Dwa przypadkowe bilety połączyły ich na zawsze, lecz zanim zrozumieli, że nie da się uciec przed przeznaczeniem, zdążyli stracić siebie i spotkać się ponownie setki kilometrów od domu

Aneta, najbliższa przyjaciółka Magdaleny, od pewnego czasu spotykała się z młodym mężczyzną. Pewnego dnia Paweł postanowił sprawić ukochanej prawdziwą niespodziankę i po wielu staraniach zdobył dwa bilety na jedyny koncert popularnego zespołu, który przyjechał do ich miasta.

Wejściówki zniknęły ze sprzedaży na długo przed występem. Paweł zapłacił za nie niewiarygodnie dużo, ale nie żałował ani złotówki. Wyobrażał sobie, jak Aneta podskakuje z radości i piszczy z zachwytu, więc zadzwonił do niej, nie mogąc dłużej ukrywać niespodzianki.

— Nie dam rady iść. Mam gorączkę, rozłożyło mnie — odpowiedziała bez większego entuzjazmu. — A koncert jest kiedy? Dzisiaj? To zabierz Magdę. Przecież ona szaleje za tym zespołem.

— Ty będziesz leżała chora, a ja mam się bawić? — zmartwił się Paweł, kiedy zrozumiał, że jego plan uszczęśliwienia ukochanej właśnie się rozsypał.

Szkoda jednak było zmarnować tak drogie bilety. Jeden Paweł oddał Magdalenie, a drugi zaproponował najlepszemu koledze. Ten nie znosił muzyki pop i słuchał wyłącznie rocka, dlatego bez namysłu odsprzedał wejściówkę znajomemu.

Magdalena nie miała pojęcia, kto ostatecznie dostał drugi bilet. Już przy szatni w sali koncertowej zauważyła przystojnego młodego mężczyznę.

„Oby się okazało, że siedzi obok mnie” — pomyślała mimo woli.

Na widowni nie było ani skrawka wolnego miejsca. Wielbiciele zespołu tłoczyli się nawet w przejściach. Fotel Magdaleny znajdował się niemal pośrodku sali, a siedzenie obok wciąż pozostawało puste.

Nagle zobaczyła chłopaka z foyer. Przeciskał się między rzędami i zmierzał dokładnie w jej stronę.

Po czymś takim naprawdę można zacząć wierzyć w cuda.

Ledwie usiadł, perkusista wybił pierwszy rytm. Zaraz potem odezwały się elektryczne gitary, a scenę powoli spowiła sztuczna mgła. Okrzyki zachwyconej publiczności utonęły w potężnym brzmieniu muzyki.

Magdalena w jednej chwili zapomniała o całym świecie.

Ostatni utwór muzycy musieli zagrać na bis aż trzy razy. Gdy koncert wreszcie dobiegł końca, Magdalena opuściła salę razem ze swoim nowym sąsiadem.

Przy szatni utworzył się ogromny tłum. Mężczyzna wziął od niej numerek, przecisnął się do lady i sam przyniósł jej płaszcz.

— Czy pan przypadkiem nie zna Pawła? To od niego dostał pan drugi bilet? — zapytała Magdalena, kiedy wyszli na zimne powietrze.

— Paweł jest pani chłopakiem? Nie, bilet sprzedał mi dziś znajomy. Nawet nie wiedziałem, że były dwa. Mam na imię Gustaw.

— A ja Magdalena. Gustaw… bardzo ładne i romantyczne imię. „Kobieto, puchu marny!” — zanuciła żartobliwie.

Gustaw wybuchnął śmiechem.

— Z jakiegoś powodu wszyscy od razu kojarzą moje imię z Mickiewiczem. Wiesz, kiedy zobaczyłem cię w foyer, od razu zapragnąłem, żebyśmy mieli miejsca obok siebie — przyznał, niespodziewanie przechodząc na „ty”.

Magdalena była zaskoczona, bo sama pomyślała dokładnie to samo. Nie zamierzała jednak zdradzać mu tego od razu.

Szli ciemnymi, zimowymi ulicami. Najpierw rozmawiali o występie ukochanego zespołu, później o niezwykłym zbiegu okoliczności, dzięki któremu oboje zdobyli bilety, a w końcu zaczęli pytać się nawzajem o pracę i życie.

Okazało się, że pracują w tym samym biurowcu, tylko na różnych piętrach.

— Aż trudno uwierzyć, że nigdy wcześniej na siebie nie trafiliśmy — zauważyła Magdalena.

— Taką dziewczynę na pewno bym zapamiętał. To znaczy, że musiało tak być — oznajmił Gustaw przesadnie uroczystym tonem.

— Naprawdę wierzysz w przeznaczenie?

— Oczywiście. Przecież mam na imię Gustaw.

