— Moja mama.
— Jak ma na imię?
Daria zawahała się.
Podeszłam bliżej.
— Proszę, nie zmuszajcie mnie, żebym wyciągała z pani każde słowo.
W jej oczach pojawiły się łzy.
— Laura.
Uważnie przyjrzałam się jej twarzy.
Nie była dokładną kopią mojej siostry.
— Laura jest pani matką?
— Tak.
— Żyje?
— Tak.
Opadłam na krzesło.
Przez czterdzieści lat wyobrażałam sobie niezliczone zakończenia historii Laury. Żadne nie wyglądało tak.
— A Tomasz? To pani ojciec?
— Tak. Przez kilka lat mieszkali razem.
Spojrzałam na sweter.
— I przez cały ten czas Laura ani razu nie wróciła do domu?
Daria wzięła głęboki oddech.
— Wróciła.
Gwałtownie podniosłam głowę.
— Kiedy?
— W 1992 roku.
Sześć lat po jej odejściu.
Laura miała wtedy dwadzieścia dwa lata.
— Skąd pani o tym wie?
— Bo zabrała mnie ze sobą.
Wpatrywałam się w nią.
— Co takiego?
— Miałam wtedy dwa lata. Oczywiście nie pamiętam samego spotkania.
— W takim razie proszę mówić tylko to, co opowiadała pani Laura. Bez dopowiadania rzeczy, które później sama pani wymyśliła.
Daria skinęła głową.
— Mama opowiadała, że w dniu pani szesnastych urodzin Tomasz przyszedł pod wasz dom. Jego rodzina zamierzała wyjechać z miasta i zaproponował Laurze, żeby pojechała razem z nimi.
— I ona po prostu wyszła?
— Niezupełnie.
— Co to znaczy?
— Wasz ojciec zobaczył ich przed domem.
Palce mocniej zacisnęły mi się na swetrze.
— Co się wtedy stało?
— Mama mówiła, że się pokłócili. Pani ojciec powiedział jej, że jeśli odejdzie z Tomaszem, nie ma nawet myśleć o powrocie.
Od razu usłyszałam w głowie głos taty. Nie dlatego, że kiedykolwiek wypowiedział przy mnie dokładnie te słowa. Po prostu brzmiały jak coś, co mógł powiedzieć.
— Co zrobiła Laura?
— Uznała, że tylko próbuje ją przestraszyć.
— A potem?
— Odeszła.
Odwróciłam wzrok.
Przez te wszystkie lata sądziłam, że ktoś zabrał Laurę wbrew jej woli. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogła odejść sama, w gniewie, przekonana, że później wszystko naprawi.
— Jak długo była z Tomaszem?
— Kilka lat. Urodziłam się, kiedy mama miała dwadzieścia lat.
— Co wydarzyło się później?
— Dorośli. Mama miała dość uciekania przed przeszłością. Tomasz nie.
— I wtedy postanowiła wrócić?
— Nie od razu. W tamtym czasie powrót oznaczałby przyznanie, że popełniła błąd.
Bolało mnie, jak dobrze potrafiłam to zrozumieć.
— Co zmieniło się w 1992 roku?
— Ja.
Głos Darii ucichł.
— Kiedy mama sama została matką, wreszcie pojęła, przez co musiała przejść pani mama.
Ścisnęło mnie w gardle.
— Dlatego przywiozła cię do domu?
— Tak. Miałam dwa lata.
Laurze były wtedy dwadzieścia dwa lata.
— Czego oczekiwała, kiedy zapukała do drzwi?
— Myślała, że otworzy jej pani mama.
— Mama była w domu?
— Nie. Pani też nie.
Pochyliłam się do przodu.
— Kto otworzył?
— Pani ojciec.
Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz.
— Tata przez całe życie powtarzał, że po 1986 roku już nigdy jej nie widział.
Daria nie odpowiedziała.
Nie musiała.
— Co zrobił?
— Powiedział jej, że nie może wrócić.
Wstałam.
— Nie.
— Emilio…
— Nie mógł zrobić czegoś takiego i niczego nie powiedzieć mamie.
Po jej twarzy zrozumiałam, że mógł.
— Laura próbowała wrócić jeszcze raz?
— Nie do domu.
— Dlaczego?
— Bo mu uwierzyła.
— W co dokładnie?
— W to, że wasza rodzina już uporała się z jej zniknięciem. Że jeśli wróci, znowu sprawi wam ból.
Milczałam.
— Powiedział jej, że tak właśnie myślę?
— Mama nigdy nie przytoczyła mi dokładnych słów.
— Dobrze. W takim razie proszę niczego nie dopowiadać.
Podniosłam sweter.
— Gdzie teraz jest Laura?
— Niedaleko stąd.
Serce zaczęło mi walić.
— Wie, że dałaś ten sweter Zosi?
Daria spuściła wzrok.
Odpowiedź była oczywista.
— Nie.
Zaśmiałam się krótko, choć nie było w tym nic zabawnego.
— Naprawdę uznałaś, że po czterdziestu latach wystarczy wręczyć mojej wnuczce stary sweter i pozwolić mi samej odgadnąć resztę?
— Przez lata prosiłam mamę, żeby się z panią skontaktowała. W klasie Zosi wisiały drzewa genealogiczne. Zobaczyłam panią, kiedy sprzątałam.
— Ale to wciąż nie była twoja decyzja.
— Wiem.
— Jeszcze jedno. Laura mówiła, skąd ma ten wisiorek?
Daria skinęła głową.
— Powiedziała, że pani ojciec oddał go jej, kiedy przyjechała do domu.
Tamtej nocy, kiedy Laura zniknęła, wisiorek miał tata.
Jeżeli później znów znalazł się u Laury, oznaczało to, że ojciec rzeczywiście ją widział.
Nie miałam już żadnych wątpliwości.
Wzięłam torebkę.
— Dokąd pani idzie?
— Zapytać ojca, dlaczego pozwolił mojej matce umrzeć w przekonaniu, że jej córka nigdy nie wróciła do domu.
Tata oglądał telewizję, kiedy weszłam do jego pokoju.
— Emilia. Jesteś w tym tygodniu wyjątkowo wcześnie.
Położyłam drewniany słonecznik na jego stoliku.
Jego twarz natychmiast się zmieniła.
— Skąd to masz?
— Widziałeś Laurę po 1986 roku?
— Nie.
Odpowiedział zbyt szybko.
Rozłożyłam sweter na jego kolanach.
— Wróciła.
Tata odwrócił wzrok.
To wystarczyło.
— Kiedy?
Jego ramiona opadły.
— W 1992 roku.
Pokój nagle wydał mi się mniejszy.
— Była sama?
— Nie.
— Miała małą dziewczynkę.
Tata zamknął oczy.
— Darię.
Po chwili znowu na mnie spojrzał.
— Widziałeś ją.