Kiedy wrócił z pracy i zastał żonę z książką, razem z matką postanowił nauczyć ją posłuszeństwa — nie przewidział jednak, że tym razem Anna nie zamierza już milczeć

— Znowu siedzisz z nosem w tej swojej makulaturze? Zamiast jak normalna żona przywitać męża po pracy i podać mu ciepłą kolację? — zirytowany głos Michała odbił się od ścian przedpokoju i wypełnił całe mieszkanie.

Ciężkie zimowe buty, których rowkowane podeszwy oblepiały grudki brudnego, topniejącego śniegu, z głuchym stukiem wylądowały na jasnych panelach. Michał nawet nie próbował skorzystać z gumowej wycieraczki leżącej tuż przy drzwiach. Zaraz za nim weszła Krystyna, jego matka, potężna kobieta szczelnie otulona obszerną puchową kurtką w kolorze ciemnego bordo. Teściowa z niezadowoleniem omiotła wzrokiem pusty korytarz i głośno wciągnęła powietrze nosem.

— Michałku, czego ty się po niej spodziewasz? Dla niej te bazgroły zawsze będą ważniejsze niż wszystko inne — burknęła, nawet nie strzepując śniegu z kozaków. — Ile razy ci mówiłam, że z tego jej pisania nic dobrego nie wyniknie? Porządna żona czeka na męża z gorącą zupą, podaje mu kapcie, a ta nawet nie raczy zapalić światła, kiedy bliscy wracają do domu.

Anna spokojnie przewróciła grubą stronę powieści historycznej. Papier pachniał jeszcze farbą drukarską. Kobieta siedziała na szerokim narożniku, podciągnąwszy nogi w szarych wełnianych skarpetach, i nie zamierzała udawać zachwytu na widok ukochanego męża oraz jego wiecznie niezadowolonej matki. Tymczasem z przedpokoju w stronę salonu ciągnęła się już wyraźna smuga mokrego błota, piasku i ostrego środka, którym posypywano zimą chodniki.

— Podłogę w korytarzu myłam czterdzieści minut temu, Michale — powiedziała bez podnoszenia oczu znad książki. — Buty zdejmuje się na wycieraczce. Kolacja stoi na kuchence. Skoro ręce nadal ci działają, z pewnością potrafisz sam nałożyć sobie jedzenie.

Michał ze złością cisnął ciężką torbę roboczą na miękką pufę, po czym gwałtownie zdjął kurtkę i rzucił ją na wierzch. Prośbę żony ostentacyjnie zignorował. Nie zdejmując butów, wszedł prosto do salonu. Pod podeszwami chlupotała czarna breja, a na jasnych, świeżo umytych panelach zostawały szerokie, brudne ślady. Zatrzymał się przy kanapie i wyzywająco skrzyżował ręce na piersi.

— Czyli haruję od rana do wieczora, wracam do domu głodny i wykończony, a potem jeszcze mam sam nakładać sobie obiad? — syknął, coraz bardziej czerwieniejąc ze złości. — A ty co robiłaś przez cały dzień? Jak zwykle leżałaś na kanapie i gapiłaś się w te swoje idiotyczne książeczki? Ty w ogóle rozumiesz, jakie obowiązki ma kobieta w domu? Czy wydaje ci się, że małżeństwo to wczasy, na których wszyscy powinni ci usługiwać?

Krystyna wreszcie rozsznurowała kozaki i ciężkim krokiem weszła do pokoju. Rozejrzała się po salonie z miną osoby przeprowadzającej kontrolę sanitarną. Potem podeszła do szafki pod telewizorem, przesunęła suchym, pomarszczonym palcem po szklanej powierzchni i znacząco pokręciła głową.

— Wszędzie kurz, Michałku. Oddychać się nie da. Naprawdę nie rozumiem, jak można mieszkać w takim chlewie — oświadczyła, wycierając palec o brzeg wełnianego swetra. — W jej głowie są tylko te romanse. Zupełnie oderwała się od prawdziwego życia. Żona powinna dbać o dom męża, żeby wszystko lśniło, żeby nie została ani jedna drobinka kurzu. A ona siedzi, marzy nie wiadomo o czym i marnuje czas na swoje bezwartościowe hobby.

