— W takim razie nie ma sensu zamieniać rozwodu w wojnę.
— Zgadzam się.
— Potrzebuję czasu, żeby znaleźć mieszkanie.
— Ile?
— Dwa miesiące.
— Masz siedem dni.
Spojrzał na nią gwałtownie.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Wciąż jestem twoim mężem.
— Na razie.
— Mieszkałem w tym domu przez wiele lat.
— To nie daje ci prawa przyprowadzać tu kochanki i obiecywać jej moją własność.
— Są tu moje rzeczy, sprzęt i część mebli.
— Wszystko, co należy do ciebie, możesz zabrać.
— A moje inwestycje?
— Sporządź listę wydatków i dołącz dokumenty. Potem omówimy to z prawnikiem.
Paweł wstał.
— Przygotowałaś to wcześniej.
— Czekałam tylko, aż sam pokażesz, jak daleko jesteś gotów się posunąć.
— Czyli od dawna wiedziałaś o Karolinie?
— Wystarczająco długo.
— Dlaczego milczałaś?
— Chciałam sprawdzić, czy kiedykolwiek zdecydujesz się powiedzieć prawdę.
— I przez cały ten czas pozwalałaś mi…
Urwał.
— Pozwalałam ci kłamać? Doskonale radziłeś sobie bez mojego udziału.
Paweł nerwowo przeszedł się po gabinecie.
— Karolina nie odbiera ode mnie telefonu.
— To wasza sprawa.
— Zrobiłaś ze mnie pośmiewisko.
— Sam przyprowadziłeś kochankę do domu żony i przedstawiłeś go jako swój. Ja tylko wyjaśniłam, do kogo należy zgodnie z prawem.
— Dla ciebie papiery i majątek są ważniejsze niż rodzina.
— Rodziny nie było już długo przed tą rozmową o własności.
Tamtej nocy Paweł spał w pokoju gościnnym.
Rano wyjechał bez śniadania.
Magdalena zadzwoniła do ślusarza i umówiła wymianę wkładki w zamku na koniec tygodnia.
Nie zamierzała wymieniać drogich drzwi ani sprawnego mechanizmu. Wystarczyła nowa wkładka, po której stare klucze przestałyby działać.
Potem zaczęła pakować rzeczy męża.
Nie robiła tego w gniewie.
Działała spokojnie, metodycznie i starannie.
Ubrania układała w mocnych kartonach. Elektronikę i dokumenty osobiste odkładała osobno. Narzędzia Pawła z garażu wpisywała na listę.
Przedmiotów, których własność mogła budzić wątpliwości, nie ruszała.
Następnego dnia Paweł napisał, że przez jakiś czas zatrzyma się u kolegi.
Magdalena odpowiedziała, że do soboty wszystkie jego pudła będą gotowe.
— Naprawdę wyrzucasz mnie z domu w ciągu tygodnia?
— Proszę cię o wyprowadzkę po zdradzie i próbie rozporządzania moją nieruchomością.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty również nie dałeś mi czasu przygotować się na wizytę Karoliny.
W piątek Paweł przyjechał po rzeczy z przyjacielem.
Wynosił kartony niemal bez słowa. Kilka razy chciał coś powiedzieć, lecz za każdym razem rezygnował.
Kiedy samochód był już pełny, zatrzymał się przy tarasie.
— Ten taras zbudowałem ja.
— Pomagałeś przy jego budowie.
— Kiedyś byliśmy tutaj szczęśliwi.
— Tak, byliśmy.
— To już nic dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Ale przeszłość nie unieważnia tego, co zrobiłeś teraz.
— Mogłabyś dać mi jeszcze jedną szansę.
— Miałeś szansę każdego wieczoru, kiedy wracałeś do domu i mogłeś powiedzieć prawdę.
— Bałem się.
— Że stracisz dom?
Milczał.
Gdy odjechał, pojawił się ślusarz i wymienił wkładkę.
Cała praca trwała mniej niż dwadzieścia minut.
Magdalena dostała komplet nowych kluczy, kilka razy sprawdziła drzwi i po raz pierwszy od dawna poczuła prawdziwy spokój.
Paweł nie mógł już wejść bez jej wiedzy.
W poniedziałek oficjalnie złożyła pozew o rozwód.
Od tej chwili mąż dzwonił niemal codziennie wieczorem.
Początkowo mówił, że majątek trzeba podzielić uczciwie. Potem znów przypominał o zainwestowanych pieniądzach. Po pewnym czasie zaczął przepraszać.
— Karolina mnie zostawiła — powiedział podczas jednej z rozmów.
— Przykro mi.
— Oświadczyła, że nie może zaufać mężczyźnie, który kłamie w tak poważnych sprawach.
— To logiczne.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie zależy ode mnie.
— Całe moje życie runęło jednego dnia.
— Nie, Pawle. Rozpadało się przez wiele miesięcy. Tego dnia tylko zobaczyłeś skutki.
Wielokrotnie prosił o spotkanie.
Magdalena zgodziła się tylko raz.
Usiedli w kawiarni w centrum Warszawy.
Paweł wyglądał na wyczerpanego. W ciągu kilku tygodni wyraźnie schudł i nie nosił już drogiego zegarka, którym dawniej lubił się chwalić.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— To dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
— Ciągle myślę o naszym domu.
— Z czasem minie.
— Dla mnie on zawsze był wspólny.
— Kiedy byliśmy małżeństwem, był naszą wspólną przestrzenią życia. Prawnie jednak pozostawał moją własnością.
— Nigdy nie czułem się tam obco.
— Bo nie byłeś obcy.
— Więc dlaczego tak łatwo mnie wyrzuciłaś?
— Bo sam przestałeś być moim mężem.
Paweł spuścił głowę.
— Naprawdę mówiłem Karolinie, że dom jest mój.
— Wiem.
— Chciałem wyglądać przy niej na człowieka sukcesu.
— Przy kobiecie, z którą planowałeś poważny związek?
— Ma wysokie wymagania.
— Więc postanowiłeś spełnić je za pomocą rzeczy należących do mnie.
Skrzywił się boleśnie.
— W twoim ujęciu brzmi to obrzydliwie.
— Bo takie było.
— Nie sądziłem, że wszystko zajdzie tak daleko.
— Przywiozłeś ją oglądać pokoje i wybierać meble.
— To był jej pomysł.
— Ale drzwi otworzyłeś ty.
Paweł poprosił o kolejną szansę.