— Byłeś zajęty rozmową z klientem — odparła cicho Anna. — Michał, proszę, zróbmy to szybko. Jeśli Piotrek się dowie, że ja…
— Dowie się na pewno, jeśli dalej będziesz wrzucać zabrudzone rzeczy do wspólnego kosza — odpowiedział z lekkim uśmiechem, ale w jego tonie nie było złośliwości. — Mówiłem ci, żeby zużyte gaziki zostawiać tutaj, w specjalnym pojemniku. Po co ciągniesz wszystko do domu?
Anna ciężko westchnęła. Jej ramiona lekko zadrżały.
— Bo w każdą sobotę to on robi pranie — wyszeptała. — Gdyby kosz nagle był pusty, od razu zacząłby pytać. A jeśli zauważy ślady… Boję się, że źle to zrozumie. Pomyśli, że jestem ciężko chora albo że umieram. A może zacznie się nade mną litować. Tego nie chcę.
Michał przetarł wacikiem skórę w pobliżu ramienia, trochę poniżej obojczyka.
— Nadal nic mu nie powiedziałaś? — zapytał ze zmęczeniem.
— Nie potrafię. Znasz Piotra. Gdyby się dowiedział, że leczę się już od pół roku i wydaję nasze oszczędności na te procedury, natychmiast kazałby mi przerwać. Powiedziałby, że możemy żyć bez dzieci, że to nie jest najważniejsze. A dla mnie właśnie jest najważniejsze, Michał. Chcę urodzić mu dziecko. Chcę, żebyśmy mieli choć jedną prawdziwą szansę.
Piotr stał bez ruchu.
Na ekranie widział, jak igła wchodzi pod skórę jego żony. Anna zacisnęła powieki z bólu, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Michał powoli podał przezroczysty preparat.
Wtedy na ustach Anny pojawił się słaby uśmiech — taki, którego Piotr nie widział od wielu miesięcy. Uśmiech człowieka, który mimo bólu nadal nie przestał wierzyć.
— To trzeci tydzień stymulacji — powiedział Michał, odkładając zużytą strzykawkę do szczelnego pojemnika. — Wyniki są dobre. Lekarz mówił, że jeśli wszystko będzie szło tak dalej, po dwóch cyklach można będzie przejść do transferu. Aniu, Piotr jest normalnym człowiekiem. Jeśli nadal będziesz ukrywać przed nim, że leczysz się u ginekologa-endokrynologa i robisz zastrzyki w porze lunchu, bo nie masz czasu jeździć do kliniki, w końcu źle to odbierze.
— Później mu wyjaśnię — szepnęła, opuszczając rękaw. — Kiedy powiem mu, że jestem w ciąży. Teraz ma ten wielki hotelowy kontrakt, na hali jest prawdziwy chaos. Nie chcę dokładać mu swoich problemów.
— Problemów? — przerwał jej Michał. — Tak nazywasz walkę o wasze szczęście? Jesteście razem dziesięć lat. Przez coś takiego powinno się przechodzić razem.
Anna wstała, poprawiła spódnicę i podeszła do lustra. Ułożyła niesforny kosmyk włosów i spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
— Zostało pięć minut — powiedziała. — Założę zapasową bluzkę, a tę z plamką krwi schowam do torby. I Michał… dziękuję. Za pomoc. I za to, że nikomu nie powiedziałeś.
— Jesteśmy przyjaciółmi — odpowiedział spokojnie, chowając medyczną walizkę z powrotem do szafy. — Chociaż wydaje mi się, że pan Andrzej i tak już wszystkiego się domyślił. Po prostu się nie wtrąca. Jego córka też urodziła dopiero po in vitro, więc wie, z czym to się wiąże.
Piotr siedział w kucki między stosami sosnowych desek. Łzy spływały mu po policzkach i mieszały się z drobnym pyłem drzewnym.
Zabrudzona bielizna. Dwie pary dziennie.
Był przekonany, że żona go zdradza, a ona po prostu przebierała się przed i po zabiegach, żeby po powrocie do domu nie pachnieć lekami i kliniką. Część ubrań próbowała zapierać jeszcze w pracy, lecz na bieliźnie czasem i tak zostawały ślady, bo podczas terapii hormonalnej zdarzały się niewielkie plamienia, o których wstydziła się mówić mężowi.
Anna ukrywała siniaki, ból i własną nadzieję, ponieważ bała się, że jej Piotrek ze złotymi rękami zacznie się zamartwiać, rzuci wszystko i zażąda, by porzuciła marzenie o dziecku w obawie o swoje zdrowie.
Piotr jeszcze raz spojrzał na ekran. Anna stała przy biurku i trzymała zapasową bieliznę — zwykłe bawełniane majtki, które zakładała po zastrzykach, żeby nie zabrudzić droższej koronkowej bielizny. Złożyła je starannie, włożyła do foliowego woreczka i schowała do torby.
Wyłączył transmisję. Telefon wsunął do kieszeni.
Nigdy wcześniej nie czuł się tak mały, podły i zawstydzony samym sobą.
Wyszedł z hali i doszedł aż do portierni. Już miał opuścić zakład, kiedy nagle zatrzymał się, odwrócił i ruszył z powrotem w stronę biurowca.
Wszedł na drugie piętro, zapukał do drzwi działu sprzedaży i niemal od razu wszedł do środka, nie czekając na odpowiedź. Anna siedziała przy komputerze. Michał stał obok swojego biurka z otwartą teczką.
Kiedy Anna zobaczyła męża, momentalnie pobladła.
— Piotrek? — wyszeptała zaskoczona. — Przecież powinieneś być teraz na hali…
Podszedł do niej bez słowa, objął ją mocno i przycisnął do siebie. Anna cicho krzyknęła z zaskoczenia, a Piotr powiedział prosto w jej włosy:
— Wybacz mi. Proszę, wybacz głupcowi. Już wiem. Wszystko widziałem.
Zesztywniała w jego ramionach. Po chwili delikatnie się odsunęła i spojrzała mu prosto w oczy. Był w nich strach, ale też coś, co przypominało bardzo ostrożną nadzieję.
— Co dokładnie… widziałeś? — zaczęła.