— Dobrze. Nie rozwódźmy się — wyszeptałam i skinęłam głową.
— Ale mam jeden warunek — Marek uniósł palec wskazujący. — Kot zostaje. Ten cały Felek. Tylko ma spać w nogach. Jak rozłoży się na całej poduszce, dla człowieka nie zostanie ani kawałka miejsca.
Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
Marek także się roześmiał.
Tej nocy po raz pierwszy od prawie pół roku położyliśmy się w jednym łóżku.
Minęły trzy miesiące.
Kasia przyjechała do nas na święta i Nowy Rok.
Weszła do mieszkania i zatrzymała się tuż za progiem.
Na komodzie siedział Felek. Teraz był dużym, dobrze odżywionym i niezwykle dostojnym rudym kocurem, który powoli, z godnością wylizywał łapę.
Ja i Marek siedzieliśmy obok siebie na kanapie.
Mąż trzymał w dłoniach kłębek włóczki, a ja robiłam mu na drutach nowy zimowy szalik.
— Mamo? Tato? — Córka zaskoczona przenosiła wzrok z nas na kota. — Wy jesteście jacyś… zupełnie inni.
— Jacy znowu inni? — burknął Marek, choć oczy mu się śmiały. — Wchodź, czego stoisz. Matka upiekła sernik.
— A to kto? — Kasia wskazała kota. — Tato, przecież ty przez całe życie nie znosiłeś zwierząt! Zawsze mówiłeś, że w tym mieszkaniu nie będzie żadnej sierści!
— To? — Marek spojrzał na Felka z czułością, którą bezskutecznie próbował ukryć pod zwyczajną surowością. — To pan Feliks. Najważniejszy członek naszej rodziny. Gdyby nie on, odwiedzałabyś dziś rozwiedzionego ojca pod jednym adresem i rozwiedzioną matkę pod drugim.
— Ale jak to? — zapytała zdezorientowana córka.

— Dokładnie tak, jak słyszysz — odpowiedziałam, podeszłam do Kasi i mocno ją przytuliłam. — To długa historia. Chodźmy napić się herbaty, wszystko ci opowiemy.
Późnym wieczorem, kiedy wszyscy rozeszli się już do swoich pokoi, poszłam do kuchni napić się wody.
Za oknem powoli padał śnieg.
W sercu miałam ciszę, spokój i niezwykłe ciepło. Od wielu lat nie czułam się tak dobrze.
Felek podszedł i otarł się o moje nogi.
— Miau? — odezwał się pytająco.
— Tak, Felusiu — szepnęłam, biorąc go na ręce. — Masz rację. Miłość jest bardzo dziwną rzeczą. Czasem, żeby odzyskać ją we własnym życiu, trzeba spotkać kogoś, kto potrzebuje jej jeszcze bardziej niż my sami.
Z sypialni dobiegł głos Marka:

— Anka! Gdzie się podziałaś? Pan Feliks już przyszedł, tylko na ciebie czekamy! Film się zaczyna!
— Już idę! — zawołałam.
Ruszyłam do sypialni, gdzie czekali na mnie dwaj najważniejsi mężczyźni mojego życia.
Jeden miał siwiznę na skroniach i uparty charakter.
Drugi puszysty rudy ogon i niewiarygodnie bezczelną mordkę.
I właśnie wtedy byłam absolutnie pewna, że od tej chwili w naszej rodzinie wszystko naprawdę będzie dobrze.
Jak sądzicie, czy Felek rzeczywiście ocalił miłość Marka i Anny? A może kot stał się jedynie tymczasowym plastrem, którym małżonkowie zakryli wielką, wciąż niezagojoną ranę? Przecież nigdy do końca nie omówili wszystkich nagromadzonych żalów ani nie rozwiązali najważniejszych problemów. Być może po prostu zastąpili córkę nowym obiektem troski i przenieśli całą niewykorzystaną miłość na domowe zwierzę. Czy ten kruchy spokój nie rozpadnie się ponownie, kiedy obecność Felka stanie się zwyczajną częścią ich życia, a kot nie będzie już wymagał ciągłego ratowania?