— Właśnie to jej powtarzam! — Michał odwrócił się gwałtownie do matki, jakby otrzymał potrzebne wsparcie, a następnie ponownie utkwił ciężkie spojrzenie w żonie. — Popatrz tylko! Rozsiadła się jak królowa na tronie! Ja przynoszę pieniądze, zapewniam jej mieszkanie, a ona nawet palcem nie chce kiwnąć dla własnego męża! Nie wstyd ci przy mojej matce? Od tych książek całkiem ci się w głowie poprzestawiało! Normalne kobiety po pracy zajmują się domem, sprzątają i troszczą się o męża. A ty tylko przewracasz strony i wymądrzasz się bez końca!

Anna podniosła wzrok. Starannie wsunęła między kartki grubą tekturową zakładkę, zamknęła książkę i położyła ją na kolanach. Najpierw spojrzała na brudne ślady ciągnące się przez cały jasny korytarz i salon, potem na kurtkę porzuconą przez Michała w przedpokoju. Dopiero później popatrzyła na niezadowoloną Krystynę, a na samym końcu na męża.

— Zarabiasz dokładnie tyle samo co ja. Za zakupy, rachunki i paliwo płacimy po równo — powiedziała chłodno. — Dzisiaj wróciłam do domu dwie godziny wcześniej, posprzątałam całe mieszkanie i ugotowałam kolację. Jedzenie stoi na kuchence. Po tym wszystkim chciałam tylko przez godzinę spokojnie poczytać. Zamiast tego wchodzisz tu razem z matką, brudzisz świeżo umytą podłogę i zaczynasz żądać, żebym biegała wokół ciebie z talerzami.

— Uważaj, jak się do mnie odzywasz! — wrzasnął Michał, robiąc gwałtowny krok w jej stronę. — Twoja praca w ogóle się nie liczy! Siedzisz w biurze i całymi dniami przekładasz papiery! To ja naprawdę pracuję! Skoro powiedziałem, że masz wstać i nakryć do stołu, to wstaniesz i to zrobisz! I zaparzysz herbatę mojej matce! Przyjechała specjalnie zobaczyć, jak prowadzisz dom. A po tym, co widzę, prowadzisz go fatalnie!

— Michał ma rację, Aniu. Ostatnio zupełnie się rozpuściłaś — natychmiast wtrąciła się Krystyna, zajmując fotel naprzeciwko kanapy niczym gospodyni tego mieszkania. — Te twoje książki to zwykła fanaberia i strata czasu. Kobieta powinna przez cały dzień mieć coś do roboty, żeby w domu panował idealny porządek. Czytanie tylko ci szkodzi, bo zaśmiecasz sobie głowę głupstwami. Już nawet własnemu mężowi zaczęłaś pyskować. Zamiast spokojnie wysłuchać uwag i naprawić swoje błędy, siedzisz tutaj i jeszcze dyskutujesz.

— Nie zostałam zatrudniona jako wasza służąca, pani Krystyno! I nie mam zamiaru słuchać pani bezczelnych uwag we własnym domu! Jeżeli w waszej rodzinie tak bardzo potrzebna jest obsługa, zatrudnijcie sobie gospodynię!

Michał zacisnął dłonie tak mocno, że pobielały mu knykcie. Rozdęte nozdrza i zwężone oczy zdradzały narastającą furię. Nie znosił, kiedy Anna pokazywała charakter, a szczególnie wtedy, gdy ośmielała się sprzeciwiać mu przy matce. W jego wyobrażeniu idealna żona powinna być wygodna, cicha i gotowa bez słowa spełnić każde polecenie męża. Wszystko, co przypominało Annie o własnych zainteresowaniach, prawie do prywatnego czasu i choćby odrobinie niezależności, doprowadzało go do nieopanowanej wściekłości.

— To teraz posłuchaj mnie uważnie, najmądrzejsza — powiedział przez zaciśnięte zęby, podchodząc tuż do kanapy i pochylając się nad żoną. — Albo natychmiast wstajesz, idziesz do kuchni, podgrzewasz nam jedzenie i nastawiasz wodę na herbatę, albo własnymi rękami wyrzucę całą tę twoją drogocenną makulaturę do zsypu. Nie pozwolę, żeby kobieta w moim domu ustalała zasady i zasłaniała się jakimiś idiotycznymi książkami, żeby nie wykonywać swoich obowiązków.