Znów roześmiali się razem.

W ten sposób zwykły przypadek niespodziewanie połączył Magdalenę i Gustawa.

Już następnego wieczoru czekał na nią po pracy przed wejściem do biurowca, a potem ponownie odprowadził ją do domu. Wzajemna sympatia bardzo szybko przerodziła się w uczucie, którego żadne z nich nie potrafiło zlekceważyć.

Po miesiącu Magdalena przeprowadziła się do Gustawa, choć wcześniej musiała odbyć trudną rozmowę z matką.

Skończyła studia i pracowała jako ekonomistka w firmie budowlanej. Gustaw dopiero rozpoczynał zawodową drogę w kancelarii prawnej i zdobywał pierwsze doświadczenia.

Do pracy i z powrotem jeździli razem. W porze obiadowej spotykali się w kawiarni. Przez pierwsze tygodnie niemal się nie rozstawali.

Z czasem jednak Gustaw zaczął odczuwać, że brakuje mu własnej przestrzeni.

Magdalena często prosiła, żeby pozmywał naczynia, odkurzył mieszkanie albo wyniósł śmieci. Złościła się, gdy rzucał ubrania gdzie popadnie i zostawiał swoje rzeczy w przypadkowych miejscach.

On natomiast przywykł do samotnego życia i do tego, że sam decydował, kiedy i czym się zajmie. Właśnie dla tej swobody wynajął kiedyś mieszkanie i wyprowadził się od rodziców.

— Magda, teraz naprawdę jestem zajęty. Muszę pilnie przygotować dokument — tłumaczył.

— Czyli tylko mnie zależy na porządku w domu? — oburzała się.

— Czego ty właściwie ode mnie oczekujesz?

To zdanie drażniło Magdalenę bardziej niż wszystko inne.

Powoli zaczęły się między nimi gromadzić żale, niewypowiedziane pretensje i wzajemne rozczarowania.

Czarę goryczy przelało to, że Gustaw zapomniał o rocznicy ich poznania.

Magdalena liczyła na kwiaty, szampana i choćby drobny upominek. Przygotowała kolację, zapaliła świece i przez cały wieczór czekała, aż ukochany ją zaskoczy.

Gustaw nie przypomniał sobie jednak o niczym.

Zraniona Magdalena zamknęła się w sobie i przestała się odzywać.

Nie rozumiała jeszcze, że daty, które dla kobiety mogą mieć ogromne znaczenie, mężczyzna czasem postrzega zupełnie inaczej.

— Magda, co takiego zrobiłem? — zapytał Gustaw, zmęczony jej chłodnym milczeniem.

— Nic. I właśnie na tym polega problem. Nic nie zrobiłeś. Po prostu zapomniałeś.

— O czym? O wyniesieniu śmieci?

— Dzisiaj mija dokładnie rok od dnia, w którym się poznaliśmy.

— Magda, przepraszam. Zupełnie wyleciało mi z głowy. Wy, dziewczyny, zawsze przywiązujecie ogromną wagę do różnych dat.

— Nasze spotkanie jest dla ciebie tylko jedną z wielu dat? To co w takim razie naprawdę się liczy? Pewnie zapomniałbyś nawet o rocznicy ślubu.

— Ślubu? Przecież my… — Gustaw dostrzegł jej gniewne spojrzenie i urwał.

— Czyli w ogóle nie zamierzałeś się ze mną ożenić? — zapytała nagle Magdalena.

— Boże, Magda, skąd teraz ten ślub? Powiedz po prostu, co mam zrobić, żebyś przestała się gniewać.

— Nic. Już wszystko wyjaśniłeś wystarczająco dobrze.

Po tych słowach Magdalena zaczęła pakować swoje rzeczy.

— Nie wiedziałem, że urzędowy podpis i obrączka są dla ciebie aż tak ważne. Chcesz, żebym jutro kupił pierścionek i ci się oświadczył?

— Nie zamierzam siłą ciągnąć cię do urzędu stanu cywilnego.

Spakowała walizkę i wróciła do matki.

Rozstanie nie przyniosło jej jednak żadnej ulgi.

Bez przerwy myślała o Gustawie, a los jakby na przekór stawiał go na jej drodze wszędzie: na korytarzach biurowca, w kawiarni, a nawet na ulicy.

— Mamo, ty i tata też się kiedyś kłóciliście? — zapytała któregoś dnia.

— Oczywiście. Nie istnieją związki całkowicie wolne od konfliktów. Przecież cię ostrzegałam, że on jest jeszcze za młody na rodzinne życie. Tobie również brakuje na razie odrobiny mądrości — westchnęła matka.

— Ty mnie specjalnie śledzisz? — rzuciła Magdalena, gdy po raz kolejny wpadła na Gustawa.

