Mąż znów wyjechał na urlop z matką, a żona w tym czasie wysłała mu z Kołobrzegu zdjęcie z nieznajomym mężczyzną

— Wiesz, co ostatnio opowiedziała mi pani Krystyna?

— Co takiego?

— Pani Halina chwaliła się u fryzjerki, że syn zabiera ją nad morze, a synowa zostaje w Warszawie i pracuje. Powiedziała mniej więcej: „Przynajmniej z niej jakiś pożytek”.

Magdalena drgnęła.

— Naprawdę tak powiedziała?

— Tak. I nadal będziesz ją usprawiedliwiać?

Agnieszka ujęła dłonie siostry.

— Magda, obudź się. Ty próbujesz być idealną, wyrozumiałą żoną, a oni po prostu cię wykorzystują. Kochający mężczyzna nie wybierałby za każdym razem matki i nie zostawiał żony z niczym.

Wieczorem Magdalena wróciła do pustego mieszkania.

Długo siedziała bez ruchu, raz po raz przywołując słowa siostry.

Z czasem zaczęły wracać również wspomnienia, których wcześniej nie chciała dopuszczać do siebie.

Jak pani Halina krytykowała jej zupy.

Jak Paweł wyjął ostatnie pieniądze ze wspólnego budżetu, żeby kupić matce kosztowny masażer do stóp, którego użyła zaledwie dwa razy.

Jak w poprzedniego sylwestra o jedenastej wieczorem wybiegł do matki, bo wydawało jej się, że ktoś próbuje otworzyć drzwi wejściowe.

Magdalena przywitała wtedy Nowy Rok samotnie.

Sięgnęła po telefon.

Paweł przesłał kolejne zdjęcie.

On i pani Halina siedzieli w restauracji przy nadmorskiej promenadzie. Przed nimi stały talerze z grillowaną rybą, sałatkami i owocami.

Teściowa wyglądała zdrowo, rumiano i wyjątkowo zadowolona. Miała na sobie nową letnią sukienkę.

„Mamie już znacznie lepiej. Morskie powietrze działa cuda! Tęsknimy”.

Magdalena długo wpatrywała się w fotografię.

Potem poczuła, że zamiast zwyczajnego bólu budzi się w niej prawdziwy sprzeciw.

Tego wieczoru podjęła decyzję.

I nie zamierzała się już cofnąć.

Następnego ranka weszła do gabinetu przełożonego.

— Panie Andrzeju, wspominał pan niedawno, że zwolniło się miejsce w zakładowym ośrodku wypoczynkowym. Główna księgowa zrezygnowała. Czy ten turnus jest jeszcze dostępny?

Szef zdjął okulary.

— W Kołobrzegu?

— Tak.

— Miejsce nadal jest wolne. Ale mówiłaś przecież, że przez raporty nie możesz wyjechać i planujesz urlop z mężem dopiero za dwa tygodnie.

— Raporty skończę dzisiaj. A mój mąż już jest w Kołobrzegu. Chciałabym pojechać jutro.

Pan Andrzej przyjrzał się jej uważnie, ale nie zadawał zbędnych pytań.

— Dobrze. Złóż wniosek.

Magdalena nie powiedziała Pawłowi o wyjeździe.

Na jakiś czas zablokowała go w komunikatorach, żeby uznał, że ma kłopoty z zasięgiem, i spokojnie spakowała walizkę.

Nie jechała jednak po to, by zamieszkać obok męża i teściowej w ich drogim apartamencie z dwiema sypialniami.

Miała zupełnie inny plan.

Pociąg przyjechał do Kołobrzegu wczesnym rankiem.

Magdalena zameldowała się w ośrodku, wzięła prysznic, rozpuściła włosy i włożyła lekką jedwabną sukienkę na cienkich ramiączkach.

Właśnie tę sukienkę odkładała na wspólny wyjazd z Pawłem.

Potem ruszyła w stronę promenady.

Czekał tam na nią Marek — dawny kolega ze studiów, który od kilku lat mieszkał w Kołobrzegu.

Po ukończeniu uczelni przeniósł się nad morze, a z czasem otworzył kilka niewielkich kawiarni przy plaży.

Magdalena napisała do niego jeszcze z Warszawy.

Marek zawsze darzył ją sympatią. Gdy dowiedział się, że przyjeżdża, od razu zaproponował spotkanie, spacer po mieście i własne towarzystwo.

Zobaczyli się w kawiarni stojącej niemal przy samej plaży.

Wysoki, opalony i barczysty Marek podszedł do niej z ogromnym bukietem białych róż.

— Magda! To naprawdę ty? — uśmiechnął się i objął ją ostrożnie. — Wyglądasz niesamowicie.

Magdalena od dawna nie słyszała takich słów.

Przy Marku nieoczekiwanie znów poczuła się kobietą, a nie wygodną żoną, źródłem pieniędzy i właścicielką mieszkania, z którego ktoś korzystał. Poczuła, że ktoś naprawdę cieszy się na jej widok.

Zamówili lemoniadę i długo wspominali czasy studenckie.

Marek opowiadał zabawne historie o turystach, prowadzeniu kawiarni i życiu w nadmorskim mieście.

Celowo nie pytał o małżeństwo Magdaleny, rozumiejąc, że nie jest to właściwy moment.

Ona śmiała się i czuła, jak napięcie gromadzone przez ostatnie lata stopniowo ją opuszcza.

Około trzeciej po południu telefon Magdaleny zaczął dzwonić bez przerwy.

To był Paweł.

Włączyła transmisję danych i odblokowała jego numer.

— Magdalena, co się dzieje? — odezwał się zirytowany. — Od wczoraj nie mogę się z tobą skontaktować. Mama już zaczęła się martwić. Pomyśleliśmy, że coś ci się stało.

— Nic mi nie jest — odpowiedziała spokojnie, patrząc na morze. — Byłam zajęta. Jak wam mija urlop?

— Ogólnie dobrze. Tylko mamie nie smakuje hotelowe jedzenie, więc ciągle musimy chodzić do restauracji.

Zamilkł na chwilę.

— A tak przy okazji, możesz przelać mi jeszcze trzy tysiące złotych?

Magdalena uśmiechnęła się bez cienia wesołości.

— Na co?

— Pojawiły się nieprzewidziane wydatki. Mama chce popłynąć w rejs wzdłuż wybrzeża, ale zwykła wycieczka grupowa jej nie odpowiada. Jest za dużo ludzi. Znaleźliśmy prywatną motorówkę, tylko że prawie skończyły mi się pieniądze.

— Nie.

— Co?

— Nie przeleję ci żadnych pieniędzy.

Po drugiej stronie zapadła cisza.