— Ty w ogóle mnie słyszysz?! — ryknął po kilku sekundach, całkowicie tracąc panowanie nad sobą, ponieważ Anna wciąż nie reagowała na jego rozkaz.

Rzeczywiście ani drgnęła. Nie mrugnęła nawet wtedy, gdy wykrzywiona gniewem twarz męża znalazła się niemal tuż przy jej twarzy, a do nosa dotarła woń taniej kawy, tytoniu i potu po pracy. Jednak tym razem nie czuła strachu. Zniknęła również potrzeba tłumaczenia się, usprawiedliwiania i łagodzenia konfliktu za wszelką cenę. Nie chciała już szukać delikatniejszych słów tylko po to, by oszczędzić mu złości.

Anna spokojnie spuściła wzrok na książkę, przeczytała jeszcze kilka wersów i bez pośpiechu przewróciła stronę. Suchy szelest papieru przeciął napiętą ciszę niczym ostentacyjny policzek.

Michał wybuchł natychmiast. Pochylił się, chwycił książkę obiema rękami za twardą okładkę i szarpnął ją w swoją stronę. Anna odruchowo próbowała zatrzymać tom, ale nie miała z nim szans. W pokoju rozległ się nieprzyjemny trzask rozdzieranego papieru. Kilka kartek wyrwało się z oprawy i, podobnych do białych ptaków, poszybowało po salonie, powoli opadając na zabrudzoną podłogę. Michał cisnął książką o ziemię. Ciężki tom uderzył w róg stolika, oprawa się zgięła, a grzbiet pękł z głośnym trzaskiem.

— Powiedziałem: do kuchni! — wrzasnął, wskazując palcem drzwi. — Będziesz czytać te bzdury wtedy, kiedy ci pozwolę! A teraz wstawaj, podgrzej jedzenie i przynieś mojej matce herbatę!

Krystyna z zadowoleniem zamruczała, głębiej zapadając się w fotel i poprawiając sweter. Wyraźnie czerpała przyjemność z całej sceny. Niemal namacalnie delektowała się widokiem syna, który — w jej przekonaniu — wreszcie sprowadzał niepokorną żonę na właściwe miejsce. Skinęła z aprobatą głową i skrzyżowała ręce na piersi, pewna, że Anna zaraz spuści wzrok i pójdzie wykonać polecenie.

Ale Anna nie zamierzała iść do kuchni.

W jej wnętrzu nagle pękła struna napięta do granic możliwości. Lata drobnych upokorzeń, niekończące się uwagi, lekceważenie jej zainteresowań, wymagania dotyczące nieskazitelnego porządku i całodobowej obsługi domu zlały się w jedno wielkie, lodowate wściekłe milczenie.

Powoli podniosła się z kanapy. Każdy ruch był opanowany i precyzyjny. Najpierw spojrzała na zniszczoną książkę leżącą na podłodze, a potem uniosła wzrok na męża. Michał stał przed nią z szeroko rozstawionymi ramionami i najwyraźniej uważał, że zwyciężył. W kąciku jego ust pojawił się nawet pełen samozadowolenia uśmiech. Był przekonany, że opór żony właśnie się skończył.

Anna nie zaczęła się tłumaczyć. Nie ostrzegała go i nie wykonywała żadnych demonstracyjnych zamachów. Jej dłoń gwałtownie sięgnęła do stolika, palce zacisnęły się na ciężkim plastikowym pilocie do telewizora. Po chwili, jednym krótkim i szybkim ruchem, cisnęła nim prosto w stronę Michała.

Pilot uderzył mężczyznę w czoło, tuż nad nasadą nosa, wydając głuchy stuk. Obudowa rozpadła się od siły uderzenia, a baterie i małe czarne przyciski rozsypały się po panelach.

— Au! Co ty wyprawiasz?! Zupełnie oszalałaś?! — wrzasnął Michał, odskakując i przyciskając dłonie do czoła.