Każdego dnia po pracy moja żona wrzucała do kosza dwie pary bielizny — byłem pewien, że mnie zdradza, więc ukryłem kamerę w jej biurze, lecz to, co zobaczyłem, sprawiło, że znienawidziłem własne podejrzenia

Ostateczna decyzja zapadła w piątek. Zakład otrzymał duże, pilne zamówienie na wyposażenie hotelu, dlatego pracowników poproszono o dodatkowe zmiany w weekend. Piotr zgodził się bez wahania.

— Dodatkowe pieniądze nam się przydadzą — powiedział Magdzie, a ona z jakiegoś powodu uniknęła jego spojrzenia. — Od dawna chcemy wymienić sprzęty w kuchni.

Mówiła spokojnie i swobodnie. Przez chwilę Piotr poczuł wstyd z powodu własnych fantazji. Potem jednak znów zobaczył w myślach przepełniony kosz. Dwie pary bielizny dziennie. Dzień po dniu.

W sobotę przyjechał do zakładu punktualnie o ósmej rano. Po czterech godzinach pracy w warsztacie zaczekał, aż większość załogi opuści teren. Strażnik przy bramie, którego wszyscy nazywali panem Michałem, znał Piotra od dawna i nie nabrał podejrzeń, gdy ten powiedział, że zostawił w hali komplet kluczy.

Piotr nie poszedł jednak do warsztatu. Skierował się prosto do budynku administracyjnego. W kieszeni roboczej kurtki miał niewielkie urządzenie kupione przez internet. Była to ukryta kamera, z wyglądu niemal nieodróżniająca się od zwykłej ładowarki do telefonu.

Pusty korytarz działu sprzedaży przywitał go ciszą i delikatnym zapachem plastiku. Drzwi do biura Magdy otworzył kluczem dorobionym wcześniej. Znał się na zamkach lepiej niż większość ludzi, bo mechanizmy do biurowych szafek produkował jego własny zakład. Miejsce pracy żony było idealnie uporządkowane. Obok monitora stało zdjęcie sprzed pięciu lat, zrobione podczas ich urlopu nad morzem. Oboje uśmiechali się na nim i wyglądali naprawdę szczęśliwie.

W gardle Piotra pojawiła się bolesna gula.

— Wybacz mi, Madziu — wyszeptał. — Muszę poznać prawdę.

Kamerę umieścił w gniazdku, w rogu pomieszczenia, niedaleko szafy z dokumentami. Z tego miejsca dobrze widać było biurka oraz małą kanapę w poczekalni. Piotr sprawdził obraz w aplikacji. Nagranie było wyraźne. Żadna kontrolka nie migała, a urządzenie wyglądało tak, jakby ktoś po prostu zostawił je podłączone do prądu.

Kiedy zapadł zmrok, opuścił zakład, czując się jak podły człowiek. Mimo to dręczące go wątpliwości na jakiś czas ucichły, jakby teraz spokojnie oczekiwały na nadejście poniedziałku.

Poniedziałkowy poranek ciągnął się w nieskończoność. Piła tarczowa pracowała jednostajnie, brygadzista bez przerwy narzekał, a Piotr niemal co pięć minut sięgał po telefon. Czekał tylko, aż pracownicy działu sprzedaży rozpoczną dzień.

Dokładnie o dziewiątej kamera przesłała pierwsze zdjęcie. Na ekranie pojawiło się biuro. Chwilę później weszła Magda. Zdjęła płaszcz, podeszła do lustra i poprawiła spódnicę. Serce Piotra przyspieszyło. Wyglądała tak znajomo, blisko i drogo, że przez moment zapomniał o wszystkich podejrzeniach.

Około dziesięciu minut później zjawił się Paweł. Przechodząc obok biurka Magdy, pochylił się i szepnął jej coś do ucha. Kobieta się uśmiechnęła. Piotr zacisnął palce tak mocno, że knykcie natychmiast mu pobielały.

Przed jedenastą do pomieszczenia wszedł pan Walerian. Przez kilka minut rozmawiali o obowiązkach, a potem każdy wrócił do swojej pracy. Wszystko przebiegało irytująco zwyczajnie. Piotr zaczął już podejrzewać, że jego obawy są bezpodstawne, a zagadka zabrudzonej bielizny ma zupełnie inne rozwiązanie.

Wtedy wybiła pierwsza. Nadeszła pora lunchu.

Najpierw wyszedł stażysta. Po nim biuro opuścił pan Walerian. W środku zostali tylko Magda i Paweł.

Żona Piotra wstała od biurka, podeszła do drzwi i przekręciła klucz w zamku.

Mężczyzna poczuł, że znany mu świat rozpada się na kawałki. Warkot maszyn stał się odległym, bezsensownym hałasem. Przeszedł na drugą stronę magazynu, ukrył się za stosem nieobrobionych desek i wpatrywał się w ekran telefonu.

— Wszystko przygotowałeś? — odezwał się z głośnika głos Pawła.

— Tak — odpowiedziała napiętym tonem Magda. — Ale bardzo się boję. Jeśli Piotr się dowie…

— Niczego się nie dowie. Twój mąż jest teraz zajęty swoimi deskami. Nie traćmy czasu, mamy tylko godzinę.

Paweł podszedł do szafy stojącej niemal tuż obok ukrytej kamery. Otworzył ją i wyjął coś ze środka.

Piotr przestał oddychać.

Nie była to kurtka, zapasowe ubrania ani pościel. Paweł trzymał w rękach solidną walizkę, podobną do specjalistycznych pojemników używanych do przewożenia sprzętu medycznego.

Piotr przybliżył telefon do twarzy i zmrużył oczy, próbując dokładnie zobaczyć zawartość. Paweł otworzył zamki i uniósł pokrywę. W miękkich przegródkach znajdowały się szklane ampułki, kilka strzykawek z długimi, cienkimi igłami oraz małe urządzenia z przewodami przypominającymi elektrody.

— Usiądź — powiedział spokojnie. — Zaczynamy. Dzisiaj zajmiemy się prawą stroną.

Jego głos nie brzmiał już ani trochę szyderczo. Był rzeczowy, opanowany i profesjonalny.

Magda usiadła na kanapie w poczekalni. Zdjęła marynarkę i została w jasnej bluzce. Wtedy oczy Piotra wypełniły się łzami. Na ramionach żony, nieco powyżej łokci, widniały blade siniaki. Przez cały ten czas ukrywała je pod ubraniami z długimi rękawami, a on, zaślepiony zazdrością, uznawał je za ślady przypadkowych uderzeń.