Nawet przed sobą nie chciała przyznać, jak wielką radość sprawiały jej te przypadkowe spotkania.

Pewnego dnia zobaczyła Gustawa w towarzystwie innej dziewczyny.

Serce ścisnęło jej się boleśnie z zazdrości.

Czy naprawdę zdołał zapomnieć o niej tak szybko?

Przecież to ona pierwsza spakowała rzeczy i odeszła.

Nazajutrz Magdalena złożyła wypowiedzenie.

— Co się stało, pani Magdaleno? Czy ktoś panią skrzywdził? — zapytał dyrektor niemal ojcowskim tonem, zapraszając ją do gabinetu.

Nie chciała kłamać ani wymyślać przekonujących wymówek. Opowiedziała przełożonemu wszystko dokładnie tak, jak było.

— Ech, młodość. Chciałbym mieć tylko takie zmartwienia — westchnął. — Właśnie otwieramy oddział firmy w sąsiednim województwie i szukamy pracowników. Może pojechałaby tam pani na jakiś czas? Gdyby później zechciała pani wrócić, przyjmę panią bez problemu. Załatwię też mieszkanie służbowe. Proszę to przemyśleć.

Magdalena zastanawiała się krótko, po czym przyjęła propozycję.

Wcześniej wpadała na Gustawa niemal codziennie, ale przez cały tydzień poprzedzający wyjazd ani razu go nie zobaczyła.

Rozpaczliwie pragnęła spotkać go przypadkiem i powiedzieć, że wyjeżdża. Chciała oznajmić, że już nigdy nie będzie mu się pokazywać, życzyć mu szczęścia i zobaczyć na jego twarzy choć odrobinę zagubienia.

Duma nie pozwalała jej jednak wejść na piętro, na którym pracował, ani wypytywać o niego współpracowników.

„To nawet lepiej, że wyjeżdżam. Szybciej o nim zapomnę — pomyślała, wsiadając do pociągu regionalnego. — I nie będę płakać. Niech nawet na to nie liczy”.

Ledwie ta myśl pojawiła się w jej głowie, łzy popłynęły po policzkach.

Pociąg szarpnął i powoli zaczął nabierać prędkości.

Przez całą drogę Magdalena próbowała zrozumieć, dlaczego ich związek się rozpadł.

Przecież na początku wszystko układało się tak pięknie.

Ona marzyła o kwiatach, czułych wyznaniach i romantycznych gestach, podczas gdy Gustaw okazywał uczucia znacznie oszczędniej.

Prawie nigdy nie wypominał jej błędów.

To ona bez przerwy czegoś od niego wymagała, a rzadko pytała, czego pragnie on sam.

Zamiast spokojnie rozmawiać, zamykała się, obrażała i czekała, aż Gustaw wszystkiego domyśli się bez słów.

On jednak nie rozumiał aluzji.

Był mężczyzną i wiele spraw odbierał w zupełnie inny sposób.

Matka miała rację. Magdalenie naprawdę zabrakło życiowej rozwagi i cierpliwości.

„Boże, chyba sama wszystko zniszczyłam. A teraz jeszcze uciekam… Przecież istnieją telefony i internet”.

Doskonale wiedziała jednak, że pierwsza nigdy nie zadzwoni ani nie napisze.

W nowym miejscu przyjęto ją serdecznie i od razu wręczono klucze do mieszkania służbowego.

Magdalena była gotowa rozpocząć pracę już następnego ranka.

— Dzwonił do mnie pani poprzedni dyrektor. Znamy się od lat. Obiecałem, że będę miał panią na oku. Wypowiadał się o pani bardzo dobrze. Zapraszam w poniedziałek — powiedział kierownik nowego oddziału.

Mieszkanie znajdowało się tuż obok biura. Przy dobrej pogodzie można było bez pośpiechu dojść do pracy pieszo.

Magdalena kupiła naczynia, nowe zasłony i kilka roślin doniczkowych.

Po dwóch dniach wnętrze zmieniło się tak bardzo, że trudno było je rozpoznać.

Po raz pierwszy miała mieszkanie, które naprawdę mogła nazwać własnym.

Zadzwoniła do matki i z dumą opowiedziała o nowym lokum. Mama obiecała odwiedzić ją przy pierwszej sposobności.

Minęły dwa tygodnie.

Pewnego wieczoru w mieszkaniu piętro wyżej niemal do północy grała głośna muzyka. Ktoś najwyraźniej coś świętował.

Magdalena długo przewracała się z boku na bok i nie mogła zasnąć, a rano wstała zmęczona oraz rozdrażniona.

Gdy schodziła po schodach, usłyszała za plecami znajomy głos.

— Magdalena!

Odwróciła się i zobaczyła Gustawa.

— Ty? Nawet tutaj przyjechałeś mnie prześladować? — oburzyła się.

