niej dzwonić.
— To po co bierzesz numer?
— Bo więcej nie pozwolę, żeby inni decydowali, czego wolno mi się dowiedzieć, a czego nie.
Złożyłam kartkę na pół i schowałam ją do torebki.
— Jeśli Laura chce się ze mną zobaczyć, niech sama do mnie przyjdzie.
— Przekażę jej.
— I jeszcze jedno, Dario.
Zatrzymała się.
— Nigdy więcej nie wciągaj w to Zosi.
— Nie będę.
— Dobrze.
Minęły trzy tygodnie.
Laura nie przyszła.
Co dziwne, zraniło mnie to o wiele mniej, niż się spodziewałam.
Może dlatego, że przynajmniej znałam już prawdę.
W tym czasie odwiedziłam ojca tylko raz.
Wypowiedział imię Laury na głos, bez ściszania głosu.
Nie wybaczyłam mu.
W niedzielę Zosia siedziała przy moim kuchennym stole i rysowała. Sweter ze słonecznikiem leżał obok mnie.
— Babciu?
— Tak?
— Nadal czekasz na swoją siostrę?
Spojrzałam na brązowy płatek, którego mama kiedyś chciała się pozbyć.
— Nie.

Zosia zmarszczyła brwi.
— Ale chcesz, żeby przyszła?
— Chcę.
— To dlaczego nie znaczy, że na nią czekasz?
Uśmiechnęłam się.
— Bo jest różnica między zostawieniem drzwi otwartych a spędzeniem całego życia przy tych drzwiach.
Starannie złożyłam sweter.
Przez czterdzieści lat nieobecność Laury wyznaczała rytm mojego życia.

Tata popełnił jeden straszny czyn.
Laura popełniła po nim jeszcze wiele innych.
A za decyzje ich obojga płaciłam przez całe życie ja.
Ale już nie zamierzałam tego robić.
Jeśli moja siostra kiedyś przyjdzie, wysłucham jej.
Jeżeli nie przyjdzie, jutro i tak się obudzę i będę żyć dalej.
I po raz pierwszy od 1986 roku poczułam, że to wystarczy.