Sama pozmywała wszystko, ustawiła talerze na suszarce i w końcu ruszyła do łazienki. Z salonu wciąż dobiegały donośne głosy, śmiechy i metaliczne stuknięcia puszek. Wyglądało na to, że goście dopiero się rozkręcają. Nikomu nie przyszło do głowy, że Marta mogła po pracy opaść z sił i mieć takie samo prawo do odpoczynku jak oni. Nawet Piotr zachowywał się tak, jakby obecność żony przestała mieć znaczenie.
— Trudno — pomyślała, zamykając drzwi łazienki. — Może tutaj uda mi się mieć pół godziny spokoju.
Napełniła wannę gorącą wodą, dolała pachnącego płynu i zanurzyła się aż po ramiona. Napięcie zaczęło powoli schodzić z mięśni. Powieki stawały się ciężkie, a myśli odpływały gdzieś daleko od śmiechu i rozmów za ścianą. Nie minęło jednak nawet piętnaście minut, gdy z salonu dobiegły głośniejsze okrzyki, dowcipy i muzyka puszczona z telefonu.
Marta zaklęła cicho. Poleżała jeszcze chwilę, potem osuszyła się ręcznikiem, włożyła piżamę i poszła do sypialni. Z szuflady wyjęła zatyczki do uszu. Dopiero kiedy je założyła, udało jej się zasnąć przy stłumionym, jednostajnym pomruku dochodzącym z drugiego pokoju.
Rano obudziło ją ostre słońce i przeciągłe jęki z kuchni.
— Boże, głowa mi pęka — jęczał Piotr, siedząc przy stole. — Jak ja mam dziś pracować? Kto by pomyślał, że po zwykłym piwie można się tak fatalnie czuć…
Trzymał dłonie przy skroniach i co chwilę zerkał na Martę z nadzieją.
Ona spokojnie piła kawę. W jej twarzy nie było ani współczucia, ani gotowości do pomocy. Każdego innego dnia już wyjęłaby tabletkę przeciwbólową, podała szklankę wody i zapytała, czy może zrobić coś jeszcze. Tego ranka Piotr dostał wyłącznie chłodne milczenie.
Czekał przez chwilę na jakąkolwiek reakcję. Kiedy się jej nie doczekał, odchrząknął niezręcznie, sięgnął po kubek i przypadkiem potrącił łyżeczkę. Upadła na stół z głośnym brzękiem. Marta nawet nie drgnęła.
— Martuś… — zaczął ostrożnie. — Czemu nic nie mówisz? Coś się stało? Masz problemy w pracy?
Dopiła kawę do końca, wstała i nie patrząc na męża, odpowiedziała:
— Wczoraj podjąłeś decyzję za nas oboje. Teraz sam radź sobie z jej skutkami.
Po tych słowach poszła do sypialni szykować się do wyjścia, zostawiając Piotra samego przy stole — z kacem, ciężkimi myślami i coraz silniejszym poczuciem winy.
Kiedy Marta i Piotr wyszli do pracy, w mieszkaniu zapadła prawie zupełna cisza. Przerywał ją tylko telewizor i krótkie sygnały z telefonów. Agnieszka rozłożyła się na kanapie i bez końca przewijała media społecznościowe, a zaspany Kamil powlókł się do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
— Jest tu w ogóle coś do zjedzenia? — zapytał z pretensją, otwierając lodówkę.
— Poszukaj dokładniej. Może coś zostało z wczoraj — odpowiedziała leniwie Agnieszka, nawet nie odrywając wzroku od ekranu.
Kamil zajrzał do środka i skrzywił się. Wszystkie resztki kolacji zjedli jeszcze w nocy. Na półkach zostały warzywa, kilka plasterków sera i duże opakowanie filetu z indyka. Znalazł dwa jogurty i zjadł jeden po drugim, nie sprawdzając nawet daty. Potem wyjął chleb i zrobił kilka kanapek. Zapach jedzenia ściągnął do kuchni Agnieszkę. Po paru godzinach w lodówce została właściwie tylko paczka indyka i słoik musztardy.
Oczywiście ani Agnieszka, ani Kamil nie pomyśleli o starciu okruszków ze stołu czy umyciu talerzy.
Gdy Marta wieczorem weszła do mieszkania, od razu wiedziała, że o odpoczynku może zapomnieć. Wnętrze wyglądało tak, jakby przez kilka dni trwał tu rodzinny biwak bez żadnych zasad. Wszędzie leżały ubrania, opakowania po jedzeniu i brudne naczynia. W samym środku tego bałaganu Agnieszka siedziała w kuchni z nogą założoną na nogę i w najlepsze rozmawiała przez telefon z koleżanką.
Marta poczuła, jak fala złości podchodzi jej do gardła. Dzień wcześniej próbowała jeszcze zachować cierpliwość, ale widok pełnego zlewu, rozsypanych okruszków i niemal pustej lodówki sprawił, że skończyła z pobłażaniem.
— Dobry wieczór — powiedziała chłodno, wchodząc do kuchni.
Agnieszka odwróciła się i pomachała jej wesoło dłonią.
— O, Martuś, cześć! Rozmawiam właśnie z Kaśką. I jak tam dzień?
— Jak twoim zdaniem mógł minąć? — odpowiedziała Marta cicho, lecz twardo. — Wracam po pracy i zastaję brudną kuchnię, pustą lodówkę i dwoje dorosłych ludzi, którzy rozgościli się w moim mieszkaniu jak na darmowych wczasach.
Agnieszka natychmiast zacisnęła usta.
— No po co od razu zaczynasz? Przecież jesteśmy tu tylko na chwilę, a nie na zawsze. Tak, zjedliśmy jedzenie. Ale chyba nie moja wina, że byliśmy głodni.
— A samodzielnie coś przygotować nie przyszło ci do głowy? — zapytała Marta. — Czy przyjechaliście tutaj wyłącznie po to, żeby ktoś was karmił, sprzątał i obsługiwał?
Agnieszka już otwierała usta, kiedy ponownie usłyszały otwierane drzwi wejściowe. Do kuchni wszedł Piotr z kolejnymi dwiema ciężkimi torbami zakupów. Spojrzał na żonę i na siostrę, która demonstracyjnie odwróciła się do okna, i od razu zrozumiał, że doszło między nimi do spięcia.
— Dobra — powiedział, próbując mówić spokojnie. — Kupiłem jedzenie. Dzisiaj sam zrobię kolację. Marta, odpocznij sobie, dobrze?