Gustaw wyglądał na nie mniej zaskoczonego.

— Wydaje mi się, że to ty prześladujesz mnie. Mieszkasz tutaj?

— Tak. To moje mieszkanie.

— A ja dostałem lokal dokładnie nad tobą. Nie potrafię uwierzyć, że to zwykły przypadek.

— Więc to ty wczoraj słuchałeś muzyki do nocy i nie dawałeś mi spać? — zdenerwowała się jeszcze bardziej Magdalena. — Tylko nie mów, że zatrudniłeś się w naszym oddziale.

— Właśnie to chciałem powiedzieć. Zaproponowano mi stanowisko prawnika i się zgodziłem.

— A mnie skierował tutaj dyrektor. Wybacz, spieszę się.

Magdalena szybko zbiegła po schodach.

— Mogę cię podwieźć! — zawołał za nią Gustaw.

— Nie trzeba, sama dotrę!

Od tej pory regularnie spotykali się w kawiarni podczas przerwy obiadowej i mijali na biurowych korytarzach.

Co więcej, ich gabinety mieściły się na tym samym piętrze, niemal drzwi w drzwi.

Magdalena starała się wychodzić z domu wcześniej, aby uniknąć spotkania z Gustawem i spokojnie dojść do pracy.

On jednak doganiał ją samochodem i trąbił, doprowadzając ją tym do jeszcze większej złości.

„Takie rzeczy nie zdarzają się naprawdę. Chciałam uciec od przeszłości, a ona przyjechała za mną. Chociaż właściwie to ja przyjechałam za nią”.

Nadeszła wiosna.

Pewnego dnia w drodze do domu Magdalena przemokła w butach, wchodząc w wielką kałużę.

Tylko przeziębienia brakowało jej do pełni szczęścia.

Wspinając się po schodach, marzyła wyłącznie o tym, by zdjąć mokre obuwie i zanurzyć się w gorącej kąpieli.

Przed drzwiami wyjęła klucze, lecz te wysunęły się z jej palców.

Schyliła się, żeby je podnieść, ale ktoś okazał się szybszy.

Kiedy się wyprostowała, zobaczyła przed sobą Gustawa.

Wsunął klucz do zamka, jednak nie otworzył drzwi.

Zamiast tego zrobił krok w stronę Magdaleny, objął ją mocno i pocałował.

Gdzieś na granicy świadomości zauważyła, że pachniał wodą toaletową, którą kiedyś sama mu podarowała.

Policzkiem czuła delikatny zarost na jego brodzie.

Ktoś przeszedł obok nich po schodach, lecz żadne nawet tego nie zauważyło.

Magdalena nagle zrozumiała, jak bardzo tęskniła za Gustawem, jego zapachem, głosem i dotykiem.

O takim spotkaniu skrycie marzyła od dnia, w którym się rozstali.

W końcu Gustaw odsunął się, otworzył drzwi i wpuścił ją do środka.

Magdalenę ogarnął lęk, że teraz po prostu odejdzie.

On jednak wszedł za nią.

— Chyba się przeziębiłam. Mogę cię zarazić — wyszeptała, gdy znów ją pocałował, tym razem pewniej, dłużej i z większą namiętnością.

— W takim razie będziemy chorować razem — odpowiedział.

— Posłuchaj… — Magdalena zebrała całą odwagę. — Nie miałam racji…

Gustaw nie pozwolił jej dokończyć i ponownie zamknął jej usta pocałunkiem.

— Nie masz za co przepraszać. Ja też wiele rzeczy zrobiłem źle. Kocham cię. I jestem niewiarygodnie szczęśliwy, że tutaj przyjechałaś.

— A gdybym nie przyjechała? — zapytała Magdalena.

— Wtedy sam wróciłbym do ciebie. Dokładnie w rocznicę naszego pierwszego spotkania.

— A jednak pamiętasz? Mam wrażenie, jakbyśmy nigdy się nie rozstali — powiedziała cicho.

— Bo się nie rozstaliśmy. Tylko na jakiś czas zgubiliśmy siebie nawzajem.

Przed przeznaczeniem rzeczywiście trudno uciec.

Gustaw i Magdalena wkrótce się pobrali.

Firma postanowiła podarować nowożeńcom niezwykły prezent ślubny. Zamiast dwóch osobnych kawalerek otrzymali jedno przestronne, dwupokojowe mieszkanie.

Tak właśnie dwa przypadkowe bilety całkowicie odmieniły życie dwojga młodych ludzi.

Czy był to tylko zwykły zbieg okoliczności, czy prawdziwa ingerencja losu?

Kto może to wiedzieć.

Najważniejsze, że znów byli razem.

A od ich pierwszego spotkania do złotych godów miało minąć jeszcze bardzo wiele szczęśliwych lat.